Superman, Spiderman, czy Batman, ikony popkultury, oglądane na ekranach kin i w komiksach przez młodzież, we współczesnej Polsce nie stanęłyby po stronie zwolenników przeniesienia Krzyża. Jeśli już mieliby opowiedzieć się po którejś ze stron to trwaliby przy Krzyżu.
Batman, był bohaterem mojego dzieciństwa, miałem niemal wszystkie numery komiksów z przygodami Mrocznego Rycerza. Jednak od kilku już lat przestałem interesować się jego przygodami, dawną fascynację ograniczałem do seansów filmowych kolejnych części opowieści o krucjacie Bruca Wayna przeciwko złu, które trawi Gotham City. Dlatego też nie czuję się w tej chwili specjalistą od religijności Batmana czy innych superbohaterów.
Jednego jestem jednak pewien. Ani Batman, ani Superman, ani Spiderman czy inny z herosów Marvela i DCcomics, niezależnie od swojego stosunku do wiary, nie opluwaliby ludzi broniących Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. A powód tego jest dość prosty. Prawdziwy superbohater zawsze stał po stronie słabszych. Mało tego jego moc i misja, często były dla niego brzemieniem, wykluczającym go ze społeczeństwa. Często też musiał prowadzić swoją krucjatę wbrew „demokratycznej większości”, która omamiona manipulacjami superzłoczyńców zaczynała krytykować swojego obrońcę.
Z tych przyczyn choćby Waynowi czy Parkerowi, bliżej do odizolowanych i pogardzanych obrońców Krzyża niż do rozbawionego tłumu młodych ludzi.
Superbohaterowie, w swoim życiu realizują misję, w imię ideałów, które często dla ich bliskich są niezrozumiałe, lub cena płacona za nie jest zbyt wysoka i w tej wytrwałości również przypominają mi oni obrońców Krzyża.
Ale po wyobcowaniu i ideałach jest jeszcze trzecia cecha wspólna dla komiksowych bohaterów i obrońców Krzyża. Jest to moc. Tak jak, Superman czy Spiderman posiadają nadnaturalne zdolności, tak ludzie z Krakowskiego Przedmieścia swoją wytrwałością, wiarą w idee jaka im przyświeca górują nad rozbawionym tłumem. Czy ktoś z tych, którzy świetnie się bawią szydząc z obrońców Krzyża, w imię czegokolwiek co jest dla niego cenne, od ateizmu i świeckości państwa, po wielkość muzyczną ich idoli scenicznych ( bo i pewnie tacy się znajdą dla których idol z MTV to szczyt wzniosłych idei) i medialnych jak Palikot oraz Wojewódzki, byłby wstanie sprzeciwić się hordzie, które go obraża, wyśmiewa a czasem nawet posuwa się do agresji fizycznej? Byłby wstanie stanąć z oponentami twarzą w twarz i nie ustąpić pomimo szyderstw? Raczej jest to wątpliwe.
Z jednej strony oszalały tłum, przypominający zachowaniem szaleńca z Arkham, jakim jest Jocker, z drugiej ludzie, którzy choć przedstawiani jako opętana sekta, przypominają mi bohatera z dzieciństwa, który chociaż spowity mrokiem, używający kontrowersyjnych metod, umiał jednak rozdzielić dobro od zła i trwał przy swojej krucjacie w imię zasad. Może to naiwne, ale Mroczny Rycerz, walczący ze złem nadal wydaje mi się bardziej atrakcyjny niż zbieranina oszalałych z zajadłości, wyzbytych wszelkiej kultury i norm cywilizacyjnych pensjonariuszy zakładu w Arkham. Dziwie się, że młodzi ludzie, moi rówieśnicy bawiący się na Krakowskim Przedmieściu niczym banda superzłoczyńców ze stron komiksów, nie potrafią czerpać wzorów nawet z tak bardzo popkulturalnych bohaterów jak Batman czy Spiderman.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)