Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
190
BLOG

Palikot w ringu

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Polityka Obserwuj notkę 2

 Bill Clinton, palił ale się nie zaciągał, Palikot zapewne, o swoim ozonowskim okresie będzie mówił, parafrazując klasyka – głosiłem, ale nie wierzyłem. Aspirujący do roli pierwszego antyklerykała III RP Janusz Palikot, chce usunięcia prawnej ochrony uczuć religijnych, bo jak twierdzi w Polsce chroni ona głownie Katolików.

 
To, że większość procesów o obrazę uczuć religijnych w Polsce dotyczy obrazy Katolików, nikogo myślącego i znającego podstawy matematyki nie powinno dziwić, skoro Polska to kraj, gdzie większość społeczeństwa deklaruje przynależność do Kościoła Katolickiego. Gdyby jakieś 90% Polaków deklarowało się jako Buddyści, większość procesów dotyczyła by Buddyzmu. A gdyby dominował u nas  Islam, no cóż Palikot siedziałby cicho, chociaż, kto wie może zakładałby Bractwo Muzułmańskie w Polsce? 
Łatwo jest głośno krzyczeć kiedy nic za to nie grozi i ma się medialną osłonę postępowców, ale kiedy pojawia się cień ryzyka, jak chociażby spotkanie z policją, osobnik pokroju Palikota od razu potulnieje i szumne zapowiedzi zamienia w „szopkę”, jak było w przypadku palenia marihuany w sejmie.
 
W znakomitej  książce „Sniper”, były żołnierz NAVY SEALS wspomina, że za największych twardzieli uważało się podczas szkolenia komandosów, tych, którzy nie byli wstanie fizycznie osiągnąć minimalnych wyników na zaliczenie, za wolno biegali, za małą ilość razy się podciągali, skutkiem czego codziennie zaliczali karne serie ćwiczeń. Ale pomimo swych ułomności walczyli ze swoimi słabościami i nie poddawali się. 
Patrząc na postawę polityka ruchu własnego nazwiska można podejrzewać, że gdyby znalazł się na szkoleniu SEALS, byłby ubrany jak weteran 3 wojen światowych, z piersią obciążoną orderami, z nie zamykającymi się ustami, które pełne byłyby opowieści o jego dokonaniach przeszłych i przyszłych, bo przecież już za chwilę w pojedynkę obali on kolejna dyktaturę. 
Kiedy na sali pojawiłby się jednak przełożony, nasz „bohater” zapewne okazałby się szybszy od Usiana Bolta biegnąc do dzwonu, którego dźwięk obwieszcza rezygnację ze szkolenia. 
 
Oczami wyobraźni widzę również Palikota wielkiego bojownika o postęp w tęczowych spodenkach stojącego na ringu i wyzywającego na pojedynek każdego ciemnogrodzianina, wierzącego katolika na pojedynek. Oto on Janusz Palikot pokona każdego, kto odważy się sprzeciwić jego jedynym słusznym poglądom i pokaże  gdzie jego miejsce.
 Kiedy w przeciwnym narożniku pojawia się nieukrywający swojej wiary Tomasz Adamek, Palikot potulnie wyciąga na ring stoliczek z filiżankami i pyta się boksera, - to kawkę czy herbatkę pijemy, bo kolega Biedroń przyniesie za chwile szarlotkę zrobioną przez pan(ią) Grodzką.
I co można zrobić z kimś takim, skoro jest tak żałosny, że nawet żal go znokautować?

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka