Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
61
BLOG

Krzyżowiec, a może coś innego

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Rozmaitości Obserwuj notkę 1

Może to będzie powieść we fragmentach, a może tylko literacka odskocznia od politycznych felietonów. Co z tego wyjdzie zależy od natchnienia i muz autora. Najbardziej jednak ciekawią mnie opinie czytelników.

 

Rok 2060

Ginie prezydent Stanu Nadwiślańskiego Zjednoczonej Republiki RUSeuropy.

Był on kolejnym z przedstawicieli Ugrupowania Postępu, które od lat sprawuje władze w nadwiślańskiej krainie, kontynuatorem dzieła zapoczątkowanego przed dekadami przez POlityków Tuska i Komorowskiego. Postępowy naród pragnie uczcić pamięć ojca narodu.

 

Janek jak większość społeczności zamieszkującej nadwiślańską krainę, wszelkich recept na swoje życie szukał w telewizji i internecie. Nie było więc, rzeczą dziwną, że dotknięty niespodziewanym zgonem głowy państwa, odpowiedzi na to co czynić wypada zaczął poszukiwać przy pomocy pilota. Niestety żaden z dyżurnych autorytetów, od błyskotliwego dziennikarza Tadeusza  Gminnego po Płonącegokota – posła- wyrocznię tego co postępowe nie raczył zabrać głosu by ludność zapatrzoną w ekrany uświadomić i poinstruować. Dziesiątki godzin audycji poświęconych  tłumaczeniu jakim złem jest Krzyż i Chrześcijaństwo, nie dawały odpowiedzi jak się zachować kiedy serce przeżywa niewyobrażalny smutek, uczucie nieznane. Kiedy odchodził ktoś z rodziny już od dawna organizowano eutanazjonalia – uroczystość, huczną zabawę, poprzedzającą uwolnienie członka rodziny od trosk. Tym razem to jednak nie był zabieg eutanazji, to wyglądało na sprawę całkowicie niezaplanowaną wymykającą się wszelkim racjonalnym analizom na jakie próbował zdobyć się Janek.

Na jednym z kanałów ujrzał, grupkę demonstrantów, która próbowała zapalić znicze pod Pałacem Prezydenckim.

I pojawił się nagle autorytet, ktoś kto mógł dać odpowiedź, na wielką niewiadomą, natłok uczuć nieznanych jakie tłoczyły się w głowie Janka. Znany redaktor, bohater walki z reżimem Kaczystowskim, wyjaśniał, że demonstrantów należało usunąć, bowiem swoim zachowaniem nawiązywali do niechlubnej żałoby z 10 kwietnia 2010, określanej przez historyków jako tydzień zaciemnienia postępu.

- najpierw pojawiłby się znicz, później drugi, a za chwile ta swołocz ustawiłaby Krzyż, znak, którego przecież nasz prezydent nie życzyłby sobie przez świątyniom państwa i konstytucji. Miejsce Krzyża jest w gettach, tam gdzie Chrześcijanie korzystając z naszej tolerancji, mogą odprawiać swoje ciemnogrodzie praktyki. Zezwolenie na jakiekolwiek praktyki nawiązujące do tamtego okresu mogą grozić nawrotem zbrodniczej ideologii Kaczystowskiej, która swego czasu opóźniała nasz kraj w pochodzie ku oświeceniu. – tłumaczył widzom autorytet.

 

Ale to dla Janka nie było odpowiedzią. Postanowił przejść się pod Pałac, tam w końcu przebywał przez kilka lat zmarły tragicznie prezydent. Może tam uzyska odpowiedź na swoje rozterki, uczucia których nie rozumie.

Pałac był niedaleko, zaledwie 5 minut jazdy metrem.

Kiedy Janek zjawił się przed Pałacem stała już tam grupka ludzi, stali w milczeniu, ich oczy zdradzały zagubienie. Stanął obok nich. I nagle poczuł, że chciałby się z nimi zjednoczyć, czuł, że wszyscy oni czują to samo co on, chciałby poprzez jakieś proste słowa, prosty gest, wyrazić wspólnie z tą grupką swoje uczucia, coś czego nie potrafił, pewnie oni  wszyscy nie potrafili nazwać. Jedyne co umiał w tym momencie określić w stanie swojego ducha to właśnie potrzeba zjednoczenia, chęć bycia z innymi, którzy odczuwają to samo.

Chciał, chcieli, ale nie wiedzieli jak.

Nagle Janek przypomniał sobie  babcię, uchodzącą za szaloną starszą kobietę, której życie zakończyło się nie po uroczystości eutanazjonaliów, czy w zakładzie opieki dla staruszków, a w zakładzie leczenia homofobii. Pamiętał wstyd, jaki odczuwał, kiedy babkę skazano na przymusowe leczenie, za publiczne głoszenie herezji o tym, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny.

Teraz przypomniał sobie babcię jak czyni jakiś dziwny znak, zawsze czyniła ten znak przed podróżą, czy przed pójściem spać, wówczas nawet nie widzieć czemu klęczała.

