Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
196
BLOG

Hiszpania: ateiści tęsknią za metafizyką

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Polityka Obserwuj notkę 0

Hiszpańscy ateiści chcą w Madrycie sprofanować Drogę Krzyżową, organizując jej wersję dla ateistów. Głównym elementem ateistycznego pochodu mają być bluźniercze antychrześcijańskie wystąpienia - http://fronda.pl/news/czytaj/hiszpania_droga_krzyzowa_dla_ateistow
Czy taka informacja może budzić, sprzeciw? Oczywiście, ale mi jest po prostu ateistów żal. Ich zachowanie ewidentnie wskazuje na to, że zazdroszczą chrześcijanom. A, że nie mają innej koncepcji na zagospodarowanie swojej energii, postanowili przyjąć strategię dziecka z piaskownicy.

Nie udało mi się zbudować zamku z piasku, to zniszczę Twój, taka przedszkolna logika zdaje się przyświecać ateistom w stolicy Hiszpanii- państwa o pięknych katolickich tradycjach. I podejrzewam, że właśnie ta tradycja najbardziej doskwiera ateistom. Hiszpania to kolebka Opus Dei, to również Szlak Świętego Jakuba i Santiago de Compostella, a to tylko dwa świadectwa pięknej tradycji hiszpańskiego Chrześcijaństwa. Do tego dodajmy Święta Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy obchodzone przez chrześcijan na całym świecie.
Czy komukolwiek na świecie przyszłoby do głowy aby atakować wyznawców jakiejkolwiek religii za to, że świętują. Pomijając zbrodniczych fundamentalistów i terrorystów, którzy religią ścierają krew ze swoich rąk, przedstawiciel żadnych z wielkich religii, nie myśli o tym, aby organizować kontr obchody święta innego wyznania. Dlaczego?, bo ma własne, które w swoim sumieniu może uważać, nawet za jedyne słuszne, ale to są jego święta i do głowy nie przyjdzie np. buddyście organizowanie Drogi Krzyżowej, tylko po to by „dowalić” chrześcijanom.. Co innego ateiści, ci nie mają czego świętować. Nawet gdyby próbowali zorganizować święta wielkiego bezbożnika, to nawet żadna poważna firma nie pomyśli o tym by je wykorzystać marketingowo.  Czy możemy sobie wyobrazić reklamę Coca Coli w której tiry dowożą do miasta butelki z napojami a za kierownicą siedzą hm… no kto? Np. Markizowie De Sade z pejczykami. To by nie przeszło, niewielu chciałoby to „kupić”. Tymczasem nawet za często typowo komercyjnymi świętami jak Walentynki kryje się postać katolickiego Świętego. Owszem mamy plagę słodkich serduszek, ale do mediów przemycane są informacje o relikwiach czy historii życia patrona zakochanych. Zresztą czy może  być inaczej – w miłości dwojga ludzi jest coś metafizycznego, a kto lepiej zna się na metafizyce niż osoby wierzące?
Przecież ateista nie będzie umiał opowiedzieć np.o przeznaczeniu dwojga osób, bo jak? – jasnieoświecony Dawkins w tej kwestii żadnej romantycznej teorii nie ma i mieć nie będzie, o ile się nie nawróci.
Życie ateisty zatem musi być niezwykle smutne. Bez perspektywy życia wiecznego, zmartwychwstania, bez  metafizyki w miłości, i bez świąt i bogatej tradycji. Ruch ateistów, pomimo, że zalewa rynek licznymi teoriami na brak Boga, nie potrafił stworzyć jakiejś własnej tradycji, a jak widać chyba tęskni za nią, skoro tak drażnią go choćby Droga Krzyżowa. Celem ludzi którzy planują sobie pobluźnić na ulicach Madrytu, jest atakowanie wierzących, a czy w imię wolności, nie mogą pogodzić się z tym, że ktoś inny chce świętować zmartwychwstanie Jezusa i odpowiednio się do tego przygotowuje? Nawet jak ktoś jest niewierzący, to o ile nie dręczą go frustracje, na katolicką Drogę Krzyżową powinien patrzeć, jak na ciekawy obrzęd ludzi błądzących, który ma wielowiekowa tradycję. Taka Etno – ciekawostka. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie organizuje tańców nad ogniskiem i zbiorowego wyśmiewania bóstw indiańskich, bo go denerwuje jakiś mieszkaniec dżungli w Ameryce Południowej.
I tutaj mamy kolejną kwestię problemy ateistów. Najłatwiej atakować chrześcijan, bo jak to niektórzy „znawcy teologii” mówią oni „musza wybaczać” ( zapewne w swoim znawstwie, tylko przypadkiem nie znają historii o tym jak Jezus przepędzał kupców ze świątyni), dlatego tez pewnie nie atakuje się z taka siłą Islamu, przecież tam zamiast chrześcijańskiego wybaczenia mamy mowę o „świętej wojnie”. A ateiści już tak odważni nie są by bezpośrednio narażać się  na atak islamskiego fundamentalisty.
Co można zatem poradzić ateistom- zamiast się niepotrzebnie frustrować, stwórzcie własną tradycję, wiem do tego trzeba być kreatywnym i mieć silną wolę,  jest też inna droga, i również  wymaga silnej osobowości. Uwierzcie w Chrystusa. To dopiero jest wyzwanie. W ofercie dostajecie życie wieczne, mniej frustracji, piękną tradycję, radosne święta, ale też się sporo wymaga, nie jest tak łatwo i trzeba stawiać czoła licznym atakom, to nie jest żadna zabawa z pisemkami Dawkinsa.  Ale czy warto tracić życie na wersję light?  Kiedyś pisałem o trenerze Deportivo la Corunia, który w podzięce za wygrany mecz odbył pielgrzymkę do Santiago de Compostella,  Można powiedzieć, że tak postępuje prawdziwy mężczyzna – dotrzymuje słowa i wywiązuje się z obietnic, nie stroni przed poświeceniem, ktoś powie ironicznie, pozostając z klimatach Hiszpanii, że prawdziwy z niego Don Kichot, tylko co z tego, czy Don Kichot nie był rycerzem? Czy bycie rycerzem nie jest w swojej idei piękne i szlachetne?
Czy nie jest takie życie o wiele ciekawsze od życia „oświeconego intelektualisty”, który traci cenny czas na próby udowodnienia, że Bóg nie istnieje. Skoro nie istnieje, to dlaczego tak drażni i wywołuje wrogość? Czy można się tak bardzo przejmować czymś czego nie ma? A może dlatego, że wymaga, aby nasze życie nie było light, chce aby było w nim gorąco, jak pod hiszpańskim niebem.

 

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka