Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
154
BLOG

W sprawie mojego felietonu o homototalitarystach, czyli jak obud

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Rozmaitości Obserwuj notkę 5

Mój ostatni artykuł wzbudził wiele kontrowersji i sprowokował kilka zasadnych pytań i myślę, że o to powinno chodzić w dyskusji. Niestety wywołał też reakcje, które w wolnym świecie nie powinny mieć miejsca. Zarówno do poruszanych przez komentatorów kwestii jak i do zdumiewających reakcji postaram się w poniższym tekście odnieść.

Zacznijmy od zarzutu frondowicza Marka04, pisze on „Po pierwsze autor ma poważne problemy z używaniem polszczyzny(np. homosie.) Jest to język prostaków. Popisuje się swoimi neologizmami w stylu homototalitaryści, że pożal się boże.
Jeśli nazywamy tożsamość homoseksualną skłonnościami i sugerujemy ich zwalczanie, to jest to niezgodne ze współczesną nauką. Nazywanie chorobą czegoś, co nią nie jest stygmatyzacją – jest naruszaniem godności człowieka. To takie proste.
Załóżmy, że autor jest heteroseksualny (chociaż może po latach okaże się że wcale tak nie było).
To tak jakby ktoś publikował informacje np. twierdzące, że orientacja heteroseksualna jest chorobą i trzeba z nią walczyć. Proszę o trochę abstrakcyjnego myślenia.”
Jeżeli chodzi o słownictwo, to ten zarzut jest akurat absurdalny – jaki jest synonim do słowa homoseksualista? „Kochający inaczej” – śmierdzi mi to na odległość poprawnością polityczną, a bardziej polskie – „pedał”, „ciota” – czy takim słownictwem mam się posługiwać? Jakie wtedy byłoby larum na moje prostactwo. A „homoś” to przecież zdrobnienie słowa homoseksualista. A homototalitaryści – jak mam nazwać kogoś, kto nie dopuszcza innych poglądów niż tylko swoje i do tego jest działaczem gejowskim – nie do końca demokratą, kochającym wolność inaczej?
 Insynuacje co do mojej orientacji zbywam milczeniem. Bo słów szkoda na argumentum ad personam.
A teraz kwestia choroby – Homoseksualizm jest chorobą. Fakt, został wykreślony z listy chorób w drodze demokratycznego głosowania pod wpływem nacisków licznych lobby. Ale spójrzmy prawdzie w oczy. Choroba to zaburzenie naturalnego, prawidłowego działania organizmu człowieka. Zgadza się czy nie? Dla człowieka naturalnym jest się rozmnażać, po to ma narządy rozrodcze- tak się nazywają nie narządy przyjemnościowe, a rozrodcze czy tak nie jest? Zatem związek, który z definicji nie jest wstanie zaowocować potomstwem można nazwać czymś naturalnym i prawidłowym dla człowieka? Z tego powodu należy dać człowiekowi szanse na zmianę swojej orientacji seksualnej na taką, która jest zgodna z naturalnym, prawidłowym funkcjonowaniem człowieka. Powtarzam dać szansę, nie zmuszać. I temu miała służyć aplikacja, która oburzyła homoaktywistów. Jeżeli stwierdzam, że coś jest nienaturalne to jest to  stygmatyzowanie człowieka, czy stwierdzenie faktu? Owszem mogę się przecież mylić, ale wtedy oczekuję konkretnych argumentów, a nie twierdzenia, że stoi za tym współczesna medycyna. Jeżeli współczesna medycyna nie głosi teorii zbieżnych z moimi to proszę przytoczyć konkretne argumenty, z którymi będę mógł polemizować lub uderzyć się w pierś i zgodzić się z postępową wizją.
Warto także zwrócić uwagę na komentarz Pana DS na stronie Newsweeka: „Ciekawe, czy gdyby jakiś czarnoskóry człowiek natrafił na aplikację która by podpowiadała ‘jak wybielić skórę czarnuchowi’ to Pan też by się dziwił, czemu on się tak burzy? Idąc tokiem Pana myślenia to w sumie nic złego jakby czarnoskóry wreszcie mógł być szanowanym białasem…
Moim zdaniem ten wpis jest pozbawiony jakiejkolwiek wartości merytorycznej. Fakt, mógłby Pan powiedzieć: ‘po co tu wchodzisz, skoro ci się nie podoba’. Wszedłem bo to dotyczy akurat mnie, a skoro jest to ‘portal opinii’ to ja właśnie opinię wyraziłem” Otóż przykład podany przez DS. jest jak najbardziej chybiony. Przecież był taki czarnoskóry, który chciał się wybielić, mało tego on to zrobił i czy ktoś nazwał go podłym rasistą? Nie, a nazywał się on Michael Jackson i jak okazało się po jego śmierci, był powszechnie szanowany i kochany. Zatem istnieją ludzie, którzy byliby zainteresowani taką aplikacją i nie oburzałaby ich. Wręcz byliby dzięki niej szczęśliwi. Czy mamy zatem pozbawiać ich szczęścia zakazując takiej aplikacji? Możemy krytykować jej sensowność, ale czy cos złego jest w tym, że ktoś chce coś robić co akurat  my byśmy nie zrobili? Podobnie czy coś złego jest w tym, ze wyrazimy dezaprobatę względem murzyna, który się wybielił? Nie miałem na celu nikogo obrażać, wskazałem po prostu na pewne fakty, które nie świadczą najlepiej o działaczach homoseksualnych.   Przepraszam, słowo „czarnoskóry” i „murzyn” powinienem zastąpić „afroamerykaninem”, wybaczcie mi proszę, chyba czasem nie pomyśleliście, że jestem rasistą?!

