Z artykułu dowiesz się:
- Dowiesz się, jak wielka jest epidemia salmonelli w Belgii
- Dlaczego polski adres pojawił się w europejskim rejestrze ostrzegania RASFF
- Ile jaj z fermy Laerco mogło trafić do konsumentów w Europie
- Jakie agencja AFSCA podjęła konsekwencje wobec fermy i tamtejszego stada kur
Blisko 2 miliony podejrzanych jaj na europejskim rynku
Skala problemu okazała się bezprecedensowa dla belgijskich służb weterynaryjnych i sanitarnych. Według oficjalnych danych Federalnej Agencji ds. Bezpieczeństwa Łańcucha Żywnościowego (AFSCA) co najmniej 306 osób w Belgii zostało zakażonych bakterią salmonelli po spożyciu skażonych jajek. Liczba poszkodowanych rosła z każdym tygodniem dochodzenia.
Rzeczywista liczba chorych może być wyższa. Osoby z lekkimi objawami często nie szukały pomocy medycznej. Do tej pory w samej Belgii nie odnotowano na szczęście żadnego zgonu powiązanego z tym ogniskiem. Szacunki wskazują, że na rynki w Belgii oraz w Luksemburgu trafiło nawet do 2 milionów produktów pochodzących z fermy Laerco, które mogły być zanieczyszczone niebezpieczną bakterią. Konsumenci powinni zwracać szczególną uwagę na kody identyfikacyjne na skorupkach.
Służby sanitarne wycofały jaja oznaczone kodami: 2-BE-1073-01, 2-BE-1073-02, 2-BE-1073-03 oraz 2-BE-1073-04. Produkty z tymi oznaczeniami nie powinny trafiać do konsumentów. Przedsiębiorstwo zaopatrywało w jaja łącznie osiem europejskich państw.
Na liście odbiorców znalazły się m.in. Czechy, Francja i Hiszpania. Towar mógł trafić także do Holandii, Luksemburga, Polski, Portugalii oraz Włoch. Służby w całej Europie rozpoczęły intensywne kontrole mające ustalić, gdzie dokładnie trafiły podejrzane partie towaru.
Polski wątek w systemie ostrzegania
Doniesienia o potencjalnym zagrożeniu szybko trafiły na szczebel unijny. Dnia 12 sierpnia w europejskim rejestrze wczesnego ostrzegania RASFF zamieszczono formalne zgłoszenie o statusie „poważnym”. Dotyczyło ono potencjalnej dystrybucji skażonych jaj z Belgii do ośmiu krajów, w tym do Polski.
Wpis w międzynarodowym rejestrze nie oznacza jeszcze, że zakażony towar trafił bezpośrednio na sklepowe półki w naszym kraju. System RASFF służy do szybkiej wymiany informacji między państwami członkowskimi o produktach stanowiących zagrożenie dla zdrowia. Każdy kraj otrzymuje sygnał, by samodzielnie zweryfikować krajowe dostawy.
Rzeczniczka belgijskiej agencji AFSCA Hélène Bonte wyjaśniła powody, dla których Polska trafiła do dokumentacji. Według przedstawicielki belgijskich służb, polska firma mogła kupić jaja podając krajowy adres. Teraz nasze służby sprawdzają, czy towar faktycznie dotarł do magazynów. Brak jest natomiast oficjalnej odpowiedzi ze strony Głównego Inspektoratu Weterynaryjnego. GIW nie wydał dotąd komunikatu, który potwierdzałby lub wykluczał obecność skażonych jaj na polskim rynku. Konsumenci czekają na konkretną informację.
Groźne porównania z Wielką Brytanią
Sprawa z Belgii budzi tym większy niepokój, że w Wielkiej Brytanii odnotowano zgon w związku z zakażeniem salmonellą. Choć brytyjskie ognisko dotyczy innego łańcucha dostaw, pokazuje ono, jak groźne potrafią być skutki takiego zakażenia. W Belgii, będącej źródłem rekordu, ofiar śmiertelnych na razie nie ma. Służby monitorują stan osób hospitalizowanych. W miarę napływania nowych danych liczba oficjalnych przypadków może jeszcze wzrosnąć.
Wszystkie tropy w trwającym dochodzeniu prowadzą do jednego producenta. Służby powiązały ognisko zakażeń z jajami produkowanymi przez firmę Laerco BV z siedzibą w Geel w prowincji Antwerpia, położonej we Flandrii w północnej Belgii. Pierwsze bakterie wykryto pod koniec kwietnia 2026 roku. W maju zamknięto jeden z czterech kurników i wycofano część jaj z rynku. Zakład nadal jednak prowadził działalność w pozostałych trzech kurnikach aż do sierpnia.
Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy nowe badania laboratoryjne wykazały obecność bakterii w drugim kurniku tego samego gospodarstwa. W efekcie 10 sierpnia agencja AFSCA podjęła zdecydowane kroki. Belgijskie służby wstrzymały działalność całego zakładu we Flandrii.
Nadzór sanitarny nakazał ponowne wycofanie jaj z rynku i zdecydował o całkowitym wybiciu znajdującego się tam stada kur. To najsurowsze możliwe środki w tego typu sytuacjach. Miały one definitywnie zamknąć źródło zakażenia. Skalę kryzysu dosadnie skomentowała przedstawicielka belgijskiego nadzoru sanitarnego. - Salmonella występuje w Belgii stosunkowo często. Nigdy jednak nie mieliśmy tak dużego ogniska i tak masowej liczby zakażonych z jednego źródła - powiedziała Hélène Bonte w rozmowie z agencją Reutera.
Sprawa fermy w Geel wywołała ogromne poruszenie wśród europejskich konsumentów i producentów drobiu. Służby apelują o zachowanie czujności i sprawdzanie kodów na opakowaniach produktów drobiarskich.
Fot. Ferma drobiu/East News/zdj. ilustracyjne
Red.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)