Konsekwencje jakie wywołał film „Niewinność Muzułmanów”, były do przewidzenia, a osoby odpowiedzialne za jego produkcje dobrze wiedziały, czym cała sprawa może się skończyć. Gdyby tak nie było nie mielibyśmy zamieszanie w sprawie osób stojących za tą produkcją. Nie po raz pierwszy obrażanie Mahometa pociąga za sobą brutalny odwet.
Właśnie dlatego, producenci filmu są również odpowiedzialni za zbrodnie, których dopuścili się muzułmańscy terroryści. Oczywiście nie usprawiedliwiam aktów terroru, których dopuścili się islamiści, zasługują one na jednoznaczne potępienie, ale nie od dziś mamy z nimi do czynienia.
Kiedy ktoś zaczyna drażnić jadowitego węża, wiadomo, że najprawdopodobniej skończy się to dla niego źle, jest bodziec jest i reakcja. Na tej samej zasadzie funkcjonują świat ludzi. Kiedy obraża się Islam, można oczekiwać tylko jednego rodzaju reakcji. Tak jak bylibyśmy zdziwieni, gdyby drażniony wąż, nagle zaczął się łasić niczym mały szczeniaczek, tak samo dziwnym byłoby, gdyby radykalni muzułmanie w krwawy sposób nie wyrazili swojego niezadowolenia. Nie chcę wnikać w intencje producentów „Niewinności Muzułmanów”, ale ich film, gdyby nie akty terroru, zapewne przeszłoby bez większego echa. To nie było przecież dzieło na miarę kolejnego nolanowskiego Batmana, który nie potrzebował do promocji żadnych tragedii.
Obecnie mamy natomiast sytuację, że o nisko budżetowej, kiepskiej z punktu widzenia sztuki filmowej, produkcji mówi cały świat. A mówi, bo film uraził muzułmanów, wśród których jak powszechnie wiadomo, są również rządni krwi terroryści. Terroryści, z którymi należy walczyć, ale z pewnością prowokowanie ich do kolejnych zbrodni nie jest dobrym orężem.
Niestety reakcja tak zwanych elit, po raz kolejny pokazuje, że nie rozumieją one problemów współczesnego świata, wolność, rozumiana w, nie bójmy się ostrych słów- głupi i prymitywny sposób, przysłania im zdrowy rozsądek. Dlatego, karierę robi się na obrażaniu religii, co niezależnie od wyznania jest złem. Pewien karykaturzysta zastanawiał się jakiś czas temu na facebooku, czy „ten kraj i ci ludzie są gotowi”, aby zobaczyć jego rysunek przedstawiający zakonnice z pingwinem pomiędzy nogami z podpisem „kazirodztwo”.
Dla mnie, jako Kotala, ten rysunek jest nie zrozumiały, bo nie wiem co w tym ma być śmiesznego, jest on po prostu prymitywnym zagraniem wykorzystującym element szoku. Ale podejrzewam, że nie tylko Katol, ale każdy człowiek zdolny do refleksji, uzna, że takie dziełko nie zasługuje zwyczajnie na uwagę, a rozśmieszyć ono może tylko zgraje prymitywów. Niestety tak kreuje się często sztukę we współczesnym świecie, wykorzystując najniższe ludzkie instynkty, licząc na szok i oburzenie osób wierzących. Zapewne autor „kazirodztwa”, poczułby się bohaterem, gdyby odezwały się głosy oburzenia nad jego rysunkiem, swoją drogą to całkiem bezpiecznie podejście. Wszak oburzenie Chrześcijan, napędza sympatie tak zwanych elit opiniotwórczych, do bluźniercy i pozwala się ogrzać w blasku chwały artysty, którego wolność twórczą się narusza, bez większego ryzyka. Co najwyżej skończy się na kilku wizytach w sądzie, które zrekompensują „hagiograficzne” relacje z procesów „artysty” w mediach.
Co odważniejsi, lub oczekujący większej artystycznej chwały obrażają Islam, doskonale wiedząc, że nie skończy się to na głosach oburzenia. „Artystyczna chwała” i promocja za to jest jeszcze większa, szkoda tylko, że odbywa się to kosztem życia niewinnych ludzi. Ale w końcu artyście wolno więcej, jak poucza nas „Salon”.



Komentarze
Pokaż komentarze