Sędzia Łubowski go wypuścił, a Niemcy i tak dopięli swego. Ukrainiec wpadł w Chorwacji

Redakcja Redakcja Nord Stream Obserwuj temat Obserwuj notkę 10
Wołodymyr Żurawlow, którego nie zdecydował się przekazać stronie niemieckiej sędzia Dariusz Łubowski, został aresztowany podczas wakacyjnego urlopu. Spędzał czas w chorwackiej Puli, gdzie zatrzymały go służby. Ukrainiec jest ścigany przez Niemców za wysadzenie Nord Stream 2.

Do zatrzymania Wołodymyra Żurawlowa doszło w środę w chorwackiej Puli. Jak ustaliła niemiecka agencja dpa, jest to mężczyzna od dłuższego czasu poszukiwany przez niemieckie organy ścigania w związku ze śledztwem dotyczącym eksplozji gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Ukrainiec był ścigany na podstawie europejskiego nakazu aresztowania. Niemiecka prokuratura podejrzewa go m.in. o współudział w spowodowaniu eksplozji, sabotaż oraz zniszczenie infrastruktury. 


Polska odmówiła wydania Żurawlowa Niemcom

Sprawa Żurawlowa była wcześniej głośna w Polsce. Niemieckie organy ścigania zabiegały o jego zatrzymanie i przekazanie już w 2024 roku. Prokurator generalny Jens Rommel uzyskał wówczas pierwszy nakaz aresztowania związany ze śledztwem w sprawie Nord Stream.

Ostatecznie Ukrainiec został zatrzymany w Polsce, jednak w październiku 2025 roku Sąd Okręgowy w Warszawie odmówił wykonania europejskiego nakazu aresztowania i wydania go Niemcom. Jednocześnie sąd uchylił zastosowany wobec niego tymczasowy areszt i nakazał natychmiastowe zwolnienie. Tak postanowił sędzia Dariusz Łubowski, zdegradowany później z funkcji szefa sekcji ds. międzynarodowych za uchylenie Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) za posłem PiS Marcinem Romanowskim. 

Przypomniał on, że celem polskiego wymiaru sprawiedliwości było ustalenie, czy czyn opisany przez niemieckie organy może być podstawą wykonania europejskiego nakazu aresztowania. Łubowski zwrócił przy tym uwagę na skąpy materiał przekazany przez stronę niemiecką. - Sąd polski nie dysponuje w tej sprawie żadnymi dowodami, albowiem strona niemiecka przesłała jedynie bardzo ogólne informacje - wskazał Łubowski. 

Sędzia rozróżnił sabotaż dokonywany w czasie pokoju od działań dywersyjnych prowadzonych podczas konfliktu zbrojnego. W jego ocenie zniszczenie infrastruktury przeciwnika przez siły zbrojne lub służby specjalne państwa prowadzącego wojnę z agresorem może być traktowane jako działanie wojenne, a nie zwykłe przestępstwo kryminalne. - Innymi słowy Ukraina, o ile to Ukraina, siły specjalne i ścigany, czego sąd nie przesądza, zorganizowały zbrojną misję zniszczenia rurociągów wroga, to działania te nie były bezprawne. Przeciwnie, były uzasadnione, racjonalne i sprawiedliwe - tłumaczył Łubowski.  

W uzasadnieniu pojawiły się również argumenty obrony dotyczące upolitycznienia niemieckiego wymiaru sprawiedliwości oraz wpływów Rosji na niemieckie elity, ale – co istotne – Łubowski nie przyjął ich jako podstawy swojego rozstrzygnięcia. - W rzeczy samej sprawa ta ma niezwykle emocjonalny kontekst polityczny. A polityka nie jest domeną sądów, a [jest] polityków”, po czym dodał, że kwestie dotyczące zarzutów wobec niemieckiego sądownictwa i klasy politycznej nie zostały przez sąd poddane ocenie - dodał sędzia. Jego mowa wywołała ogromne poruszenie w Polsce i na Ukrainie.   


Niemcy dopadli Ukraińca 

Teraz sytuacja wygląda inaczej. Po zatrzymaniu Żurawlowa w Chorwacji o jego ewentualnym przekazaniu stronie niemieckiej będą decydowały chorwackie organy wymiaru sprawiedliwości. Według niemieckich śledczych Żurawlow jest wykwalifikowanym nurkiem i miał należeć do grupy zaangażowanej w operację wymierzoną w gazociągi Nord Stream. Grupa miała być skupiona wokół Serhija K., który również jest ścigany w związku ze sprawą.

Śledczy zakładają, że we wrześniu 2022 roku członkowie grupy podłożyli materiały wybuchowe na gazociągach Nord Stream 1 i Nord Stream 2 w pobliżu duńskiej wyspy Bornholm. Do eksplozji doszło 26 września 2022 roku. W wyniku detonacji uszkodzone zostały trzy z czterech nitek obu gazociągów znajdujących się na głębokości około 80 metrów na dnie Morza Bałtyckiego.

Nord Stream został zbudowany w celu bezpośredniego transportowania rosyjskiego gazu do Niemiec z pominięciem państw tranzytowych Europy Środkowo-Wschodniej. Projekt od początku wywoływał poważne kontrowersje. Polska oraz inne kraje regionu ostrzegały, że zwiększy on uzależnienie Europy od rosyjskich surowców i da Moskwie dodatkowe narzędzie nacisku politycznego.

Eksplozje na Bałtyku. Śledztwo trwa od prawie czterech lat

W momencie eksplozji oba gazociągi nie transportowały już gazu. Rosja wstrzymała dostawy przez Nord Stream 1 przed sabotażem, natomiast Nord Stream 2 nigdy nie został uruchomiony. Jego certyfikację Niemcy wstrzymały w związku z rosyjską agresją przeciwko Ukrainie. Niemieckie śledztwo dotyczące sabotażu trwa od 2022 roku. Jednym z przełomów było ustalenie tożsamości osób, które miały brać udział w przygotowaniu operacji.

Już w sierpniu 2024 roku niemieckie media informowały, że jednym z podejrzanych jest Wołodymyr Z., którego ostatnie znane miejsce pobytu znajdowało się w Polsce. Niemieccy prokuratorzy mieli wystąpić do polskich władz z europejskim nakazem aresztowania w czerwcu 2024 roku. Mężczyzna mieszkał w miejscowości położonej na zachód od Warszawy. Nie było później jasne, czy pozostał w Polsce, czy wyjechał na Ukrainę.

Jeśli chorwacki sąd zgodzi się na wykonanie europejskiego nakazu aresztowania, Żurawlow może zostać przekazany Niemcom i stanąć przed tamtejszym wymiarem sprawiedliwości.   


Fot. Wołodymyr Żurawlow, Ukrainiec, podejrzewany o wysadzenie Nord Stream 2. Zdjęcie z 2025 r./East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj10 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Gospodarka