Uaaaa uuu aaaa- zawołali chłopcy- jaki kapelusz!
A gdy się odwróciłam gniewnie usłyszałam- uciekamy !
-i już ich nie było
-To ten mój kapelusz szelmowski z rondem szerokim też- wzbudzał prawdziwą sensację.
W tym kapeluszu- czułam się naprawdę sobą- nonszalanckim dandysem.
Miałabym go zdjąć z powodu podwórkowych zasrańców?- Chochlików podłych?-No nie!- nie w tym życiu Panowie!
-Smarkacze!- zawołałam gdy po paru dniach sytuacja powtórzyła się - dandys we mnie zapłakał rzewnie- co tak się tu pętacie ?
-Do szkółki marsz, uczyć się !
Odpowiedzią był jedynie rechocik, ślepka otaczały mnie, spoglądając kpiąco- uaaaa uuu aaaa-kapelusz!
Dziwna sytuacja powtarzała się. Chłopcy krzyczeli. Dandys rozpaczał i kurczył się.
Lul maszerowała- z pozoru niewzruszona z pozoru spokojna.
Aż wreszcie- Uwaga! -idę przez znajome podwórko,
Gdzie moje uaaaa uuu aaaa ? Nie ma !
Jak to ?
Chcę moje uaaa natychmiast!. Bez niego mój kapelusz nie ma racji bytu! Gdzie oni są ?
Omiotłam wzrokiem znajome budynki, wciąż te same samochody, piaskownice,trzepak, spojrzałam za śmietnik. Nie ma ich ! Co teraz?
Wbiegłam do pierwszej klatki - pustka- Uaaa uuu aaaa- usłyszałam w drugiej - ale może mi się zdawało bo bardzo cichutko.
Po drugiej stronie ulicy też.
No jak to?- Głos we mnie zadrżał z oburzenia- przecież chcieliście ze mną wojenki? - To macie!- tu jestem!
-uaaaa uuu aaaa - usłyszałam
- no wreszcie!
i tak po polach, podwórkach , uliczkach i krużgankach za chłopaczkami biegałam raz.
27 czerwiec i kiedyś


Komentarze
Pokaż komentarze (42)