Zjednoczona Europa, pozbawiona państw narodowych jako jeden gigantyczny twór nie ma szansy na powodzenie, a wygłaszanie formułek nad jej koniecznością dziejową, jest zwykła ignorancją co do historii, która powinna nas czegoś nauczyć.
Cesarstwo Rzymskie, w dużej części pokrywające się terytorialnie z dzisiejszą UE, rozpadło się m.in z powodu problemu z zarządzaniem tak dużym terytorium, i upadku obyczajów, który obecnie żyjący nazywają postępem. Co z tego, skoro chodzi o ratowanie gospodarki ktoś zapyta argumentując, ze tylko Europa jako jedność jest wstanie pokonać kryzys gospodarczy.
Otóż zjednoczenie państw nie jest rozwiązaniem, bo juz to przerabiano na mniejszych przykładach. Jak choćby Włoch w XIX wieku. Ich zjednoczenie, poszerzyło strefę wpływów Piemontu rządzącego bogatą północą kraju. Ale pomimo upływu wieków, nie zmieniła się dysproporcja pomiędzy biednym południem a bogata północą. Mediolańczyk również dzisiaj nie ma ochoty płacić na biedaka z Neapolu. Czy zjednoczenie Europy sprawi, że Polacy nagle dorównają zamożnością Niemcom, albo że wyjdzie jakaś średnia pomiędzy bogatymi i biednymi? - gdyby tak miało być, żaden rozsądny Niemiec, nie godziłby się na hegemonie jego kraju nad Europą. Otóż poszerzenie strefy wpływów Niemiec, nie przełoży się na poziom życia Polaka.
Innym przykładem jest Hiszpania, w Galicji, powstaje na fb strona domagająca się Starbucsa w tym rejonie, bo jest on wciąż symbolem zacofania w tym kraju. Natomiast bogata Katalonia, myśli o oderwaniu się od biedującego królestwa. Zatem jak widać, nawet w jednym kraju panują dysproporcje regionalne w gospodarce. I politycznie co najwyżej mogą się one przełożyć na dążenia separatystyczne kto wie, czy gdyby nie zmniejszenie poziomu satysfakcji z dokopania przez FC Barcelonę Realowi, Katalończycy nie byliby bardziej zdeterminowani w swoich dążeniach.
Jak widać, żadne „połączenie sił”, oddanie się pod hegemonię silniejszego nie przekłada się na umocnienie gospodarki, a jest jedynie poszerzeniem wpływów hegemona.
Powinni o tym wiedzieć szczególnie Polacy, którzy odebrali odpowiednią lekcję podczas zaborów i po roku 1939. Czy podległość Kaiserowi przekładała się na lepszą sytuację Polaków? Nie! Owszem zabór pruski był gospodarczo silniejszy od rosyjskiego, ale nie przekładało się to na zmniejszenie dysproporcji gospodarczych pomiędzy Polakami a Niemcami. Polski przedsiębiorca musiał włożyć o wiele większy wysiłek aby dorobić się majątku, od jego odpowiednika z Berlina. W interesie hegemona nigdy nie będzie poprawa jakości bytowania zwasalizowanego narodu. Poprawa warunków życia siły roboczej może i owszem, ale nic ponadto.
Dlatego dziwi entuzjazm nad hasłami o jednoczeniu się Europy, skoro już chociażby włoska lekcja z XIX wieku pokazuje, że zjednoczenie to często poszerzenie wpływów politycznych, nie przekładające się znacząco na gospodarkę państw (regionów) składowych.
Oznaką szaleństwa według Alberta Einsteina jest podobno powtarzanie wciąż tej samej czynności z nadzieją, że za którymś z kolejnych razów uzyskamy inny efekt, niż dotychczas. Euroelity i euroentuzjaści wciąż powtarzają hasła o jednoczeniu się, również w obliczu kryzysu – wielka integracja europejska ma być, ich zdaniem, panaceum na gospodarcze bolączki. Również tym razem liczą oni na to, że efekt zjednoczenia będzie inny niż dotychczas bywało w historii.


Komentarze
Pokaż komentarze