Zaopatrzeniowcem w mojej pracy jest Pan Zbyniek.
Może sześćdziesięcioletni. Palący peerelowskiego cybucha w peerelowskim samochodzie dostawczym.
Historyjka jest jeszcze sprzed wakacji. Gdy kończyłam pracę wcześniej czasem się zabierałam z Panem Zbynkiem.
Mijaliśmy małe wioseczki
jeździliśmy polnymi dróżkami
z ciepłem rozgrzanych pól
i ulic
i szelestem owadów
smoła, drewno, żywica
tam gdzie pracuję powietrze jest inne, takie z wakacji z dzieciństwa
rozgrzanej ziemi
ziół
drogi z oddali
i lata
Nic się nie stało.Wszystko być może. Zamknąć ten zapach w buteleczce i wdychać gdy źle.
Właściwie to promienieję na wspomnienie zapachu.
...
Czasem gadaliśmy tzn.
Pan Zbyniek gadał, a ja myślałam o Panu Zbyńku
że fajnie być właśnie takim Zbyńkiem
z prostą pracą, która raduje
z widoczkami z tras , które radują
Misja!
:
-teraz jedziemy do tartaku pani Lulu
-a spoko
-później zaś muszę odebrać butlę z gazem
-cześć Zbyńku
-hej szefie
-zgrzewkę wody mineralnej dla mnie
-upał co ?
-w niedzielę idę na ryby
no i to Pan Zbyniek z radością pokazał mi swoje piekielnie trzeszczące cb radio, które skowyczy panicznie ale usłyszeć w trasce dialogi innych przyjaciół-kierowców, ich komunikaty-bezcenne.
...
Kiedyś wracałam na moje sypialnia - osiedle
nocą
Też mijam las. Patrzę -w autobusie znajomy podróżnik. Znajomy wielu osobom zresztą
Autor paru poczytnych książek
Podchodzę:
-niesamowite dla mnie -
spotkać pana w moim autobusie
zmierzającym do mnie, do mego domu!
Fajnie nam się wtedy rozmawiało. Parę dni wcześniej został przed pewnym forum ostro wybuczany bo powiedział:
-Spotkałem goszcząc na południu Polski górnika i to było dla mnie egzotyczne!
No więc sporo osób uznało pewnie- co za nadęty kretyn!
Ale już w rozmowie w cztery oczy gdy mu to buczenie przypomniałam
stwierdził:
-bo to jest egzotyka , niesamowitość takiego właśnie prostego spotkania
-drogi do innego człowieka
-nie muszę po to jechać do Indii.
Wow niesamowity był ten wieczór w autobusie !
niestety nie mogłam przejechać mojego przystanku ! :)
ale czyż nie miał racji
?
ostatnio do pracy znów podwoził mnie Pan Zbyniek.
Poszłam na stopa. Żaden stop się nie zatrzymał :)
Zatrzymał się on.
- Jedziemy !
Tam na nas czekają !
Szybciutko pani wsiada!
W styczniowe wieczory wraz z odgłosami ulicy do mojego mieszkania wchodzi lato


Komentarze
Pokaż komentarze (22)