Z artykułu dowiesz się:
- Jakie były kulisy ataku Putina na polskiego premiera
- Jakie było podejście rządu do sabotażu na Bałtyku
- O sprawie Wołodymyra Żurawlowa i jego ujęciu w Chorwacji
- Jak Donald Tusk zmieniał zdanie na temat gazociągu Nord Stream
Putin o dawnej znajomości z Tuskiem
Władimir Putin odniósł się do słów Donalda Tuska w rozmowie opublikowanej 23 sierpnia 2026 roku przez serwis Wiesti. Prezydent Rosji postanowił przypomnieć swoje wcześniejsze relacje z polskim politykiem, sięgające początków inwestycji gazowej. Według słów rosyjskiego przywódcy: – Znam pana Tuska od dawna, od czasów przygotowań do budowy Nord Stream 2, jak i w trakcie samej budowy. Pan Tusk był wtedy również premierem – stwierdził Putin.
Prezydent Rosji przekonywał, że polska krytyka projektu nie wynikała z troski o bezpieczeństwo energetyczne regionu. Jego zdaniem chodziło wyłącznie o interesy finansowe. – Motywy stojące za stanowiskiem obecnego rządu polskiego są dla mnie jasne i bardzo proste, a wynikają z doraźnych korzyści ekonomicznych – dodał.
Tusk: Wstydzić powinni się inicjatorzy Nord Stream
Wypowiedź Putina była bezpośrednią reakcją na stanowisko Donalda Tuska przedstawione podczas konferencji prasowej 20 sierpnia 2026 roku. Szef rządu odniósł się wówczas do działań wymiaru sprawiedliwości wymierzonych w osoby podejrzewane o zniszczenie bałtyckiego gazociągu.
Premier nie zostawił wątpliwości co do swojego stanowiska. – Na pewno Niemcy nie powinni ścigać tych, którzy w sytuacji, kiedy napadnięto na ich kraj, podejmują takie czy inne działania – powiedział. – Moje zdanie jest niezmienne. Uważam, że wstydzić powinni się budowniczowie gazociągu, a nie ci, którzy go unieruchomili – podkreślił Tusk.
Donald Tusk zaznaczył jednocześnie, że Polska konsekwentnie ostrzegała przed budową Nord Stream 2. Jak wskazał, zmiana polityki Berlina wobec Moskwy nastąpiła zbyt późno i był to błąd ze strony Niemiec.
Ewolucja postawy Tuska wobec Nord Stream
Wypowiedzi Tuska z 2026 roku stoją w jaskrawym kontraście z jego wcześniejszą polityką. W latach 2007–2014, kiedy po raz pierwszy pełnił urząd premiera, nie był on postrzegany w Moskwie jako twardy krytyk współpracy energetycznej z Rosją. To właśnie ten okres przywołał Putin, mówiąc o „dawnej znajomości” z polskim politykiem. Kreml przez lata sugerował, że Warszawa akceptowała plany budowy magistrali omijającej kraje Europy Środkowo-Wschodniej.
Po tym, jak na początku 2009 r. RosUkrEnergo przestało dostarczać gaz do Polski, rząd PO-PSL chciał uzupełnić brakujące dostawy bezpośrednim kontraktem z Gazpromem. Plan zakładał zwiększenie rosyjskich dostaw do 10,3 mld m sześciennych rocznie oraz ich zagwarantowanie aż do 2037 r. To właśnie tak długi okres uzależnienia od jednego dostawcy wywołał polityczną burzę.
Tusk zdecydowanie bronił przyjętego kierunku. Mówił, że "umowa odpowiada polskim interesom”. I przedstawiał bardzo konkretną filozofię polityki energetycznej: "Najważniejszym zadaniem dla polskiego rządu są nie ideologiczne wojny z jakimś państwem, tylko zabezpieczenie polskich domów w trwałe dostawy gazu na długie lata”. Rząd Tuska przedstawiał wówczas długoterminową współpracę gazową z Rosją jako pragmatyczną politykę bezpieczeństwa, przeciwstawiając ją politycznemu czy "ideologicznemu” podejściu do Moskwy.
