Spór o in vitro, to nie kwestia debat o moralności, to przede wszystkim walka o szacunek dla ludzkiego życia, walka o uratowanie ludzkich istnień. Mam jednak pytanie, dla tych, których moralne argumenty nie przekonują, dla tych, którzy w in vitro widzą potęgę ludzkiego rozumu, cywilizacyjne dobrodziejstwo.
Czy nasz kraj, stać na refundację in vitro? Co kilka dni możemy obejrzeć materiał o szpitalach, które nie maja pieniędzy na leczenie, dziennikarze pokazują nam dramat osób śmiertelnie chorych dla których nie ma pieniędzy na terapię. I to nie jest wyjątkowa sytuacja, tak jest co roku. Skąd więc rząd weźmie pieniądze na refundowanie in vitro? Czy w imię postępu można wydawać pieniądze, które są potrzebne na ratowanie śmiertelnie chorych pacjentów? Boję się usłyszeć odpowiedzi na te pytania z ust zwolenników nowej obietnicy premiera. Dzisiejsza obietnica premiera, to gra na zyskanie popularności kosztem życia pacjentów w polskich szpitalach. Pozostaje więc modlić się o to, aby premier w swojej najnowszej deklaracji był równie konsekwentny jak z obniżaniem podatków i oby Donald Tusk oraz jego otoczenie zrozumieli, że in vitro to nie jest cudowna metoda, a metoda eugeniczna.
Jeżeli środowiskom popierającym in vitro, naprawdę zależy na tym aby w Polsce funkcjonowały nowoczesne rozwiązania w kwestii walki z bezpłodnością, to powinny przy odrobinie dobrej woli zauważyć, że obecnie trendem dominującym w tej gałęzi medycyny jest naprotechnologia. Co najważniejsze, naprotechnologia to metoda nie tylko związana z postępem medycyny, ale również w pełni zabazpieczająca ludzkie życie, także to nienarodzone. Tylko, czy kogoś w rządzie czy na lewicy, zapatrzonego w słupki poparcia i trendy populizmu, to interesuje?
208
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (4)