0 obserwujących
71 notek
35k odsłon
  335   0

Kiedyś powiem: a nie mówiłam?

Oczywiście nie pretenduję do tego, by czuć się przedstawicielką całej konserwy i prawicowości. Piszę tu sobie o swoim podwórku.

Piszę i rozmawiam również często o edukacji, bo jestem pedagogiem i pracownikiem naukowym. Dopiero na studiach odkryłam, a było to w latach 90-tych, że  najskuteczniej edukuje się dzieci w sposób spersonalizowany. A więc ucząc - brać pod uwagę indywidualne cechy dziecka i do nich dopasowywać sposób nauczania, metodologię, ocenianie etc.

Nic nowego, powie ktoś.

Pewnie że nie, stare to jak świat. Z tym, że latami uczono nas, że jesteśmy tacy sami, kobiety i mężczyźni niczym się nie różnią, a wiec można ich traktować jednakowo. Stosowac jednakową miarę dla wszystkich.

To kłamstwo. Na tym kłamstwie oparty jest cały dzisiejszy program nauczania w polskich szkołach.

Gdy na praktykach studenckich "odkryłam" że dziewczynki są inne niż chłopcy, że interesuje je co innego, na co innego zwracaja uwagę, inaczej się koncentrują, rzuciłam zawód nauczyciela.

Nie mogłabym uczyć w szkole, w dzisiejszej szkole polskiej.

To byłoby chałturzenie do potęgi. Nie ma innej mozliwości, nawet gdybym odkryła w sobie pokłady powołania niczym Siłaczka i całe życie poświęciła dla tych młodych, płowych główek. Nic by z tego nie wyszło.

Koedukacja jest zgubna. Zgubna wtedy, gdy edukacja odgórnie kontrolowana jest i regulowana. Gdy nauczyciel nie ma swobody działania, gdy pęta się go biurokracją, papierami, całym tym bajzlem, które nic z nauczaniem nie powinno mieć wspólnego.

W naszym systemie, w świecie który nam narzucono można ratować jeszcze dzieci, proponując im edukację spersonalizowaną, edukację zróżnicowaną. Osobno chłopcy, osobno dziewczęta. "Odkryto" to niedawno w USA, gdzie policja w szkole to widok codzienny.

 

 

Kiedy o tym mówiłam, odpowiadały mi salwy śmiechu i stukanie w czoło.

Dziś szkoły zróżnicowane to szkoły elitarne. Modelowe. Określane nawet czasem jako jedyny ratunek dla naszych dzieci.

 

Kiedy mówię o tym, że edukacja powinna przestać być przymusowa, że powinna być przywilejem, na który trzeba sobie zapracować, wymyślają mi od średniowiecznych ciemniaków, w skrajnych wypadkach od faszystów.

Czekam na dzień, kiedy będę mogła powiedzieć "a nie mówiłam?". Bo taki dzień nadejdzie, jeśli tylko będziemy chcieli się uratować przed końcem cywilizacji.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie