Prostowane słowa prezesa Ryanaira
Do ostrego sporu doszło po wypowiedzi prezesa Ryanaira Michaela O'Leary'ego, który przekonywał, że wstępne ustalenia śledczych wskazują na uszkodzenie szyby przez ciało obce, a nie na problemy techniczne samolotu. Amerykańska Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) stanowczo zaprzeczyła tym twierdzeniom. Szefowa instytucji Jennifer Homendy w liście do prezesa Ryanaira podkreśliła, że rada nie wydała żadnych ustaleń, które potwierdzałyby jego słowa.
Co więcej, NTSB zwróciła uwagę, że komentarze O'Leary'ego naruszyły zasady obowiązujące strony uczestniczące w prowadzonym dochodzeniu.
Śledczy zaznaczają, że śledztwo wciąż trwa i żadna z hipotez nie została wykluczona. Oznacza to, że nadal analizowane są zarówno możliwość uszkodzenia przez ciało obce, jak i ewentualne problemy związane ze stanem technicznym lub wiekiem Boeinga 737.
Pasażer został częściowo wyssany przez okno samolotu
Do dramatycznego incydentu doszło 10 lipca podczas lotu Ryanaira FR1879 z greckich Salonik do niemieckiego Memmingen. Krótko po starcie pasażerowie usłyszeli potężny huk. Jedna z szyb uległa zniszczeniu, co doprowadziło do gwałtownej dekompresji kabiny. Uruchomiły się maski tlenowe, a przedmioty zaczęły latać po wnętrzu samolotu.
Najbardziej ucierpiał siedzący przy oknie 61-letni Serb Ljubisa Karović. Siła podciśnienia sprawiła, że jego głowa i ramiona znalazły się poza kadłubem samolotu. Jak relacjonują świadkowie, pozostali pasażerowie zdołali wciągnąć go z powrotem do kabiny. Załoga zdecydowała o natychmiastowym powrocie do lotniska w Salonikach. Poszkodowany trafił do szpitala.
"To cud, że żyję". Pasażer wspominał dramat
W rozmowie z brytyjskim "Guardianem" Ljubisa Karović przyznał, że do dziś zmaga się z konsekwencjami wypadku. – To cud, że żyję – powiedział. 61-latek wspomina, że obudził go potężny wybuch. – Pamiętam wybuch. To hałas, który wraca do mnie każdej nocy, gdy próbuję zasnąć – relacjonował.
Mężczyzna nadal nosi kołnierz ortopedyczny. Zmaga się z bólem szyi i głowy, a na jego ciele wciąż widoczne są ślady obrażeń. – Mam szczęście, że żyję. Może to przez pasy bezpieczeństwa, może to przeznaczenie. Wierzę w Boga i dziękuję mu każdego dnia – dodał.
Według relacji jego żony Swietłany oraz prawnika Vasilisa Tsiarasa, to przede wszystkim pasażerowie ruszyli na pomoc. Jeden z nich miał próbować zatkać uszkodzone okno torbą, a następnie walizką, co pomogło ograniczyć skutki dekompresji. Ryanair odrzuca te zarzuty. Linia zapewnia, że po osiągnięciu bezpiecznej wysokości personel zajął się rannym pasażerem i zadbał o obecność lekarza na pokładzie.
Śledztwo prowadzone przez NTSB ma wyjaśnić zarówno przyczyny pęknięcia szyby, jak i przebieg działań podjętych podczas awaryjnej sytuacji.
Fot. Samolot Ryanair/East News
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze (11)