Przyglądam się sobie wewnętrznej i widzę poukładane półki i pomieszane rzeczy,pomieszane ręką kogoś,kto uzurpuje sobie prawo opiniotwórcze co do mnie i świata.
A we mnie instynkt,intuicja,obserwacja,przypomnienie cudzych opowieści ,słusznie gniewnych.Idą za swoim przewodnikiem,bo mu ufam.Bo już na tyle dojrzałam,że wiem,że jest kimś mi oddanym w najmniejszej swej cząstce.
Gniew jest moim prawem ,gdyż okiem przewodnika widzę,że dzieje się zło a moja natura poniekąd pierwotna każe mi chronić się i to chronić czujnie,gdy spotyka mnie zagrożenie.
Obudzony we mnie wojownik szykuje broń.Bo trzeba walczyć,bo jedynie walka i sprzeciw są motorem postępu i zmian.Tylko głupiec tkwi w przykuty strachem do miejsca.
W czasie ,gdy zachwyca mnie ptasi dryl,widok za oknem mina psa,moje piękne stopy,mobilizuję też siłę do konfrontacji.
Nim zasieję,dopilnuję,by krety nie zepsuły mej pracy.stąd we mnie kobieca przekora,wola sprzeciwu i wierność sobie. Męski twór ujarzmia mnie od wieków,wskazuje posługę jako rzekome moje przesłanie i sens bytu.Zakłada opaskę na oczy i opowiada rzeczywistość po to,bym widziała ją jego oczyma.
Męski twór ujarzmia mnie cynizmem,pogardą i odrzuceniem. Moją starość przeklina.Pragnie nasycyć swój egoizm ,chęć podporządkowania sobie świata według uproszczonych ,jemu wygodnych reguł.
A moja opowieść płynie we mnie.Ona nie należy do niego. Moje oczy wolne,moja świadomość ufna dla oczu i uszu,moje zasady święte,wyrosłe z bolesnych doświadczeń poznawania.
Nie gwałcę swej prawdy,nie składam w klatce oczekiwań sugerujących wymianę moich pazurów na łamliwe ,kiepskie tipsy.
Moje włosy kruche,lecz moje,moja skóra zmarszczona,lecz piękna W dotyku,moje ciało zmęczone,ale całkiem mi zawierzone. Nie ujarzmię krzyku w sobie.Nie ujarzmię niezgody na zło.
Niech nazywają jak chcą mój bunt,agresją,brzydotą itd.To nie jest ważne,jakich słów użyją,by mi odebrać głos.To nie jest ważne, jakim sposobem wykpią moją prawdę,jak wyśmieją mój dar spostrzegania.
Do toksyn przywykłam.Świat współczesny lśni toksyną,kopuluje z nią bezmyślnie,uzaleznia od niej umysły. A moja modlitwa jest jedna.
Daj mi Panie,coś nad sufitem
Daj mi Panie siłę dotrwania
Siej ze mną moją opowieść
Dbaj bym nie ugięła kolan
I płacząc nie przestała dostrzegać
Prowadź mnie drogą nie manowacami
I zostaw w ręku nóż
Bym mogła kroić chleb
Bym mogła bronić się
Gdy przyjdą odebrać mi siebie


Komentarze
Pokaż komentarze