Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
42
BLOG

„Mądrzejszy” niewolnik

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Rozmaitości Obserwuj notkę 1

 

 

Przyjmijmy hipotezę, że jako konserwatysta, wierny nauce Kościoła, żyję w błędzie. Nie mam racji w kwestii związków homoseksualnych, czy aborcji i eutanazji. Wszelkie argumenty jakie próbuję przedstawić dają się obalić z punktu widzenia naukowego.

Pomimo tego, okazuje się, że lepiej trwać w błędzie, niż iść z prądem lewicowego postępu.

Chyba, że zamordyzm cenimy wyżej niż wolność.

 

Co bowiem, oferuje lewicy w ramach dyskusji, która miała by przekonać do „postępowych” i tolerancyjnych poglądów?

 

Przyjrzyjmy się tym argumentom z bliska:

 

  1. Lustracja – ta znienawidzone przez obóz poprawności politycznej słowo jest powszechna metodą w stosunku do przeciwników. Wystarczy choćby podać przykład Pawła Zyzaka, którego „dziennikarz” postanowił sprawdzić, tak jak on to zrobił z Lechem Wałęsą. Oczywiście „śledczy” nie zadał sobie trudu tak jak Zyzak zapoznania się z literaturą na temat osoby badanej ( tu jest usprawiedliwiony, bo do nie dawna nikt Zyzakiem się nie zajmował). Ograniczył się do „ wywiadu środowiskowego”. Jaki był efekt- zarzut, że w szkole średniej obracał się za dziewczynami.
  2. Manipulacja – przekręcanie lub pomijanie faktów korzystnych dla polemisty, jak w przypadku doktora Camerona, który podczas wizyty w Polsce prowadził wykłady na temat homoseksualizmu. Gazeta Wyborcza, z uporem maniaka próbowała pomijać tytuł naukowca, pominęła również fakt, że pełni on prestiżowa funkcję recenzenta prac innych naukowców.
  3. Obraza – Jesteś homofobem, jesteś nietolerancyjny! Te słowa klucze liberalnym elitą wystarczają aby zdyskredytować przeciwnika.

Z pewnością, można by powyższą listę o inne metody prowadzenia „dyskusji”.

 

Takie metody, jednak tak naprawdę, zamykają jakąkolwiek dyskusję. Nie ma mowy o sporze merytorycznym, co gorsza, zakładając, że tak zwane „elity liberalne” mają rację, i koniec, tak ma być i kropka, nie dożą one do wyjaśnienia sprawy adwersarzowi. Przeciwnie nieustannie dążą do gnojenia jego osoby i poglądów, co tylko zniechęca do próby przyjęcia ich argumentów. Jak widać, nie zależy postępowym elitom, na tym aby kogokolwiek przekonać, bo albo wyznaje się ich poglądy z uwielbieniem fanatyka, który może ich nie rozumieć, ale będzie bronił, albo jest się… no właśnie homofobem, nietolerancyjnym zaściankowcem. Albo światłe elity intelektualne albo ciemnogród.  Co gorsza na polskim gruncie mamy nową obelgę, nie zgadzasz się z elitami – na pewno jesteś z PiSu! Wystarczy podać przykład Jarosława Marka Rymkiewicza, który wypowiadając pozytywne słowa pod adresem Jarosława Kaczyńskiego z laureata ubóstwianej przez elity nagrody Nike, stał się dla Salonu, jednym z głównych wrogów.

Głosiciele postępu, nie mają tak naprawdę do zaoferowania nic. Nie próbują przekonać swoich przeciwników w sposób merytoryczny, tylko bardzo szybko sięgają po argumenty ad persona.

Tak więc ich idee nawet, gdyby były słuszne, nie stanowią do rozsądnego człowieka nic atrakcyjnego. Zamykają go bowiem, w okowach, jednego nurtu, wobec którego nie można mieć żadnych wątpliwości, bo niech się tylko ktoś wychyli względem jedynego słusznego nurtu, zwątpi w najjaśniejszą idee postępu, od razu do porządku przywołuje go krzyk oburzenia.

Czy nie lepiej więc  żyć w błędzie, ale ze świadomością, że to co myślę, jest kwestią mojej własnej woli, niż konformistycznego strachu przed odrzuceniem przez elity liberalne.

Nawet błędne poglądy, oparte na wierze w ich słuszność i będące efektem swobodnej decyzji, wydają mi się bardziej atrakcyjne niż trzymanie się sztywno narzuconych, nawet najmądrzejszych idei.

Wspomniane idee postępu, nawet gdyby były słuszne, przez sposób w jaki są wprowadzane w życie nie mogą stanowić dobrego wyboru, ponieważ prowadzą do intelektualnego zniewolenia, uwięzienia swobody myśli, w dodatku drogą nie merytorycznej dyskusji a, nazwijmy to po imieniu, intelektualnego terroru.

Tylko czy można się temu dziwić?

Co pozostaje kiedy nie ma się argumentów jak nie krzyk…

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości