Wieprzem być
Dziennikarz Gazety Wyborczej Pan Wojciech Czuchnowski w swoim tekście „Wildstein, kolega z pracy Farfała” (http://wyborcza.pl/1,75968,6418200,Wildstein__kolega_z_pracy_Farfala.html) odnosi się do tekstu Bronisława Wildsteina w Rzeczpospolitej „Ciekawy przypadek prezesa F” (http://www.rp.pl/artykul/9133,280725_Wildstein__Ciekawy_przypadek_prezesa_F_.html).
W swoim tekście dziennikarz Wyborczej dopuszcza się jednak pewnych nadużyć i nieścisłości.
Przede wszystkim uderza mnie określenie „prawicowy autorytet moralny”. Dotychczas myślałem, że albo ktoś jest autorytetem albo nie jest, nie rozróżnia się w tej mierze poglądów politycznych. Jednak publicysta Wyborczej wyprowadza mnie z błędu. Teraz wiem, że przy nazwiskach osób wynoszonych na piedestał autorytetu przez Wyborczą, wskazane jest umieszczenie określenia salonowy, lewicowy. A tych, którzy przeżyli „tragedię” współpracując z SB, a teraz są wyroczniami, będzie można określać jako autorytet moralny donosicielski. Z pewnością takie podejście pozwoli mówić językiem bardziej precyzyjnym w debacie publicznej i teraz będzie jasne kto jakim autorytetem jest. Naprawdę świetny pomysł Panie Wojciechu gratuluję!!!
Niestety gratulacji nie będzie już za kolejne kwestie, poruszone we wspomnianym tekście.
Zastanawia mnie co miał Pan Czuchnowski miał na myśli pisząc, że Bronisław Wildstein jest działaczem politycznym. Publicysta rzeczpospolitej, występując w mediach jako komentator, odnosi się i ocenia postępowania polityków, ale jakoś nie mogę dopatrzeć się w tym działalności politycznej. Czy Pan Wildstein planuje start w najbliższych wyborach, albo jak publikujący w GW Tomasz Lis jest oceniany w sondażach jako potencjalny kandydat na prezydenta? Jakoś się tego nie dopatrzyłem, ale zapewne dziennikarze Wyborczej wiedzą lepiej, co to jest działalność polityczna. Według dziennikarza GW zapewne każda opinia korzystna dla PiS jest upolityczniona, zatem każdy obywatel, który oddał głos na Prawo i Sprawiedliwość, jest członkiem tej partii, bo jak inaczej jak upolitycznienie wytłumaczyć 5 183 477 głosów oddanych na tą partie w zrozumiały dla publicysty Wyborczej sposób.
Zastanawia mnie również czym „Misja specjalna” zasłużyła sobie na miano programu propagandowego. Czy ujawnianie spraw przemilczanych to jakaś propaganda, a może chodzi o to, że propagandowe jest każde medium, które głosi coś innego, niż prawdy objawione w jaśnie oświeconej GW.
W całym tekście przytaczane są cytaty z tekstu w Rzeczpospolitej, ale wyrwane z kontekstu. Świetnym przykładem jest zakończenie wywodów Pana Czuchnowskiego. (przytoczę cały akapit, aby oddać sens jego wypowiedzi)- Prawdziwe wytłumaczenie ataku Wildsteina na Farfała znajduje się na początku tekstu tego pierwszego. Otóż prowadzony przez niego program "Bronisław Wildstein przedstawia"(też krytykowany przez "Gazetę") decyzją Farfała został przesunięty z czwartku po godz. 22 na środy przed północą. Dopiero teraz Wildstein poczuł się "moralnie wzmożony" by wystąpić w obronie kolegów. Chociaż nie jest tak źle. Jak przyznaje sam Wildstein "program dalej istnieje, ja i moi współpracownicy honoraria dostajemy”.
Otóż ostatni cytat w swojej wymowie u publicysty GW, nie ma nic wspólnego ze stwierdzeniem Wildsteina – „Parę dni temu dowiedziałem się, że mój program "Bronisław Wildstein przedstawia" decyzją jednoosobowego zarządu przesunięty został z czwartku z godz. 22.30 na środę na 24.00. Program więc istnieje, ja i moi współpracownicy honoraria dostajemy, tylko że mało kto naszą produkcję będzie oglądał. I o to chodzi. Moje miejsce zajmie dziennikarz z "Trybuny" (dotąd miał również niezłe miejsce), którego program tworzy "hiena roku", gdyż taki tytuł od SDP kilka lat temu uzyskał producent programu.”
Taka drobna manipulacja, mająca zasugerować, że najważniejsze w dziennikarskiej działalności Wildsteina są pieniądze.
Na zakończenie pozwolę sobie zacytować Wojciecha Czuchnowskiego -Nazywając związek "Gazety" z Farfałem i jego formacją "czułym aliansem", Wildstein zdecydował się na odważny krok rzucenia pereł swojej literackiej wyobraźni, przed wieprze wsłuchane w jego publicystykę.
Rozumiem, zatem, że jako osoba, która ceni publicystykę Bronisława Wildsteina i uważa, go za jednego z najlepszych komentatorów życia politycznego w naszym kraju, dla dziennikarza Wyborczej jestem wieprzem. Ale jakoś się tym nie przejmuję. Wbrew pozorom, świnie to inteligentne zwierzęta, a inteligente stworzenia cechuje to, że nie poddają się łatwo manipulacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)