Śledząc prywatyzację w wykonaniu Ministerstwa Skarbu, można odnieść wrażenie, że jest się na wielkiej wyprzedaży w hipermarkecie. Oto jeden z hitów cenowych – kup udziały w Uzdrowisku „Solanki” Inowrocław za 15 milionów złotych, a jedno z najnowocześniejszych SPA w Polsce, na które wydano ponad 11 milionów dostaniesz gratis i to nie koniec atrakcji.
Informacja o prywatyzacji uzdrowiska pojawiła się w Rzeczpospolitej ( http://www.inowroclaw.info.pl/aktualnosci.php?akcja=news&id=11528 ), w treści ogłoszenia możemy przeczytać, że Ministerstwo Skarbu Państwa zaprasza do negocjacji w sprawie nabycia 30 276 udziałów o wartości 500,00 zł każdy. Zdawać by się mogło, że to zwykłe ogłoszenie o prywatyzacji, a jednak nie do końca. W Inowrocławiu sprawa wywołała poruszenie, pojawiły się głosy o zwolnieniach wśród pracowników spółki, ale nie to mnie osobiście najbardziej zainteresowało. Otóż kiedy pomnożymy wartość udziałów przez ich ilość uzyskamy kwotę ponad 15 milionów złotych, a jeszcze nie tak dawno ( grudzień 2009) media lokalne pisały o wyremontowaniu jednego z budynków „Solanek” za kwotę ponad 11 milionów złotych, dzięki czemu w mieście powstało nowoczesne SPA (http://inowroclaw.gra.pl/informacje-8459,solanki-medical-spa-juz-gotowe.html ). Polityka w której otwiera się nową inwestycję i już po chwili podejmuje się decyzję o jej sprzedaży budzi moje wątpliwości. Jakby tego było mało informacje na temat nowych inwestycji w sąsiedztwie uzdrowiska, wskazują na to, że nieużytki w tym miejscu przekraczają wartość 1 miliona złotych (http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090902/INOWROCLAW01/498191714 ). a Uzdrowisko „Solanki” to nie tylko opisane wcześniej SPA, ale również wybudowany w XIX wieku budynek zarządu, czy inne budowle w których mieszczą się sanatoria. Uzdrowisko „Solanki”, to również dobry brand sięgający historią 1875 roku (http://www.inowroclaw.info.pl/historia/h.php?strona=144 ). Atrakcyjność uzdrowiska podnosi otoczenie, czyli Park w którym wciąż pojawiają się nowe atrakcje finansowane z pieniędzy samorządu: nowe alejki, park linowy, ogrody papieskie. Dla instytucji związanej ze zdrowiem, równie istotnym atutem jest sąsiedztwo tężni, która może być atrakcją przyciągającą nowych kuracjuszy.
Wydaje mi się zatem, że kwota około 15 milionów złotych jest śmiesznie niska i argumenty przedstawiane przez rząd, że pieniądze ze sprzedaży będą przeznaczone na cele społeczne ( http://www.ino-online.pl/n.php?wiadomosc=10574&nr=1 ) nie usprawiedliwiają tak niskiej kwoty, a wręcz przeciwnie. Skoro rząd tak bardzo chce wydawać pieniądze na cele społeczne, to dlaczego nie spróbuje pozyskać ich więcej? Zostawmy zresztą cele społeczne, a przypomnijmy o deficycie budżetowym, bo pomimo że nie wątpię w kreatywność szefa polskich finansów, to wątpię, by wszystko można było załatwić poprzez odpowiednie księgowanie. Czy z prywatyzacji nie można by było chociaż częściowo zmniejszyć deficyt? Nie wspominając o potrzebie budowy dróg, modernizacji armii czy innych wyzwaniach cywilizacyjnych, które kosztują, a na które wciąż brakuje pieniędzy!!!
Chyba, że prywatyzacja ma dla rządu inne znaczenie niż tylko sprzedawanie spółek do sektora prywatnego i przynoszenie zysków do budżetu... Dlatego kiedy po lekturze wieści dotyczących „Solanek” w telewizji zobaczyłem migawki z wystąpień Sobiesiaka przed komisją śledczą, oczami wyobraźni, ujrzałem jak następcy Zbycha, Mira i Rycha ( a może i oni we własnych osobach) siedzą na pobliskich wałach i knują o kolejnych ustawach, zajmując tym samym miejsce nieoficjalnie przeznaczone na spotkania „integracyjne” młodzieży z pobliskich szkół.
Nie jestem przeciwnikiem prywatyzacji, doskonale zdaje sobie sprawę z przewagi sektora prywatnego, nie mam też pretensji do prywatnych (uczciwych) inwestorów, że kupują tanio, skoro stwarza im się taką możliwość. Nie widzę jednak logiki kiedy Państwo pozbywa się swojego majątku za przysłowiowe grosze. Skoro, rząd pragnie oddać część swoich spółek w prywatne ręce, to dlaczego sam nie potrafi myśleć jak przedsiębiorca i zwyczajnie się cenić. W przeciwnym razie, państwo polskie przestanie nawet przypominać kolorowy supermarket z głośnymi hasłami – PROMOCJA, a stanie się zwyczajnym dziadowskim bazarem ( z całym szacunkiem dla handlujących na bazarach). jakie widujemy w krajach Trzeciego Świata, na który nikt nie będzie chciał nawet spojrzeć, poza ekscentrycznymi turystami lubującymi się w folklorze postkomunistycznym.


Komentarze
Pokaż komentarze