Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
394
BLOG

Sensei Jezus Czyli jak sztuki walki pomagają w życiu duchowym

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Polityka Obserwuj notkę 4

 „Nadstaw drugi policzek” taką radę najchętniej dawali by Chrześcijanom ich przeciwnicy, cytując Jezusa. Zapominając jednocześnie, że Chrystus mówił również, że nie przynosi pokoju, a miecz. W dobie nasilającego się antychrystianizmu warto przypomnieć sobie również obraz Jezusa przeganiającego kupców ze świątyni. 

Czy można jednak pogodzić te dwie postawy, czy można być twardym i stanowczym, jednocześnie epatować miłością do bliźniego. Odpowiedzią może być tutaj postawa mistrzów wschodnich sztuk walki.
„Karate ni sente ashi” nauczał Gichin Funakoshi mistrz Karate stylu Shorin – ryu i twórca współczesnego Shotokanu. Ten nauczyciel z Okinawy w swoim motto zawarł, prawdę, która była przekazywana praktykom Karate od lat nie w przekazie ustnym, a w praktyce. Tradycyjne Karate z Okinawy było nauczane przy pomocy kata (form) czyli układów technik, przypominających walkę z cieniem. Analizując poszczególne kata nigdy nie znajdziemy takiego, które zaczynałoby się od ataku, pierwszy zawsze był blok, zejście, unik. 
Prawdziwy mistrz sztuki walki z Okinawy nigdy pierwszy nie atakował, unikał walki, a cios zadawał wtedy kiedy nie było innego wyjścia. Bywają chwile kiedy nastawienie drugiego policzka nic nie pomoże, wręcz upewni agresora w słuszności jego postawy, doda pewności siebie i poskutkuje kolejnymi atakami, również na inne osoby. W takich sytuacjach dla dobra bliźnich trzeba podnieść niczym Jezus bicz i przepędzić kupców. Życie jest darem od Boga, który musimy chronić, jeżeli ustępliwość i pokora nie okazują się skutecznym orężem przeciwko agresji, mamy prawo bronić życia innymi środkami. 
Zawsze jednak trzeba pamiętać, że atak jest ostatecznością, prawdziwym mistrzostwem jest uniknięcie starcia. 
Jezus jakiego znamy z Ewangelii, Jezus jako nauczyciel bardzo przypomina w swojej postawie mistrzów sztuk walki, emanuje siłą i stanowczością, żyje zgodnie z zasadami, ale jednocześnie pełen jest miłości, spokoju i opanowania. Gotów jest przebaczyć wszystko, ale twardo stoi na straży prawd, które są ważne. Można powiedzieć, że to prawdziwy duchowy Sensei. 
Z tego też powodu sztuki walki, przesiąknięte tradycją Dalekiego Wschodu mogą być ofertą dla Chrześcijan. Uczą pokory, cierpliwości, dyscypliny, na pozór brutalne, dążą do tego by agresję wyeliminować z naszego życia. Szczególnie wartościowe mogą być tutaj metody oparte na zasadzie „ju”- ustąp aby zwyciężyć, charakterystyczne dla Judo, Ju Jutstu, czy Aikido. Polegają one na wykorzystaniu energii przeciwnika przeciwko niemu. Sprawiają, że agresja staje się zagrożeniem dla agresora a nie ofiary. 
Zaraz, zaraz – czytelnik wykrzyknie i zapyta o artykuły opisujące opętania u praktyków Aikido, wypomni sekciarski życiorys twórcy tej sztuki lub nawiąże do oddawania czci mistrzom podczas treningów. Oczywiście, nie mogę zaprzeczyć biografii  Uechiby (twórcy Aikido), owszem należał on do sekty, znane są nawet historie wskazujące na jego „nienormalne” zdolności (potrafił przewidzieć pojawienie się przeciwnika), spotykamy również przypadki problemów duchowych u współczesnych praktyków tej sztuki walki. To wszystko prawda, tylko łączy się to z podejściem do praktykowanej dyscypliny. 
Trening Aikido bez głębokiego zagłębiania się w duchowe aspekty japońskiej tradycji nie jest groźny, wręcz może okazać się formą aktywności korzystną dla naszego zdrowia, jak również pozytywnie wpływającą na poczucie dyscypliny, pokory etc. Postaram się to wyjaśnić na przykładzie wspomnianego już oddawania czci mistrzom. Można np. trenując Karate „oddawać cześć mistrzom” 5 do 7 dni w tygodniu, na początku i na końcu każdego treningu. Nie będzie to skutkowało żadnymi problemami duchowymi, czy kryzysem wiary. Ukłony, nawet w pozycji klęczącej w kręgu sztuk walki nie są formą modlitwy, czy oddawania boskiej czci. Należy sobie tutaj uświadomić kilka faktów z zakresu kultury Dalekiego Wschodu. Siedzenie w klęku jest w Japonii znacznie częściej używane, niż klęczenie w cywilizacji zachodniej. Trudno sobie wyobrazić, żeby Polak klęczał tak samo jak podczas modlitwy, popijając herbatę. Zwróćmy uwagę, że sposób klęczenia jest również zupełnie inny, ten „dalekowschodni” jest znacznie wygodniejszy niż ten który powinni Chrześcijanie  (różnie to bywa) stosować podczas modlitwy. 
Zupełnie inne znaczenie jest też ukłonów. Warto zauważyć, że w Japonii tradycyjne przywitanie wygląda inaczej niż „europejskie”. W naszym kręgu kulturowym, jeżeli głowa wykonuje jakikolwiek ruch, to jest to lekkie skinięcie, w Japonii witając kogoś grzecznie jest ukłonić się pod kątek około 30 stopni.  Ponadto na uwagę zasługuje  fakt, że nawet stereotypowo Japończyków kojarzymy z dużym przywiązaniem do grzeczności i tradycji. Zatem ukłon jest również w kręgu sztuk walki, szerzej stosowany niż np. wykonanie znaku Krzyża przez Chrześcijan. Ukłon wykonany względem prowadzącego zajęcia, czy jako wyraz szacunku dla dawnych mistrzów sztuk walki, nie jest oddaniem boskiej czci, jest to szacunek, którym również chrześcijanie darzą osoby starsze, czy nauczycieli. Trudno zatem zachowując powyżej przedstawione zrozumienie tradycji związanej z azjatyckimi sztukami walki, popaść w konflikt z Chrześcijaństwem. Nie ma tego konfliktu również w przypadku medytacji  rozpoczynającej i kończącej treningi. Jest to czas na skupienie się, przygotowanie do ciężkiego treningu, czy uspokojenie się lub uregulowanie oddechu. Podobnej chwili skupienia potrzebują niemal wszyscy sportowcy, owszem robią to często inaczej, np. słuchając muzyki, ale cel jest zawsze ten sam przygotowanie do sportowej walki. 
Żaden dobry trener nie będzie wymagał od praktyka sztuk walki, zmiany religii, czy wyparcia się Jezusa, Jeżeli takie coś zachodzi, to raczej na skutek zbyt silnej fascynacji cała otoczką która przez popkulturę i filmy narosła wokół sztuk walki, czyniąc z nich umiejętność niemal mistyczną. 
Praktycy którzy idą tą drogą, zapominają o słowach Brucea Lee, mistrza jak najbardziej związanego z popkulturą, który powiedział: „bierz to co najlepsze dla Ciebie i rozwijaj się”. 
Przecież nikt nie stwierdził, że Buddyjscy mnisi z Klasztoru Shaolin są jedynym wzorcem, dla praktyka sztuk walki. Wartości przekazywane podczas treningów Karate czy Aikido, same w sobie są jak najbardziej do pogodzenia z Chrześcijaństwem (Karate pierwsze nie uderza).
Nikt nam również nie może zabronić, podczas oddawania pełnego szacunku ukłonu dla dawnych mistrzów, pomyśleć o naszym O Sensei (wielkim mistrzu), którym jest Jezus Chrystus. On podczas ziemskiego życia wykazał się doskonałością, bo nigdy nie musiał walczyć, on też pokonał śmierć i triumfuje nad szatanem i demonami, jest prawdziwym wielkim mistrzem. 

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka