Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
369
BLOG

Żydzi a sprawa polska

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Polityka Obserwuj notkę 1

 W miejscu, w którym spragniony wędrowiec na Pustyni Judzkiej, przysłowiowo wpadłby z deszczu pod rynnę widząc przed sobą Morze Martwe znajduje się Masada - żydowska twierdza. Współcześnie mogłoby się wydawać, że to po prostu kamienie poukładane na skale, co najwyżej gwarantujące turyście ciekawe widoki. Zanim jednak rozpoczniemy wspinaczkę lub, kiedy goni nas czas wsiądziemy do wagonika kolejki linowej, powinniśmy się zaznajomić, z historią jaką pamiętają kamienie Masady. Wówczas zupełnie inaczej spojrzymy na to miejsce. Cofnijmy się w czasie o dwa tysiące lat. Kilkadziesiąt lat po Zmartwychwstaniu Jezusa z Nazaretu, grupa Zelotów, nieświadomych tego, że wcale w nie tak odległych czasach, po tej samej ziemi po której oni stąpają chodził Mesjasz, Syn Boży, postanowiła rozpocząć powstanie przeciwko okupującemu Ziemię Narodu Wybranego Rzymskiemu Imperium. Wierzyli oni, że ich zbrojny czyn przyspieszy przyjście na ziemię Mesjasza. Można by powiedzieć, że grupka szaleńców rzuciła się na giganta. W zasadzie nieważne jak wielką armię byliby wstanie zorganizować, nie zmieniało to faktu, że przedstawiciele maleńkiej krainy, staja do walki z państwem, które można powiedzieć, było całym ówcześnie znanym światem. Gdyby w czasach biblijnych funkcjonowały  zakłady bukmacherskie, zapewne mieliby gorsze notowania niż Dawid stający ze swoją procą do pojedynku z Goliatem.

Ponieważ, Powstanie Zeletów, ma być jedynie pretekstem do moich dalszych rozważań pozwolę sobie pominąć historię zmagań powstańców i przejdę do końca tej opowieści sprzed dwóch tysięcy lat. Jednym  z ostatnich epizodów powstania, jest obrona Masady.  W tej twierdzy zgromadzili się ostatni powstańcy wspólnie ze swoimi rodzinami. Widząc, że nie mają szans w starciu z Rzymianami, popełnili oni zbiorowe samobójstwo. Śmierć nie ominęła również kobiet i dzieci.  Powstańcy pozostawili zapasy jedzenia, aby zdobywcy wiedzieli, że nie wzięli twierdzy głodem obrońców. 
Współcześnie słowa, że Masada już nigdy więcej nie upadnie  wypowiadają izraelscy żołnierze składając uroczystą przysięgę. Masada to miejsce symbol dla żydowskiego patriotyzmu. Pradawna twierdza udostępniona jest do zwiedzania, u jej podnóża, można zakupić koszulki i inne gadżety związane z tym historycznym miejscem. Wszystko jednak jest przesiąknięte duchem historii o dzielnych obrońcach, którzy  oddali życie broniąc Masady. W kraju, w którym każdy młody człowiek służy ojczyźnie z karabinem, historia o kobietach, które oddały życie do końca będąc u boku swoich ukochanych, jest niezwykle symboliczna. Gdyby się jednak dokładniej zastanowić, to Żydzi czczą pamięć o zbiorowym samobójstwie, będącym efektem z politycznego punktu widzenia szaleńczej decyzji o powstaniu przeciwko potężnemu imperium. To nie była kurcząca się III Rzesza, jak w 1944 roku w Warszawie, a monstrualny twór polityczny pochłaniający kolejne krainy. A jednak, pamięć o obrońcach Masady to dla Izraelitów powód do domu. A dla Polaków? Przedstawiciele tak zwanego salonu, gdyby byli konsekwenti w swoich słowach, powinni powiedzieć, że to faszystowski kult, taniec dla bożka śmierci Tanatosa, czczenie głupoty i nieodpowiedzialności. Swoje trzy grosze dodali by również tak zwani realiści, mówiąc o nieodpowiedzialności przywódców powstania, o narażaniu narodu na straty wśród najlepszych jego przedstawicieli.Takich słów jednak w Izraelu nie słychać, za to często padają w naszym kraju szczególnie pod adresem Powstańców Warszawskich. Owszem, jest i odrobina racji, w argumentacji,jak ich nazwałem realistów, ale nie do końca. Spójrzmy na historię Masady, spójrzmy na legendę o 300 Spartanach, wreszcie spójrzmy na polskie dzieje. Pamięć o heroicznych czynach to przede wszystkim powód do dumy, do szacunku względem własnego narodu, wreszcie może i współcześnie nazbyt patetyczny, ale jednak wielki przykład jak umiłować można swoją ojczyznę i naród. Masada, tak jak przysięgają Żydzi, nie upadła, pomimo, że jest to kraj pozbawiony jakiegokolwiek przyjaznego sąsiada, mało tego, kraj, który wciąż targany jest wewnętrznymi napięciami. Nasze konflikty w polskim piekiełku, to bułka z masłem dla mieszkańców Izraela. Skoro pamięć o "szaleństwie Zelotów" buduje tożsamość Izraela, dlaczego pamieć o "zbiorowym samobójstwie" czy "rzezi Warszawy" w 1944 roku, nie miałaby budować naszej polskiej tożsamości. Uczmy się, od tych którzy mają od nas trudniej, bo jak będzie lepiej to sobie poradzimy, a kto wie kiedy skończy się nasza "rajska egzystencja" pomiędzy ściskającym czule  premiera Władimirem Putinem, a Eurokołcho... przepraszam Unią Europejską, wtedy będzie się liczyć to co sprawdziło się w szczególnie trudnych warunkach. Póki co widać, że Izraelski model patriotyzmu sprawdza się, pomimo nieprzyjaznych warunków na Bliskim Wschodzie i nie chodzi tutaj o wysokie temperatury. Tekst pochodzi ze strony  autora - W Krainie Pana http://wkrainiepana.blogspot.com/ , poświęconej  Ziemi Świętej.

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka