Polscy politycy i publicyści coraz częściej zaczynają swoje spory rozgrywać nie w studiach telewizyjnych, a poprzez wpisy na twetterze lub przy pomocy blogów. Śledząc chociażby wpisy twettowicza @lkwarzecha można zaobserwować bardzo poważny spór, który dzieli Polskę prawą już nie tylko na PiS, SP, Prawicę, czy UPR, ale dzieli ją ponad sympatiami politycznymi w wymiarze intelektualno-publicystycznym
151
BLOG
Wojny twettów
Różnica zdań o stosunek do tak zwanego drugiego obiegu i metod oraz możliwości odniesienia sukcesu przez polską prawicę, na materiał na osobny artykuł, nie można jednak przejść obojętnie obok pojawiania się takich sporów i sposobie ich toczenia, który w niektórych przypadkach raczej zamyka drogę do sukcesu, na którym zależy zresztą każdej ze stron sporu.
Spór “czerwonych” z “białymi”, których reprezentują odpowiednio Rafał Ziemkiewicz i Łukasz Warzecha, jest sporem typowo publicystycznym, pomimo, że obaj panowie to gwiazdy polskiej prawicowej publicystyki, nikt znający polską scenę polityczną nie mógłby ich zaliczyć bezpośrednio do obozu PiSu, czy jakiejkolwiek innej formacji politycznej. Przyglądając się wymianie argumentów RAZa i @lkwarzechy otrzymujemy, dobry przykład jak dyskusja wyglądać powinna i jak w obrębie prawicy spory toczone mogłyby być. Budzi niepokój natomiast próba zabrania głosu, czy komentarza w tej dyskusji innych dziennikarzy, jak chociażby Lisiewicza z Gazety Polskiej, który znany jest z niewybrednego języka, co zresztą stanowi jego publicystyczny atut, jednak robienie sobie wycieczek pod adresem Łukasza Warzechy i nazywanie go ”folksdojczem” http://niezalezna.pl/21102-lisiewicz-na-nowy-rok to chyba zbyt wiele i niezbyt dobrze świadczy o kondycji prawicy. Głównym problemem zdaje się być w tej chwili nie brak równowagi w sile medialnego oddziaływania i lewicowy przechył mainstreamu, a brak jedności po prawej stronie.
Zarówno Ziemkiewicz jak i Warzecha czują się konserwatystami i chcą sukcesu polski konserwatywnej i chociaż różnią się w diagnozach i wskazują różne drogi czy sympatie, przywiązania do wartości prawicowych z różnymi akcentami rozłożonych, nie można im odmówić. Dyskusja jaka toczy się miedzy nimi może być przyczynkiem do ustalenia jakiejś wspólnej, kompromisowej drogi do sukcesu, podwaliny pod taką strategie są już gotowe i tylko czekają na przeprowadzenie nad nimi merytorycznej dyskusji zacznijmy chociażby od teksu Warzechy http://omp.org.pl/artykul.php?artykul=251 .
Niestety część publicystów, jak również polityków dyskusji nie uznaje. Woli nadać mającemu przeciwne poglądy łatkę zdrajcy i tym sposobem wyeliminować go z dyskursu. Nic gorszego uczynić nie można, bo gdyby się dokładniej zastanowić, zarówno Warzecha jak i Ziemkiewicz priorytety mają te same różnią się natomiast co do środków.
Jeżeli już sami publicyści nawiązują do historii przywołując “białych” i “czerwonych”, warto wspomnieć, że wśród przywódców tego zrywu narodowowyzwoleńczego oprócz “czerwonych” byli również “biali”, jak chociażby Romuald Traugutt. Będąc przy analogiach historycznych wypada również pochylić się nad historią mniej odległą niż “wigilia” Powstania Styczniowego. To o czym marzyli Polacy w 1863 roku udało się zrealizować w roku 1918. Głównym “ojcem” tego sukcesu był Marszałek Piłsudski, klasyczny przedstawiciel stronnictwa “czerwonych” (w II RP, Powstańców Styczniowych darzono zresztą ogromnym szacunkiem), nikt jednak w odzyskaniu niepodległości nie neguje roli Dmowskiego, który reprezentował “białe” podejście do polityki. Obaj zresztą będąc przeciwnikami politycznymi, nigdy wzajemnie swojego patriotyzmu nie podważali.
I chyba tych cech charakteru - mężów stanu z ubiegłego wieku, które pomimo sporów pozwalały na pracę nad wspólnym celem, jest bardzo mało we współczesnej konserwatywnej polityce i publicystyce. Skoro dwie osoby łączy wspólny cel, to nie warto jednej z nich stygmatyzować z uwagi na jakieś różnice zdań, inne spojrzenie na metody działania. I dotyczy to nie tylko publicystów i intelektualistów, to również uwaga dla klasy politycznej. czy naprawdę potrzebna jest nam sytuacja w której nazwiska wielu wybitnych polityków, którzy mogliby przysłużyć się Polsce pojawiają się na listach partii bez szans na reprezentację parlamentarną? Czy polscy konserwatyści nie mogą marzyć o polskiej Partii Republikańskiej, skupiającej najróżniejsze środowiska, zgodne co do celów priorytetowych i tego nadrzędnego jakim jest dobro niepodległej Rzeczpospolitej?


Komentarze
Pokaż komentarze