W wywiadzie dla Polskiego Radia w 2010 roku dodawał, że "kształt tej umowy powoduje, że tzw. Nord Stream, czyli gazociąg północny przestaje być groźny z naszego punktu widzenia". Tusk argumentował, że zapewnienie dalszego wykorzystania gazociągu jamalskiego zabezpiecza Polskę przed scenariuszem, w którym Nord Stream pozwoli Rosji ominąć Polskę i ograniczyć znaczenie Jamału. Z kolei po spotkaniu w Berlinie z Angelą Merkel w grudniu 2010 r., premier Tusk mówił: "Dla portu w Świnoujściu nie dostrzegamy żadnych zagrożeń”. Merkel zapewniała natomiast, że jeśli w przyszłości konieczne będzie pogłębienie dostępu do portu, Polska i Niemcy znajdą odpowiednie rozwiązanie prawne.
Dziś stanowisko Tuska w kwestii Nord Stream 2 i interesów gazowych z Rosjanami jest radykalnie odmienne. Premier otwarcie broni działań podejmowanych wobec rosyjskiej infrastruktury i nie ukrywa satysfakcji z unieruchomienia rurociągu.
Zatrzymanie w Chorwacji i decyzja polskiego sądu
Wymiana zdań na linii Warszawa-Moskwa to efekt wydarzeń z 19 sierpnia 2026 roku. W chorwackiej Puli policja zatrzymała obywatela Ukrainy Wołodymyra Żurawlowa. Mężczyzna wpadł w ręce służb na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania wydanego przez niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe podczas kręcenia scen do filmu o nurkach, którzy wysadzili nitki Nord Stream. Nosi on tytuł "Snake Island".
Niemieccy śledczy podejrzewają Żurawlowa o udział w sabotażu i zniszczeniu magistrali gazowej. Do eksplozji doszło 26 września 2022 roku. Trzy z czterech nitek gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2 zostały wtedy zniszczone na głębokości około 80 metrów. Zatrzymany nie przyznaje się do winy. Mężczyzna utrzymuje, że nie miał związku z atakiem na rurociągi, a w czasie, gdy do niego doszło, przebywał na terytorium Ukrainy.
Wcześniej sprawą Żurawlowa zajmował się polski wymiar sprawiedliwości. W październiku 2025 roku Sąd Okręgowy w Warszawie - a konkretnie sędzia Dariusz Łubowski, zdegradowany kilka miesięcy później za odmowę przedłużenia ENA za posłem Marcinem Romanowskim - odmówił wydania mężczyzny stronie niemieckiej. Uchylił też zastosowany areszt i nakazał natychmiastowe zwolnienie.
Kreml odpowiada Tuskowi
Deklaracja polskiego premiera wywołała oburzenie na Kremlu. Seria krytycznych komentarzy płynęła z ust kolejnych rosyjskich oficjeli. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow uznał, że słowa Tuska mogą wywołać jedynie „zdziwienie i niezrozumienie”. – Jeśli pan Tusk opowiada się za takimi terrorystycznymi aktami sabotażu i je popiera, to nie może to wywołać niczego poza zdziwieniem i niezrozumieniem – ocenił. Pieskow wspomniał, że osoby odpowiedzialne za wysadzenie infrastruktury dopuściły się aktu terrorystycznego, a nie działań obronnych.
Maria Zacharowa poszła jeszcze dalej. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ uznała słowa Tuska za "próbę usprawiedliwienia terroryzmu". Zarzuciła też Polsce podsycanie konfliktu z Berlinem i ostrzegła przed konsekwencjami dla bezpieczeństwa regionu. Głos zabrał również rosyjski senator Władimir Dżabarow, który oskarżył premiera o "obronę międzynarodowych terrorystów". Jego zdaniem oburzenie Warszawy wynikało wyłącznie z utraty opłat za tranzyt surowców omijającym Polskę rurociągiem.
Fot. Premier Donald Tusk/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (45)