Były to gesty dla niego niezrozumiałe, podobnie jak tematy, które babka- wariatka poruszała-

grzech, zbawienie. Nie mówiła, o tym jakoś szczególnie często, ale wystarczyło by zaczęła, a już matka reagowała dziwnym zmieszaniem, a ojciec tylko mruczał – skończ już mamo z tymi farmazonami, średniowiecze dawno się skończyło.

Teraz nie wiadomo dlaczego przypomniał się Jankowi właśnie ten znak czyniony przez babcie prawą ręką. Jakże niezrozumiały kiedyś, obecnie pamięć o nim zdawała się obiecywać ulgę, pomoc w tej trudnej chwili.

Nieśmiało podniósł rękę, opuścił, zawahał się podniósł jeszcze raz, dotknął czoła. Zgarbił się onieśmielony, bojąc się, że ktoś go zobaczy. Na czole poczuł krople potu, a jego ciałem wstrząsnęły dreszcze, dreszcze strachu.

Opuścił rękę. Dotknął lewego ramienia, szybko przeniósł dłoń na prawe ramię. Nie wiedział do końca co nim kieruje, ale poczuł, że tak trzeba. Rozejrzał się.

- chyba nikt tego co uczyniłem nie dostrzegł- pomyślał.

Nie myślał już o tym, co nim tak wcześniej wstrząsnęło, czuł ulgę, ale również zmieszanie tym co zrobił przed chwilą. Tym co jakby wyrwało się z jego wnętrza, nie wiedział jak wytłumaczyć nagłe pojawienie się w myślach jego babci, która zawsze miał a wariatkę, a teraz nie wiedzieć czemu miał potrzebę powtórzenia gestów, które ta dziwaczka wykonywała za życia.

Postanowił się jak najszybciej oddalić sprzed pałacu. Tym bardziej, że sytuacja robiła się naprawdę nieciekawa.

Jakiś starzec, zaczął wykrzykiwać, że to Boska Sprawiedliwość, spadła na zmasoniałego prezia. Jednak szybko został uciszony przez straż miejską.  Z opancerzonego autobusu zaczęli wysiadać policjanci, by usunąć kolejną grupkę, które nie dość, że zaczęła zapalać znicze, to próbowała jeszcze ułożyć z nich krzyż.

Robiło się naprawdę nieciekawie, pamiętał z lekcji historii jak Kaczyści broniący Krzyża potraktowali kulturalnych kapłanów chrześcijańskich i młodych studentów, którzy chcieli zobaczyć jak przenoszony jest Krzyż do Kościoła. I nie wiadomo czego oni wówczas chcieli Krzyża w miejscu publicznym,? a przecież mieli Kościoły na każdym kroku. Siła zabobonów była tak wielka, że pozwalano aby kościoły raziły uczucia ateistów w miejscach publicznych.

Groźba spotkania się z tymi agresywnymi Krzyżowcami, którzy teraz zaczęli z kart historii wychodzić na ulice, wydawała się nienajlepszą perspektywą.

Odwrócił się szybko chciał ruszyć szybkim krokiem w kierunku metra, ale wpadł na zakapturzoną postać. Spod kaptura, wystawały jedynie długie jasne włosy, a w cieniu rzucanym prze kaptur zdawało mu się że dostrzega, tak przynajmniej czuł, delikatny uśmiech. Drobna dłoń, zwinęła się w pięść, z której wystawało kilka paciorków połączonych łańcuszkiem…Czyżby nie był sam, czyżby nie tylko on miał potrzebę wykonania zakazanego gestu, takie same paciorki trzymała często w dłoni jego babka. Jeżeli dobrze pamięta, sznur paciorków kończył się dwoma skrzyżowanymi blaszkami. Nie to nie były blaszki, to był Krzyż, tak kiedyś mówiła babka. Taki sam Krzyż jaki kiedyś stał przed Pałacem postawiony tam przez oszalałych fanatyków, wyznawców kultu Lecha Kaczyńskiego.

Co ja właściwie robie?, co się dzieje w mojej głowie? Kim…? Co mnie obchodzi ta dziewczyna? Pytania zdawały się rozsadzać Jankowa głowę.

To jest najwyższy czas aby szybko stąd odejść wyszeptał, do siebie wymijając zakapturzoną dziewczynę i niemal biegnąć kierował się w stronę metra, by po kwadransie, spokojnie usiąść w swoim pokoju, przed swoim laptopem, odcięty od tego szaleństwa, ogarniającego miasto, całą krainę nadwiślańską, kto wie może cały świat.

Ale wirtualny świat, jak nigdy, nie pozwalał zapomnieć o tym co się działo wcześniej.

Mordowane hordy potworów na ekranie komputera zdawały się przybierać twarze, ludzi których mijał niedawno przed Pałacem.

Co się dzieje? Czy nie może być jak dawniej? – pytał się sam siebie.

- Nic już nie będzie takie samo – zdawał się odpowiadać tajemniczy głos w jego głowie.

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości