Kiedy jesienią zeszłego roku świat obiegła wiadomość o dożywotniej dyskwalifikacji niedoszłej kolarskiej legendy Lance'a Armstronga, nikt chyba nie przypuszczał że serial pod tytułem ''największy skandal dopingowy w historii'' będzie miał swój dalszy ciąg. Ci zaś którzy po cichu liczyli na kontynuację tej głośnej serii, z pewnością byli zaskoczeni, w jakim kierunku skręcił jej głowny (i zarazem jedyny) wątek.
Wbrew wielu wcześniejszym spekulacjom, akcja nie przeniosła się na salę sądową, a głowny bohater nie spalił się ze wstydu. Wręcz przeciwnie. Sądząc po jego ostatnich wyczynach, Lance będzie się teraz przekwalifikowywał na gwiazdę kolorowych magazynów! Zawiedli się zatem i ci, którzy naiwnie liczyli na szczerą skruchę ''mistrza'', czy przyodzianie przez niego worka pokutnego. Wielki Lance bowiem nie tylko nie zaszył się ze wstydu w jakiejść pustelni, ale nawet bezczelnie zaczął obnosić się ze swoim obżydliwym wyczynem na oczach całego świata w popularnym amerykańskim talk-show, który zresztą okazał się jego jedynym ''osiągnięciem'' w sportowej karierze.
Można zatem powiedzieć że po raz kolejny zachował się niestandardowo. Postanowił dalej czerpać profity ze swojego oszustwa, zmieniając jedynie metodę. Kiedyś zarabiał oszukując, teraz będzie zarabiał opowoadając o oszustwie, w czym nastawione na szybki zysk media z pewnością mu pomogą.
Można się spowiewać że w najbliższych miesiącach Lance-kolarz zmieni nieco branże, i stanie się Lancem-celebrytą, który perfidnie wykorzysta fakt za który raz na zawsze powinien zniknąć z przestrzeni publicznej, do zwiększania sobie liczby zer na koncie. Nie zrobi tego? A dlaczego nie? Nabił w balona cały świat, więc pewnie i przed tym nie będzie czuł żadnych oporów.
Prawdziwy człowiek honoru, jeszcze kilka pokoleń temu, po kompromitacji tej skali, prawdopodobnie strzeliłby sobie w łeb. Dziś natomiast, w dobie deficytu ludzi prawdziwie honorowych, po czymś takim zaczyna się dumne obnoszenie ze swoim oszustwem/zboczeniem/hipokryzją etc., czego już nieraz, również w naszym kraju, byliśmy świadkami.
Wynika to z tego, iż wpółcześnie promuje się w mediach jedynie partaczy, kłamców, nieudaczników, cwaniaków, czy ewentualnie dzieciobójczynie pokoroju Katarzyny W.. Zwykli, porządni, acz przeciętni ludzie nie są w cenie. Są zwyczajnie nudni.
Ludzie chcę dziś oglądać wszelkie zepsucie, dewiacje i upadki. Dlaczego? By się dowartościować? Poczuć się lepiej? By zobaczyć że innym też się czasem nie udaje? Zapewne jest w tym sporo prawdy. Łatwiej bowiem jest równać w dół niż do góry. Wymaga to mniej wysiłku a do tego uspokaja sumienie mniej ambitnej większości. Widząc w telewizji pozytywnie wyróżniające się jednostki czuje się ona gorzej, a swą frustrację zamiast zamieniać w energię do pracy nad sobą, zamieniaja w zawiść i jad, którym opluwają wszystkich i wszystko co wystaje ponad średnią.
Jak na ironie, Lance Armstrong może być teraz nawet lepiej postrzegany niż przed aferą dopingową. Kiedyś wzbudzał zazdrość, dziś... dziś już nie wzbudza, i to jest jego złota karta. Okazało się że jednak ma wady, że nie jest doskonały, a zatem można go zaakceptować. W końcu stał jest taki jak wszyscy. Chciało by się powiedzieć- swój chłop! W końcu komu nie zdarzyło się kiedyś kogoś oszukać, coś ukraśćczy przeskrobać... Skala oszustwa nie ma tu nic do rzeczy. No przecież sport bez dopingu i afer z nim związanych byłby nudny. Podobnie jak sportowcy z nagrodami fair play. Czy kogoś oni obchodzą? Są za uczciwi, a zatem nie mieszczą się w kanonach wywyższanych dziś ''wartości''.
I między innymi dlatego Lance'a Armstronga nie czeka ogólnoświatowe potępienie. Z pewnością odnajdzie się on doskonale na okładkach prasy brukowej, wyda kilka książek, udzieli parę wywiadów. Może nawet jakiś film się trafi? W każdym razie z głodu raczej nie umrze. Niestety, chciałoby się dodać
Ciekaw jestem na ile się ta moja prognoza sprawdzi. I szczerze? Mam nadzieję że okażę się marnym wróżbitą...


Komentarze
Pokaż komentarze