Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
255
BLOG

Bez Sacrum arogancja nie ma granic

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Polityka Obserwuj notkę 0

Była wypowiedź prezydenta o usunięciu Krzyża, były protesty, były prowokacje, było wyszydzanie religii, był pochód barbarzyńców, kiedy uznano, że czas zakończyć igrzyska, „usunięto” spod Krzyża księdza by pod osłoną nocy, metodami ubeckimi zabrać Krzyż.

 

Śledząc historię awantury o Krzyż na Krakowskim Przedmieściu mamy świetne studium przypadku arogancji władzy.

 

Wszystko zaczęło się od hasła rzuconego na łamach Gazety Wyborczej przez prezydenta elekta- usunąć Krzyż. Co wywołało opór części społeczeństwa, która domagała się upamiętnienia Tragedii Smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu. Wiodące media robiły zaś wszystko aby obraz protestujących był jak najbardziej niekorzystny. Oko kamery pomijało młodych ludzi, mikrofon nie utrwalał rozsądnych wypowiedzi, społeczeństwo karmiono głównie widokiem zacietrzewionych starszych ludzi, którzy do sprawy podchodzili bardzo emocjonalnie. Niewielu starało się dostrzec że te emocje wynikają z pamięci o czasach PRLu, kiedy to też władza walczyła z Krzyżem.

Wystarczyło aby prezydent zapowiedział należyte upamiętnienie Tragedii, ale zamiast zapowiedzi i konsultacji społecznych mieliśmy porozumienie zapowiadające przeniesienie Krzyża i „należyte upamiętnienie”, chwilę później mieliśmy już wypowiedź konserwatora zabytków, że o żadnym pomniku nie może być mowy. Mowa za to mogła być o usunięciu Krzyża, kiedy społeczeństwo do tego aktu nie dopuściło, do akcji włączono hordy barbarzyńców, którzy zwoływani „spontanicznie” przy pomocy portali społecznościowych i największych mediów zaczęli realizować przemysł pogardy, ( używając określenia Piotra Zaremby na określenie traktowania Lecha i Jarosława Kaczyńskich), wobec wszystkich, którzy domagali się upamiętnienia ofiar Tragedii Smoleńskiej i bronili Krzyża. Wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu Pokazały, że prymitywizm ładowany do głów społeczeństwa przez Palikotów i Wojewódzkich, przynosi efekty. Obrońców Krzyża wyszydzano, posuwano się do przemocy fizycznej i profanacji Krzyża. Ale dla autorytetów były to wciąż akcje społeczeństwa obywatelskiego.

Władza wobec tych wydarzeń pokazała nam swoją „ludzką twarz” odsłaniając niemal w konspiracji tablicę na Krakowskim Przedmieściu. Niestety treść i sposób odsłonięcia tablicy były niczym splunięcie obywatelom w twarz. Następnie po raz drugi splunięto w twarz Polaków, odsłaniając kolejna tablicę, tym razem z literówką. Ale dla większości mediów to nie był problem

. Kiedy to wszystko się rozgrywało, rząd podnosił nam podatki. Zapewne liczono, że sprawa Krzyża pomoże również przysłonić, kwestię skandalicznej umowy gazowej godzącej w polski interes, co zauważyły nawet organy Unii Europejskiej, przedstawione dotychczas jako instytucje dobra absolutnego niosące polakom kaganek postępu. Niestety nawet usłużne media, nie potrafiły wciąż tylko zajmować się Krzyżem. Zaczęto więc szukać nowego tematu. Pomocne tym stały się wewnętrzne problemy partii opozycyjnej, ale „niestety” i one nie potrafiły zasłonić kwestii skandalicznej umowy gzowej. I Nagle pomoc dla rządu pojawiła się z niespodziewanej strony ( chcę wierzyć, że to przypadek). Władze Kościelne. Kuria zakazała wypowiadać się księdzu Małkowskiemu, który wspierał obrońców Krzyża. W ten sposób usunięto, ostatnią barykadę broniącą krzyża. Usunięto, a w zasadzie sam umył ręce od całej, sprawy Kościół, zachowując się . niczym Piłat. I to był wyrok ostateczny na Krzyż. Krzyż osamotniony, odcięty od obrońców barierkami, ale wciąż przypominający władzy i Polakom o pamięci tragedii z 10 kwietnia.

Kiedy Kościół się wycofał, dla władzy stało się jasne, że na krakowskim Przedmieściu nie ma nawet cienia Sacrum. Nadszedł czas dla profanum, Krzyż zabrano niewiadomo jak, niewiadomo dokładnie kiedy i niewiadomo gdzie. Wszystko ma wyjaśnić szef Kancelarii Prezydenckiej. Ale to nie zmienia faktu. Że władza posunęła się do polityki faktów dokonanych względem własnych obywateli. A tak się nie robi. Nie zachowano nawet pozorów dyskusji. Taki poziom arogancji, zapewne znowu wywoła protesty i próby dyskusji, co pomoże przysłonić problemy przed którymi stoi rząd. Teraz kiedy partia rządząca zajęła wszystkie przyczółki władzy, może sobie pozwolić na taką arogancję, tym bardziej, że ma wsparcie wiodących mediów.

Najpierw zrobiono tak z Krzyżem, czy za chwile nie będzie tak z podatkami, likwidacją ulg, wprowadzaniem prawa niszczącego rodziny. Nikt już nie będzie się bawił w dyskusje, redaktor Lis nie będzie uważał tego za kwestie sporne. Tematem dla publicystów stanie się partia opozycyjna, a reszta dziennikarzy ograniczy się do podawania nam informacji o nowych pomysłach władzy już wprowadzonych w życie.

Czy takiej Polski chcemy? Czy takiej Polski chcą Ci, którzy głosowali za zgodą i budowaniem?

Od samego początku głownie ośrodek prezydencki przez wypowiedzi głowy państwa, zapowiedzi, sposób uczczenia pamięci Ofiar Tragedii, wciąż prowokują niewygodną jej część społeczeństwa. Kiedy w wyniku prowokacji obrońcy Krzyża zaczynają protestować, media podchwytują temat, przedstawiając protestujących niczym w krzywym zwierciadle. Fałszywym obrazem media prowokują antyklerykałów co prowadzi do konfrontacji i eskalacji konfliktu, na całe społeczeństwo.

Na naszych oczach, władza kłamie i manipuluje, za nic ma sobie część obywateli, której jedyną winą jest to, że ma inne poglądy niż „młodzi, dobrze wykształceni”. Stosując socjotechnikę rozgrywa społeczeństwo i niestety także opozycję w wygodny dla siebie sposób.

„Władza absolutna demoralizuje absolutnie”, teraz pogardza się Świętym Znakiem, usuwając go w tajemnicy, bez modlitwy, bez jakiegokolwiek szacunku, bez rozmowy ze społeczeństwem. Czy można mieć wątpliwości, że władza, która niema szacunku dla Krzyża, będzie miała szacunek dla tych „młodych wykształconych”, kiedy zaczną szukać pracy lub zakładać własne przedsiębiorstwa, tworzyć rodziny? Kiedy usuwa się Sacrum, znikają wszelkie bariery, tak jest teraz z Krzyżem, ale na tym, się nie skończy, zbyt wiele realnych problemów stoi przed naszym rządem i prezydentem, i za daleko posunął się w arogancji względem społeczeństwa.

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka