Morze Bałtyckie wymiera. Niepokojące zjawisko przybiera na sile

Redakcja Redakcja Ekologia Obserwuj temat Obserwuj notkę 4
Nasze morze umiera. W Morzu Bałtyckim znajduje się siedem z 10 największych martwych stref na świecie. Stanowią one niemal 20 proc. jego powierzchni. Szacuje się, że aż 94 proc. powierzchni Bałtyku jest dotknięte skutkami eutrofizacji, do której w dużej mierze przyczyniają się spływające z pól związki azotu i fosforu.

Z artykułu dowiesz się: 

  • W Bałtyku znajduje się siedem z 10 największych martwych stref na świecie, które zajmują niemal 20 proc. jego powierzchni
  • Jedną z głównych przyczyn problemu jest nadmierny dopływ azotu i fosforu pochodzących m.in. z rolnictwa oraz ścieków
  • Od lat 60. powierzchnia Bałtyku objęta eutrofizacją i martwymi strefami wzrosła według przytoczonych danych z około 10 tys. do 70 tys. km kw.
  • Polska ograniczyła dopływ azotu i fosforu do Bałtyku, ale w przypadku Bałtyku Właściwego nadal nie osiągnęła wszystkich wymaganych limitów

– Bałtyk należy do mórz najbardziej dotkniętych eutrofizacją. To przeżyźnienie substancjami takimi jak fosfor i azot, naukowo nazywanymi biogenami. Te substancje są potrzebne do wegetacji, wzrostu roślinności, dlatego są stosowane jako nawozy na polach, żeby roślinność lepiej rosła. Przy opadach deszczu spływają z wodą do rzek i tym systemem wodnym docierają do Bałtyku – mówi agencji Newseria Marcin Kotlarek, prezes Fundacji Race for the Baltic.

Drugim istotnym źródłem zanieczyszczeń azotem i fosforem są ścieki, w tym te pochodzące z nieszczelnych szamb. W ten sposób glony i sinice dostają dodatkową porcję „nawozu” i intensywnie się rozwijają. Następnie obumierają, opadają na dno i podczas rozkładu zużywają tlen. W efekcie powstają strefy beztlenowe, w których życie staje się praktycznie niemożliwe. 


Martwe strefy w Bałtyku rosną. Ogromna zmiana od lat 60.

– Kiedy spojrzymy na mapę z lat 60., jedynie ok. 10 tys. km2 objęte było eutrofizacją i martwymi strefami. Dziś, gdy popatrzymy na mapy z zeszłego roku, to już jest 70 tys. km2. To jest praktycznie dwa razy powierzchnia Danii – podkreśla prezes Fundacji Race for the Baltic. Morze Bałtyckie wyróżnia się mieszanką słonej i słodkiej wody. Jego stosunkowo niskie zasolenie wynika z dużego napływu słodkiej wody z około 250 rzek oraz ograniczonej wymiany wód z Morzem Północnym. Pełna wymiana wody w Bałtyku trwa około 30 lat.

Dodatkowym problemem jest stosunkowo niewielka głębokość morza. Średnia głębokość Bałtyku wynosi około 52 m. Dla porównania średnia głębokość Morza Śródziemnego to około 1450 m. Wszystko to sprawia, że Bałtyk jest szczególnie podatny na skutki nadmiernego dopływu substancji odżywczych.

– Naukowcy wyznaczyli maksymalne ilości zanieczyszczeń, które mogą naturalnie dopływać do Bałtyku, po których będzie w stanie sam się naprawiać. Niestety wraz ze zmianami klimatycznymi, z następującym ociepleniem powietrza i podwyższeniem temperatury wody, ta linia cały czas się oddala. Maksymalna ilość dopuszczalna tego dopływu, wyznaczona kiedyś przy trochę chłodniejszym klimacie i wodzie, jest już za duża. Zatem jest to walka z czasem i ze zmianami klimatycznymi – tłumaczy Marcin Kotlarek. 


Polska ogranicza zanieczyszczenia. Ale to wciąż za mało

Z raportu HELCOM wynika, że w latach 1995–2022 Polska zmniejszyła całkowity dopływ azotu do poszczególnych podbasenów Bałtyku o 9–32 proc. Osiągnęła wymagany limit dopływu poza Bałtykiem Właściwym, gdzie potrzebna jest jeszcze redukcja o 19 proc. W przypadku fosforu Polska ograniczyła jego dopływ do tego podbasenu o 28 proc. Nadal pozostaje on jednak znacznie powyżej ustalonego limitu. W całym Bałtyku w tym okresie znormalizowany całkowity dopływ azotu zmniejszył się o 11 proc., a fosforu o 32 proc.

– Możemy sobie wyobrazić Bałtyk jako wannę, do której przez dziesiątki lat spływało bardzo dużo zanieczyszczonej wody. Nawet jeżeli teraz udaje nam się ograniczyć dopływ zanieczyszczeń, to odpowiedź tego ekosystemu jest w dłuższym terminie – wskazuje ekspert. Nawet znaczne ograniczenie zanieczyszczeń nie doprowadzi do szybkiej poprawy sytuacji. Bałtyk przez dziesięciolecia gromadził nadmierne ilości biogenów, dlatego odbudowa jego ekosystemu jest procesem długotrwałym.

Problem znajduje się setki kilometrów od Bałtyku

Eutrofizacja zdaniem specjalistów nie jest wyłącznie problemem Bałtyku. Dotyczy również polskich rzek i jezior. Ponad trzy czwarte z nich to wody eutroficzne, czyli zawierające nadmierne ilości fosforu i azotu.

Około 80 proc. wód trafiających z Polski do Bałtyku płynie Odrą i Wisłą, a pozostałe 20 proc. mniejszymi rzekami przymorza, takimi jak Łeba czy Parsęta. Co istotne, około 98 proc. powierzchni Polski znajduje się w zlewisku Morza Bałtyckiego. Zanieczyszczenia powstające setki kilometrów od wybrzeża mogą ostatecznie trafić do morza.

– W związku z tym nawozy naturalne, które ciekną do gleby i wód w Wielkopolsce, na koniec trafiają do Warty, ta do Odry, która z kolei spływa do Morza Bałtyckiego. Podobnie ścieki z szamba z województwa podlaskiego trafiają do systemu rzecznego, który trafia do Wisły i do Morza Bałtyckiego – podsumowuje Marcin Kotlarek.   


Fot. Morze Bałtyckie/East News 

Tomasz Wypych

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj4 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości