Z takimi protestami jak w ostatnich dniach rząd Tuska jeszcze się nie spotkał. Potężna grupa oburzonych na podpisanie ACTA manifestuje swoje niezadowolenie w centralnych punktach wielu miast w Polsce. Niestety nikt z ław opozycji nie korzysta z okazji, nie wyciąga do nich ręki, nie przedstawia swojej oferty.
Co dziś mówią partie opozycyjne?- w PiSie, przebija się głos Marka Suskiego o „murzynku”, w Palikociarni oburzają się, że poseł Dziedziczak (PiS), wykazał się inteligentnym dowcipem względem Pana Posłanki Grodzkiej. A w SLD nie ma chyba kto przemawiać, „odmłodzone” oblicze partii niezbyt wiarygodnie wygląda zabierając głos w sprawie nowych technologii, poza tym obrona wolności słowa przez spadkobierców PZPR nie byłaby zbyt wiarygodna. Jest tam specjalista od iphonowej fotografii, były szef Sojuszu Napieralski, tylko kto o nim ostatnio słyszał?
Oczywiście nie jest tak, że działania nie są podejmowane, tylko założenie maski Fawkesa (Palikcoiarnia) niczego nie załatwia, podobnie informacja o złożeniu wniosku o referendum (PiS).
Po pierwsze czy zakładanie maski, która jest obecnie wiodącym trendem, nawet w sejmie, przez ludzi z ugrupowania imienia faceta od wibratora i świńskiego ryja, kogoś zaszokuje? Raczej nie. Palikot padł ofiarą własnych heppenigów, tak szokował, że teraz kiedy jest okazja zdobyć rzesze przeciwników ACTA, nie ma jak się przebić z przekazem.
Z drugiej strony, mógłby to zrobić PiS, który domaga się referendum w sprawie ACTA, ale z całym szacunkiem akurat Prezes Jarosław Kaczyński, ani by się dobrze czuł, ani nie byłby wiarygodny w masce, ciąży zresztą nad nim wciąż, wypowiedź o internautach popijających piwko i tak dalej…, która sprawia, że każda jego wypowiedź na temat Internetu nie jest pozytywnie odbierana, niezależnie jakby on się nie starał. Ale przecież PiS ma również młode twarze, ostatnio nie eksponowane, przecież sięga się po nie w kampaniach, czy wspomniany już Poseł Dziedziczak, czy teraz nie jest odpowiednia chwila, aby te młode osoby miały swoje 5 minut?
Najlepiej chyba jeszcze zaprezentowała się Solidarna Polska- event z zaklejonymi ustami, w wykonaniu uznawanych za statecznych konserwatystów parlamentarzystów miał szanse na powodzenie, ale czegoś w nim zabrakło. Może właśnie maska, zamiast zaklejonych ust, może coś więcej niż tylko słowa sprzeciwu, może potrzeba wskazania konkretnego rozwiązania problemu.
Parlamentarzyści PiSu i Solidarnej polski, mają jeden atut, który daje im przewagę nad konkurencją. Oni mają już doświadczenie w relacjach z tłumem, potrafią się odnaleźć wśród demonstrantów, czego dowodzą marsze pamięci organizowane 10 każdego miesiąca. Oczywiście może początkowo, byłoby im trudniej zdobyć sympatię tłumu przeciwników ACTA, niż podczas upamiętniania Katastrofy Smoleńskiej, ale chyba to właśnie najbardziej przekonałoby przeciwników ACTA. Pokazanie, że polityk potrafi się identyfikować z tłumem, bo co to jest za identyfikacja, kiedy paraduje w masce po sejmie, Poza tym środowiska prawicowe mają doskonałą opowieść dla protestujących, - chociażby historia antykomora. Rozumiem, że część prawicy oglądając dzisiejsze akcje z hasłami „kto nie skacze ten za ACTA”, mają w pamięci „kto nie skacze ten za Krzyżem” i nie do końca chce się identyfikować z tłumem. Ale po pierwsze grupa oburzonych na ACTA i przeciwników Krzyża nie musi być tożsama, po drugie, warto pamiętać „Przypowieść o synu marnotrawnym”.
Owszem może być tak, że ideologicznie to Palikot ma większy potencjał aby zagospodarować protestujących, ale biłgorajski sztukmistrz jak widać zaplątał się we własne sidła i w tej chwili jego ugrupowanie skupia się bardziej na obronie kobiecości Pana Posłanki. Grodzkiej.
Bazując na ostatnich wydarzeniach, można przeanalizować słynny już spór o drugi obieg i metody dojścia do władzy.
Wojciech Wencel chciał czekać aż wydarzy się coś (nie wiadomo dokładnie co), co odmieni nastroje społeczne. Tylko kiedy to coś ma miejsce, prawica nie jest w ogóle przygotowana na zagospodarowanie przeciwników rządu, oddając pole na tą chwile niewiadomo komu, co nie zmienia faktu, że jest to katastrofalne zaniedbanie.
Owszem wcześniej była próba zagospodarowania kibiców, ale akurat to środowisko było już od dawna oczkiem w głowie części redakcji Gazety Polskiej. Sam Wencel zapewnie oczekiwał czegoś o bardziej podniosłym wymiarze, tylko to chyba raczej jest tęsknota do tragicznych dni kwietnia 2010 i wielkiej manifestacji jedności narodu z tamtego okresu. Owszem historia, prawda, honor są bardzo ważne, ale w imię honoru, trzeba walczyć do końca o zwycięstwo, walczyć rozsądnie, nie rzucać się w imię patosu na pewną klęskę, a wszystko dokładnie przemyśleć. Szansa na drugi Budapeszt pojawiła się tak naprawdę wcześniej niż ktokolwiek mógł się spodziewać i to na arenie często utożsamianej z lemingami – czyli Internecie. Tego nikt, nie przewidział, nikt się na to nie przygotował, a na kolejną szansę nie wiadomo jak długo będzie trzeba czekać. Problemem jest to, że osoby dla których prawda o 10.04. jest ważna, są już ukierunkowane, tego potencjału ludzi, bardzo cennego, już się nie powiększy. Kolejne ustalenia, która pokazują nierzetelność raportu rządowego i raportu MAK, nikogo nie przekonają, bo ludzie niechętnie przyznają się do tego, że się mylili, do tego skutecznie zostali zniechęceni za pomocą propagandy do sprawy Smoleńskiej.
Trzeba otwierać nowe fronty, atakować z różnych stron. A czas ucieka, rządowo-platformerscy sztabowcy zapewne już przygotowują wrzutkę, która za chwilę sprawi, że cała sprawa z ACTA rozmyje się i zniknie.



Komentarze
Pokaż komentarze