Chińskie kino zaczyna kreować nowego bohatera – patriotę, który jest oparciem dla narodu w trudnej chwili kiedy, naród gnębiony jest przez obce mocarstwa. W tym celu nie waha się sięgnąć po legendy nie pasujące do wizji komunistycznego państwa.
Kino akcji z Państwa Środka, kojarzone było najpierw z historyjkami o mistrzach sztuk walki i gangsterach ( Bruce Lee, Jackie Chan ) – były to jednak produkcje pochodzące z Hong Kongu – do 1997 roku, kolonii Brytyjskiej. Po „powrocie do macierzy” azjatyckie Hollywood zaczęło czerpać inspirację z legend i mitów nawiązujących do długiej historii państwa chińskiego – „Przyczajony tygrys, ukryty smok”. Są to historie pełne akrobatycznych popisów, dalekie jednak od historii stricte biograficznych, o współczesnym podtekście politycznym nie wspominając, chyba, że za takie uznamy – historię pijanego mistrza, które można odczytać jako luźne nawiązanie do biografii chińskiego poety i słynnego alkoholika – Li Taibo.
Tematyka chińskich filmów akcji zmieniła się jednak diametralnie z ostatnich latach. Teraz największe hity kinowe nawiązują do historii najnowszej i przypominają o czasach, kiedy Chiny były okupowane przez japońskich imperialistów, lub zdominowane przez „białe diabły” z zachodu. Świetnym przykładem są tutaj filmowe biografie mistrza Kung Fu stylu Wing Chun, - Yp Mana. Poznając historię mistrza, nie uświadczymy informacji o rewolucji kulturalnej autorstwa Mao Zedonga, ale z pewnością widz pozna okropieństwa japońskiej okupacji. Okres powojenny życia mistrza pokazany jest jako walka o honor chińczyków w rządzonym przez anglików Hong Kongu. Chińscy pracownicy administracji są przedstawiani jako konfidenci, a przedstawiciele cywilizacji zachodniej na każdym kroku chcą poniżyć chińczyków. Na szczęście jest mistrz Yp Man, który broni chińskiego honoru czy to przed japońskim wojskowym – karateką, czy zachodnim mistrzem boksu. Mistrz z pokorą znosi kolejne policzki wymierzane przez japończyków, czy białych, jednak oprawcy pozwalają sobie na coraz więcej i kiedy przekraczają już wszelkie granice mistrz, często samotnie przeciwstawia się nieprzyjacielowi, broniąc jednocześnie honoru swoich rodaków.
Podobną historię przedstawia najnowsza superprodukcja opowiadająca o mistrzu z klasztoru Shaolin, który walczy z imperialistycznym najeźdźcą.
Podejrzewam, że sięgniecie po postać Yp Mana, czy historię mnicha nie jest wcale przypadkowe. Nie bez powodu też mnich z Shaolin nie walczy z armią cesarską jak to bywało przed setkami lat. ( Chińscy władcy lubili sięgać po pomoc mnichów np. w walce z japońskimi piratami, po czym kiedy przekonali się o potędze wojowniczych buddystów, niszczyli ich klasztor, żeby czasem nie przyszło im kiedyś do głowy swojej potęgi skierować przeciwko cesarzowi). Dramatyczna historia mnichów wykorzystanych przez aparat państwowy po czym zdradziecko zmasakrowanych nie jest zbyt poprawna politycznie w świecie, gdzie oficjalnie państwo jest największym dobrodziejem. Nie chcę bagatelizować chińskich cierpień z czasów kolonializmu, czy II Wojny Światowej, zapewne wkrótce poznamy tez historię wojen opiumowych, z romantyczną opowieścią o bohaterach powstania bokserów ukrywających się na łodziach jako członkowie wędrownej grupy artystów, jak to było w przypadku mistrzów stylu Kung Fu - Hung Gar.
Opowieści te z pewnością budzą dumę i zainteresowanie historią, szczególnie u młodego pokolenia i zasadniczo może się to wydawać mało znaczącą ciekawostką.. Warto jednak uważnie się tym produkcją przyglądać, bo nie bez znaczenia jest fakt, ze akurat teraz pojawia się fala filmów przypominająca grzechy jakie popełniono względem narodu chińskiego.
Filmy w których bohater gnębiony jest przez przedstawicieli obcych nacji, w finałowej scenie dumnie triumfuje broniąc dumy chińskiego narodu, są doskonałym narzędziem do rozbudzenia dumy współczesnych chińczyków. Po latach utożsamiania ich z tandetom, zaczynają oni dominować w światowej gospodarce, a marki utożsamiane z zachodem stają się ich własnością, jak np. Volvo, nie wspominając o światowych potęgach z USA na czele zadłużonych w Państwie Środka. Po latach upokorzeń, Chińczycy z dumą podnoszą głowę, czy podobnie jak mistrzowie sztuk walki znokautują białych i japońskich imperialistów? Tym bardziej, że nie stoją oni zbyt pewnie w ringu.
275
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze