Sama myśl o podążaniu za kimś, kogo fascynuje człowiek czyniący z tańca drogę ku oświeceniu wydaje mi się obciachem. Taniec to świetna zabawa, ale wśród ludzi podskakujących w rajtuzach żadnego oświecenia nie mogę się dopatrzeć. Jeżeli mam już szukać oświecenia, to wolę zwrócić się w stronę poważnej korporacji z dużym doświadczeniem.
Jednym z duchowych przywódców przeciwników Krzyża, jest Janusz Palikot, który od dłuższego czasu walczy o „wyzwolenie” naszego kraju z zaściankowości.
Niewielu jednak wie, że dla Palikota autorytetem jest Georgij Gurdżijew – ormiański mistyk żyjący na przełomie XIX i XX wieku. Głoszący „czwartą drogę do oświecenie” – drogę człowieka przebiegłego, którego oświecić mają stare księgi i eliksiry zapewniające nieśmiertelność. Oświeceniu ma też służyć teatr i taniec – mistyczne wygibasy, wznoszące człowieka na wyższy poziom. Wszystko to przyprawione otoczką New Age.
Konferencje Palikota to też swoisty spektakl, dla niego pewnie jest to też droga do oświecenia. Dziwne tylko, że tak wielu młodych wykształconych zaczyna brać udział w tym palikotowym misterium. Czy nie dostrzegają, że robią z siebie idiotów? Zapewne krzyż z puszek po piwie było jedną z największych emanacji oświecenia jakie niosą ze sobą palikotowe obrzędy.
Janusz Palikot staje się kapłanem, wprowadza część społeczeństwa w swoisty taniec i przedstawienie, we wszystkim wspierają go zapewne zaawansowani już w drodze ku oświeceniu celebryci z Jakubem Powiatowym na czele.
Gdyby spojrzeć na to racjonalnie mamy więc zgraje ludzi, podniecających się jak wspomniany Pan Powiatowy grzebaniem w przy pomocy flagi w psich kupach, mamy faceta bawiącego się wibratorem i mamy wreszcie ludzi cieszących się, że symbolicznie mogą się przyłączyć do tańca odgrywanego przez ich guru.
Różne dziwne tańce i spektakle teatralne uważano za drogę ku oświeceniu nawet nie w średniowieczu, ale jeszcze wcześniej, w czasach kiedy to bogowie mieli żyć między ludźmi, do tego chędożąc się na potęgę ze śmiertelnikami.
Dla mnie taka droga ku oświeceniu to obciach, wystawianie się na śmieszność. W swoim rozwoju wole postawić na prężną korporacje z tradycją dwóch tysięcy lat. Nikt w niej nie wierzy w bajki o Zeusie, nikt nie każe błaźnić się w dziwnych spektaklach ani zapewniać sobie nieśmiertelność alchemicznymi eliksirami.
Wybieram moją korporację, bo ma silna strukturę, jasną drogę awansu i jasny cel- zbawienie.
Oczywiście kariera niej nie jest łatwa, ale też będąc w niej wiem, że robie coś pozytywnego i poważnego, a nie bawię się w obrzędy wymyślone często przez ludzi żyjących w jaskiniach, a za bóstwo uważających kamienie.
Moja korporacja to Kościół, a jej prezesem jest Jezus Chrystus. Dlatego wiem, że jestem w dobrych rękach.
W ramach tej korporacji, nikt nie zabroni mi tańczyć na przykład salsy, kiedy chcę spędzić radośnie czas, ale też korporacja gwarantuje mi, że po tanecznym wieczorze nie obudzę się wśród rozbitych małpek, w koszulce informującą o mojej orientacji seksualnej i z wibratorem umieszczonym w moich czterech literach.
Pisząc ten tekst korzystałem z następujących artykułów:
http://www.tygodnik.com.pl/kontrapunkt/30/dobroczynski.html
http://www.rp.pl/artykul/534766.html
http://www.wprost.pl/ar/160144/Tance-z-Palikotami/
526
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (5)