Wywiad w którym Jarosław Kaczyński oznajmia dziennikarzom newsweeka, że nie poda ręki Bronisławowi Komorowskiemu i Donaldowi Tuskowi, można uznać za symboliczny. Oddaje bowiem on w pełni sytuację w jakiej znalazł się obecnie obóz Prawa i Sprawiedliwości. Ujawnia też prawdę o naszych obyczajach.
Podanie ręki powinno oznaczać, szacunek. Takim gestem jak najbardziej możemy obdarzyć naszego przeciwnika czy to w sporcie, polityce czy innej dziedzinie życia. Jest to gest sygnalizujący, że ewentualny konflikt odbywa się na zasadach fairplay.
Warto się tutaj zastanowić, czy człowiek dobrze wychowany, mający swoje zasady, kierujący się kodeksem honorowym, ma podawać swoją rękę każdemu? Oczywiście dobrze by było gdyby to robił. Ale czy nie jest dyshonorem uścisk dłoni osobnikowi, który np. obraził naszą ukochaną, czy rodzinę, jest człowiekiem który z nas drwi? Takie postępowanie byłoby obłudne, mało tego byłoby oznaką akceptacji dla zachowań niehonorowych.
W życiu publicznym społeczeństwo oczekuje od polityków ciągłych uśmiechów i pozytywnego przekazu, w końcu to pod szyldem „polityki miłości” Platforma zwyciężyła w ostatnich wyborach parlamentarnych, w podobnym tonie było też hasło kampanii prezydenckiej – „zgoda buduje”. Kiedy wszyscy są zgodni, wręcz się kochają wtedy elektorat się cieszy. Dlatego też od polityków oczekuje się, że będą podawać sobie ręce niezależnie od sytuacji, mimo, że w głębi serca wyciągnęli by noże i poderżnęli sobie gardła, to z uśmiechem potrząsają swoimi prawicami. Oczywiście jest to obłudne, ale od lat takie reguły gry zostały przyjęte w polityce, kwestia honoru spadła na dalszy plan.
Jarosław Kaczyński, jak widać postanowił się przeciwko tej zasadzie zbuntować. Co zresztą nie może dziwić u człowieka, który słynnie z dobrych (przedwojennych) manier. W konflikcie z obozem władzy doszedł on do punktu, który okazał się graniczny. Poziom zuchwałości, Komorowskiego i spółki, prowokacyjne zachowania z odsłanianiem tablic, czy usuwaniem Krzyża, przekroczyły granice przyzwoitości. Ale tez chyba na to obóz władzy liczył. Kiedy media rozgrzeszają z najbardziej chamskich zagrywek, można sobie pozwolić na wszystko.
Wiadomym było, że co by się nie stało i tak winnym będzie prezes największej partii opozycyjnej. Teraz zatem, nikt nie będzie przejmował się honorem Jarosława Kaczyńskiego, ale zbulwersuje jego rzekomy brak wychowania, bo przecież nie poda ręki prezydentowi.
Tak to już jest niestety, że od polityków oczekuje się ciągłych uśmiechów i uścisków dłoni, taki teatr okazuje się najskuteczniejszym narzędziem w drodze do władzy.
Podobnie było z kampanią Jarosława Kaczyńskiego, pełno w niej było uśmiechów i przyjaźni i to czyniło ją skuteczną. Brakowało w niej jednak idei i konkretnego programu wykraczającego poza obietnice, a prezentującego konkretne rozwiązania.
Myślę, że dla Jarosława Kaczyńskiego właśnie na tym drugim polega polityka.
Niestety takie myślenie okazuje się z jednej strony zgubne, bo w systemie demokratycznym często odcina polityków od szansy na zdobycie władzy. Z drugiej strony jest to jedyny styl uprawiania polityki dający Polsce szanse na rozwój- bo Polska potrzebuje idei wokół której będzie mogła się rozwijać. Swego czasu świetnym hasłem była POLSKA 2020 w G20. prowadzenie kampanii wokół tego hasła pozwalało zarówno na niesienie pozytywnego przekazu jak również prowadzenie realnej polityki. Myślę, że jeżeli obóz prawicy chce myśleć o powrocie do władzy, warto aby wrócił do tej strategii, którą zapoczątkowało Prawo i Sprawiedliwość na marcowym Kongresie.
Póki co mamy jednak fale arogancji i chamstwa, która prowokuje –prezesa PiS, do zachowań odbieranych przez „większość demokratyczną” jako coś złego.
Swego czasu Lech Wałęsa pogrzebał swoje szanse wyborcze nie podając reki Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, bo ten drugi dokonał prostej prowokacji spóźniając się na debatę.
Żoliborskiego inteligenta nie uda się sprowokować, jednym prymitywnym gestem, tak jak byłego elektryka. Ale kiedy następuje cała kampania chamstwa, popełnienie błędu staje się nieuchronne, a niezrozumienie zasad marketingu politycznego, który politykę będącą kiedyś (dawno temu) starciem idei zamienił w teatr pozorów, może prowadzić do katastrofy wyborczej.
W odrzuceniu tych obłudnych reguł z jednej strony nie ma nic złego i świadczy raczej dobrze o odrzucającym, z drugiej ich odrzucenie zamyka polityka w kręgu niemożności. I to jest chyba największy tragizm współczesnej polityki, która funduje nam nieudolny obóz rządzący, który świetnie się sprzedaje i opozycję, która wciąż musi szukać złotego środka pozwalającego pogodzić idee z zasadami PR. Czy tym złotym środkiem jest podanie ręki Komorowskiemu? Może warto ją podać z zaznaczeniem, że podaje się rękę, Prezydentowi, jako głowie państwa, wybranej przez naród, i wynika to z szacunku dla demokracji, nie zaś Bronisławowi Komorowskiemu – człowiekowi, który szydził ze swojego poprzednika, przynosząc ujmę tytułowi Marszałka Polskiego Sejmu.


Komentarze
Pokaż komentarze (58)