Zgadzam się, że kontrowersje mogła wywołać przykładowa aplikacja „101 rzeczy…”, ale po pierwsze słowo odbyt, jest chyba najdelikatniejszą wersją jaką mogłem użyć, chyba że posłużyłbym się stricte medycznym określeniem łacińskim anus. Poza taka nazwę aplikacji podałem jako PRZYKŁADOWY wzór nonsensownych rzeczy, które niektórzy potencjalnie chcieliby znaleźć w internecie i zapewne znajdują. Nie podałem wprost grupy społecznej, która wyrażałaby konkretne zapotrzebowanie na taką wiedze. Skoro akurat odczytano to jako atak na homoseksualistów, to nawet nie chcę wnikać dlaczego?

Ale prawdziwy smaczek spotkał mnie na portalu Infotuba. Redakcja portalu związanego z Wprostem – zwróciła mi uwagę, że słowa „homoś”, „zniewieściały mężczyzna” i „101 rzeczy…” to mowa nienawiści, która narusza regulamin portalu. W mojej obronie stanęli tacy użytkownicy jak:
Małgorzata k-m, która zauważa, że wcześniej dla readakcji problemem nie było słowo „pedał”, ciekawe dlaczego tym razem jest problem z „homosiem” i „zniewieściałymi mężczyznami”, bo m.in. te wyrażenia redakcja wskazała jako przejaw mowy nienawiści.

A także  Wolfi: „Zaproponuj inne określenie "zniewieściałego mężczyzny". Może "zmężczyźniała niewiasta"? Jeśli tu są jakieś treści obraźliwe to wkrótce wyraz "homoseksualizm" też za taki będzie uchodził?
"Homosie" można faktycznie czymś poważniejszym zastąpić.
Wiele lat temu, kiedy taka orientacja nie była modna, w rozmowach między sobą używaliśmy określenia "homo nie wiadomo". Czy teraz wolno?
A już "101 rzeczy...." to co jest nie w porządku? Nie ma takiej aplikacji?”

W pewnym sensie rozumiem redakcję, która boi się reakcji środowisk homoseksualnych ( czy wolno mi tak pisać?), ale reakcja Infotuby potwierdza niejako meritum mojego felietonu. Działacze gejowscy ( tak można?) są gotowi ogłaszać atak na ich orientację ( czy wolno piać o orientacji?)  pod każdym pretekstem, niewolno używać żadnych słów, określających ich preferencje. Nawet jeżeli niektóre zwroty użyte przeze mnie miały zabarwienie negatywne jak „homosie”, to co z tego?, mamy po to tak bogaty język aby go używać. Mam konkretne poglądy, więc dlaczego mam je maskować słownictwem neutralnym, zauważmy, że nie obrażam nikogo, a tylko reprezentuję światopogląd, który jest krytyczny względem homoseksualizmu, TOLERUJE jego istnienie, ale nie pochwalam.  Tym bardziej, że świadomie nie używam określeń, które przyjęło się uważać za prymitywne i prostackie jak „pedał” czy „ciota”. Niestety okazuje się, że słowa trzeba ważyć jeszcze bardziej. A raczej trzeba uważać o kim się mówi, bo wiadomo, że o grubych biskupach, Prezydencie Lechu Kaczyńskim - chamie, alkoholiku i samobójcy, wolno mówić, pomimo ze są to brednie ( słowo brednie też będzie zakazane jako pejoratywne, które ich autora urazi?).  Zauważmy, że za pewne obecna głowa państwa mówiąc o kaszalotach, bigosie czy pisząc o bUlu, zwyczajnie wyraża ekspresję intelektualną zrozumiałą wyłącznie dla osoby o przynajmniej zbliżonych do niej zdolnościach umysłowych, utożsamiając się jednocześnie z dyslektykami.
Podobnie o  zaściankowych homofobach i niedouczonych przeciwnikach aborcji, można mówić i pisać jak najbardziej. Za to o mniejszościach seksualnych ( przepraszam za określenie mniejszość, może tez kogoś uraziła?) to już absolutnie, nie mówmy, nie komentujmy tylko przyklaskujmy to jest jedyny dopuszczalny gest.
Jest taka historia o szatach cesarza. Chyba warto aby co niektórzy się z nią zapoznali i zrozumieli, że rzeczy trzeba nazywać po imieniu. W przeciwnym razie obudzimy się w świecie paranoików, którzy ciągle analizują czy któreś wypowiedziane słowo kogoś nie uraziło. W świecie Wielkiego Barta, gdzie odpowiednie służby poprawiają „błędy” językowe, i kto wie czy autora nie ukarzą za myślo-zbrodnie, żeby nie za słowo-zbrodnie, nie wątpię, jednak że dla pewnych osób to będzie właśnie Nowy Wspaniały Świat.
Ps. i odpowiedź na pytanie Pana retro - z prawicy.net, który smuci się, że kobiety chodzą w spodniach i dlatego nie ma oglądania się za spódniczkami. Otóż, osobiście znam dziewczyny, które chodzą w spódniczkach i sukienkach, do tego są piekne i sympatyczne. Tak Panie retro, mam to szczęście i wierzę, że Pana też takie spotka idzie wiosna:)

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Rozmaitości