Rok już dobrze dał znać o sobie.Spokój trwania.Ogladam Animal Planet i reportaż o atakach rekinów na plażach.Niesamowite,jak ludzie są odważni i jak potrafią przejść do porządku dziennego nad swoim kalectwem po takich atakach i jak dalej próbują walczyć z tym,co przeważające czyli siłami oceanu.Niemniej reportaż mnie zaciekawił,ale nie wiem,jak będę spała,oby nie śniły mi się ludojady,brr.Mają taką miłą skórę,aż chce się pogłaskać ,ale szczęki,zęby..masakra.Człowiek czasami też ma swoje przeznaczenie i mimo że traci zdrowie czy część siebie,trwa do finału swego rozdziału,jakiś sens to ma.
A mi na balkonie świecą się światełka,lubię tą scenerię balkonowego święta.W ogóle chyba się szybciej starzeję,bo zaczynam bardzo cenić spokój i ciszę,ale taką ciszę pewności tzn szarość bez adrenaliny,constans w pigułce,ciacho,kawa,książka i dajcie mi spokój.
Dzisiaj na hali targowej nasłuchałam się żali,przypadkowo,ktoś płakał,że go wylali z pracy,nagle stracił wszystko.I to młody facet,potem babka płakała,że jej obrobili boks,i tak jakoś mało kupujących,zimno,expresowo.Babka w garmażu spocona,chora,spowolniona,nakłada mi sałatkę i mówi,że marzy o łóżku.
Niby jest ok...ale niby..dlatego lubię moje ucieczki w fotel,ciszę i małą pewność wieczorną.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)