Mam stare dziecko.Pewnego 17 lutego przyszło na swiat.Tego dnia zawsze to sobie przypominam.
Zima jak dzisiaj,wiało śniegiem.Mały szpitalik w zapyziałym miasteczku.Za oknem rusztowania i zaglądający na porodówkę robotnicy.
Ból,nasilający się od rana.Żadnego zainteresowania.Leżałam,czekając na finał.Ponieważ nie dałam łapówki,nie dostałam dobrego zastrzyku.
Mijały godziny.W końcu zmieniła się dobrze pracująca zmiana.
Zaczęłam rodzić ok.19j.Lekarze byli wstawieni,położna pijana.
Poinformowali mnie,że od naszych porodów jest im niedobrze.
Położna źle mnie przecięła,lekarz wrzeszczał na nią a ja z nimi ze strachu.Dobrze,że przytomna była stażystka,młodziutkie dziewczę,które pozwoliło mi zorientować się,co się dzieje.Odeszły wody płodowe,dzieciak wierci się i nie chce przyjść na świat,w końcu moja macica pokazała swoje bramy i Drakula zaczęła wydostawać się z przytuliska.Owinięta pępowiną,sina.
Nie pytałam o płeć pewna,że to chłopak.Pewność –jakakolwiek –jest zawsze ułudą.
Ważyła prawie 5 kg,była długa i owłosiona na łyso.Chwilę po porodzie bardziej byłam sobą zainteresowana niż nią.Moje łożysko szybko mi zabrano dla wytwórni kosmetyków.Tak wtedy praktykowano. A dzisiaj? Nie wiem.
Potem gorylowato owłosiony ginekolog zaproponował mi szycie.To była oferta nie do odrzucenia.Cieszyło go dowcipkowanie,uważał,że jest boski ze swoją propozycją zmniejszenia mi „bram”.A ja tylko czekałam na koniec przedstawienia i jego „arii z kurantem”.
Przyszedł nowy człowiek na świat..kolejny.
Matką się nie przejmowano,Drakulę wymyto pod kranem,zawinięto w pieluchę,na rękę dostała obróżkę i tyle ją widziałam.Tego wieczoru.
Przychodzimy tutaj,odchodzimy.. podobnie starzy z wyglądu na początku jak i często na końcu.
Zagadka bytu zostaje za kurtyną.
Jesteśmy igrzyskami wszechświata
Szkołą ćwiczeń i ciśnień wszelakich
Zabawką bogów miłosienie niemiłosiernych
Teatrem..
No cóż,warto odnotować.
Taką starą już córkę mam.Jak to leci.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)