Dramatyczny incydent w Ryanairze. Nowe ustalenia rzucają cień na linie lotnicze

Redakcja Redakcja Wypadki Obserwuj temat Obserwuj notkę 11
Amerykańska Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) zakwestionowała wypowiedź prezesa Ryanaira Michaela O'Leary'ego dotyczącą przyczyn dramatycznej sytuacji z Boeingiem 737, w której 61-letni pasażer został częściowo wyssany przez rozbite okno. Śledczy tłumaczą, że na obecnym etapie nie można wykluczyć awarii technicznej ani wpływu wieku samolotu.

Prostowane słowa prezesa Ryanaira

Do ostrego sporu doszło po wypowiedzi prezesa Ryanaira Michaela O'Leary'ego, który przekonywał, że wstępne ustalenia śledczych wskazują na uszkodzenie szyby przez ciało obce, a nie na problemy techniczne samolotu. Amerykańska Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) stanowczo zaprzeczyła tym twierdzeniom. Szefowa instytucji Jennifer Homendy w liście do prezesa Ryanaira podkreśliła, że rada nie wydała żadnych ustaleń, które potwierdzałyby jego słowa.

Co więcej, NTSB zwróciła uwagę, że komentarze O'Leary'ego naruszyły zasady obowiązujące strony uczestniczące w prowadzonym dochodzeniu.

Śledczy zaznaczają, że śledztwo wciąż trwa i żadna z hipotez nie została wykluczona. Oznacza to, że nadal analizowane są zarówno możliwość uszkodzenia przez ciało obce, jak i ewentualne problemy związane ze stanem technicznym lub wiekiem Boeinga 737.  


Pasażer został częściowo wyssany przez okno samolotu

Do dramatycznego incydentu doszło 10 lipca podczas lotu Ryanaira FR1879 z greckich Salonik do niemieckiego Memmingen. Krótko po starcie pasażerowie usłyszeli potężny huk. Jedna z szyb uległa zniszczeniu, co doprowadziło do gwałtownej dekompresji kabiny. Uruchomiły się maski tlenowe, a przedmioty zaczęły latać po wnętrzu samolotu.

Najbardziej ucierpiał siedzący przy oknie 61-letni Serb Ljubisa Karović. Siła podciśnienia sprawiła, że jego głowa i ramiona znalazły się poza kadłubem samolotu. Jak relacjonują świadkowie, pozostali pasażerowie zdołali wciągnąć go z powrotem do kabiny. Załoga zdecydowała o natychmiastowym powrocie do lotniska w Salonikach. Poszkodowany trafił do szpitala. 


"To cud, że żyję". Pasażer wspominał dramat

W rozmowie z brytyjskim "Guardianem" Ljubisa Karović przyznał, że do dziś zmaga się z konsekwencjami wypadku. – To cud, że żyję – powiedział. 61-latek wspomina, że obudził go potężny wybuch. – Pamiętam wybuch. To hałas, który wraca do mnie każdej nocy, gdy próbuję zasnąć – relacjonował.

Mężczyzna nadal nosi kołnierz ortopedyczny. Zmaga się z bólem szyi i głowy, a na jego ciele wciąż widoczne są ślady obrażeń. – Mam szczęście, że żyję. Może to przez pasy bezpieczeństwa, może to przeznaczenie. Wierzę w Boga i dziękuję mu każdego dnia – dodał.

Według relacji jego żony Swietłany oraz prawnika Vasilisa Tsiarasa, to przede wszystkim pasażerowie ruszyli na pomoc. Jeden z nich miał próbować zatkać uszkodzone okno torbą, a następnie walizką, co pomogło ograniczyć skutki dekompresji. Ryanair odrzuca te zarzuty. Linia zapewnia, że po osiągnięciu bezpiecznej wysokości personel zajął się rannym pasażerem i zadbał o obecność lekarza na pokładzie.

Śledztwo prowadzone przez NTSB ma wyjaśnić zarówno przyczyny pęknięcia szyby, jak i przebieg działań podjętych podczas awaryjnej sytuacji.  

 

Fot. Samolot Ryanair/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj11 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Rozmaitości