Boks był w naszym domu zawsze obowiązkiem a transmisje olimpijskie świetem dla całej rodziny. Dlatego zapewne tak mocno utkwiły mi w pamięci chwile chwały Pietrzykowskiego czy Kuleja a pózniej Leszka Błażyńskiego. Naczelnym ekspertem bokserskim była … moja Babcia. Absolwentka warszawskiego konserwatorium, tłumaczyła mnie i mojej Mamie - ten tańczy na ringu z wirtuozerią Szopena, ten leje rytmicznie i mocno niczym Tannhäuser Wagnera, a jeszcze trzeci boksuje z gracja i lekkością Mozarta. Każdy słynny ówczesny bokser miał swego muzycznego mistrza a Polacy zwykle dwóch lub trzech. Na zasadzie - skacze szopenem ale wali dziewiatą symfonią.
Gdy w 1960 roku na olimpijskim ringu w Rzymie pojawil się Muhammad Ali, który wtedy zwał się jeszcze Cassius Clay, po raz pierwszy w wieku czterech lat, usłyszałem o rock’n’rollu. Tak byłem pod wrażeniem, że już mi na całe życie zostało.
Reguły walki były podówczas jasne i zazwyczaj wygrywał ten bokser, który zadał wiecej ciosów przeciwnikowi lub, wedle babcinej teorii, był bardziej umuzykalniony :)
Obowiązywały zasady markiza Queensberry, które w pierwotnym brzmieniu pozwolę sobie, za Wikipedią, zacytować:
Queensberry Rules – przepisy regulujące sportową walkę na pięści, stworzone w drugiej połowie XIX wieku w Anglii. W
zmodyfikowanej formie(Lubicz) obowiązują do dziś, stanowiąc fundamenty współczesnego boksu.“
- mecz należy rozgrywać na kwadratowym ringu o wymiarach 24 x 24 stopy lub zbliżonych
- zakazane jest stosowanie chwytów zapaśniczych i obejmowanie rywala oburącz
- rundy trwają po 3 minuty, z 1-minutową przerwą pomiędzy nimi
- zawodnik, który upadnie z powodu otrzymanego ciosu lub z jakiejkolwiek innej przyczyny, musi powstać bez niczyjej pomocy w ciągu 10 sekund, a jego rywal winien w tym czasie udać się do własnego narożnika. Jeśli powalony zawodnik zdoła się podnieść, walka jest kontynuowana, jeśli tego jednak nie uczyni i w ciągu 10 sekund nie stanie na środku ringu, sędzia winien ogłosić zwycięzcą jego rywala
- zawodnik wiszący bezwładnie na linach, w taki sposób, że jego obie stopy są oderwane od podłoża, winien zostać uznany za powalonego
- w trakcie trwania rundy na ringu nie mogą przebywać sekundanci ani inne osoby trzecie
- jeśli mecz zostanie przerwany z niedającej się uniknąć przyczyny, sędzia winien określić czas i miejsce jego dokończenia, tak aby pojedynek wyłonił zwycięzcę, chyba że osoby obstawiające zakłady zgodzą się na zrównanie stawek
- rękawice muszą być dobrze dopasowane, nowe i najlepszej jakości
- jeśli rękawica zostanie uszkodzona lub zsunie się, winna zostać wymieniona na życzenie sędziego
- zawodnik, który uklęknie, winien zostać uznany za powalonego
- zakazane jest używanie przez zawodników butów podbitych gwoździami
- we wszystkich innych kwestiach należy stosować znowelizowane London Prize Ring Rules
Jak Państwo widzą, nigdzie nie ma słowa o tym, że zawodnik wygrywający walkę MUSI być reprezentantem Wielkiej Brytanii, kraju zaprzyjaźnionego lub też obfitujacego w bogactwa mineralne. Niestety “MODYFIKACJA” reguł zacnego markiza Queensberry zaszła tak daleko, że oglądanie walk pięściarskich z Londynu mija się z sensem. Wygodniej i uczciwiej dla wszystkich zainteresowanych, byłoby przyznać zlote medale bez „walki” tym z góry wytypowanym a całej reszcie pozwolić WALCZYĆ o drugie i trzecie miejsca. Na cholerę pozory skoro uczciwości i fair play na londyńskim ringu nie uświadczysz.
Bilans skandalicznych decyzji sędziów walk bokserskich z jednej tylko nocy, ze środy na czwartek: sędzia z Turkmenistanu Iszanguli Meretniazow zdyskwalifikowany, arbiter z Niemiec Frank Scharmach zawieszony na pięć dni, Aghajan Abijew z Azerbejdżanu wyrzucony z igrzysk. Masakra!
„Naszym głównym problemem zawsze była i będzie ochrona integralności i zasad fair play naszej dyscypliny. Podejmę wszelkie możliwe kroki, aby wzmocnić te elementy” - powiedział prezydent AIBA (Międzynarodowej Federacji Boksu Amatorskiego) Ching-Kuo Wu. Nie wiem czy pan Ching-Kuo Wu kpi czy o drogę pyta, bo całość cuchnie na odległość.
PS. Żaden z polskich bokserów nie zakwalifikowal się na londyńskie igrzyska i może to nawet lepiej. Jak potraktowano jedną z Polek widzieliśmy. Dlatego, dla takich samych jak ja nostalgików, mały prezent na zakończenie. Srebrny medal Zbigniewa Pietrzykowskiego w wadze półciężkiej na igrzyskach w Rzymie (1960) i złoty medal Jerzego Kuleja w wadze lekkopółśredniej cztery lata pózniej.
Rzym 1960, Zbigniew Pietrzykowski vs. Cassius Clay alias Muhammad Ali
Tokio 1964, Jerzy Kulej vs. Jewgienij Frołow
R’n’R
Komentarze
Pokaż komentarze (2)