Z artykułu dowiesz się:
- Susza rolnicza objęła już 62 proc. gmin w Polsce
- Poziom wody w Zalewie Sulejowskim spadł o 1,34 m w ciągu trzech miesięcy, wysycha Klimkówka
- Polska znajduje się poniżej progu bezpieczeństwa wodnego określonego przez ONZ
- Ekspert PAN ostrzega, że susza staje się największym zagrożeniem dla Polski
Zalew Sulejowski i Klimkówka - symbole suszy
Według Wód Polskich susza rolnicza objęła już 62 proc. gmin w Polsce, a IMGW wskazuje na utrzymującą się suszę hydrologiczną w wielu zlewniach.
Wbrew powszechnej opinii Polska należy do krajów o bardzo ograniczonych zasobach wodnych. Średnio dysponujemy podobnymi zasobami wody na mieszkańca jak Egipt. Coraz częściej pojawiają się więc apele o oszczędzanie wody, rzeki osiągają rekordowo niskie stany, a stawy, jeziora i zbiorniki retencyjne stopniowo wysychają. Dobrym przykładem jest Zalew Sulejowski, gdzie między 28 kwietnia a 3 sierpnia 2026 roku poziom wody obniżył się o 1,34 m. W ostatnich tygodniach lustro wody opada tam średnio o 2–3 cm dziennie. Żaglówki zacumowane w marinach stoją dziś na piasku, ponieważ linia brzegowa cofnęła się o kilkadziesiąt metrów.
Kolejny alarmujący stan wody można wskazać na Jeziorze Klimkowskim niedaleko Gorlic. Zbiornik jest wypełniony w zaledwie 37 proc. i świeci pustkami, choć jeszcze kilka lat temu był niezwykle popularnym miejscem do wypoczynku i agroturystyki. Wpływ na katastrofę Klimkówki mają m.in. niewielki dopływ z rzeki Ropy, wysokie temperatury, które przyspieszają parowanie wody, niewielkie opady, a także pełnienie roli przeciwpowodziowej rezerwy dla mieszkańców Gorlic.
Ograniczone zapasy wody
Polska należy do państw o ograniczonych zasobach wodnych. Według danych GUS i Wód Polskich odnawialne zasoby wody wynoszą średnio około 1,6 tys. m³ na mieszkańca rocznie, a w latach suchych spadają nawet do 1,1 tys. m³. To mniej niż próg bezpieczeństwa wodnego określony przez ONZ, wynoszący 1,7 tys. m³ na osobę. Obecnie Polska zatrzymuje jedynie około 7,5 proc. średniego rocznego odpływu wód, podczas gdy celem jest zwiększenie retencji do około 15 proc.
– Nasze rolnictwo zacznie cierpieć, bo nie ma wody w systemie. Nie ma też pomysłu na to, żeby ją zatrzymać. Jeżeli mówimy o melioracjach rolniczych, to one są dobre dla klimatu, który był w latach 50. Tak jak odwodniano krajobraz wtedy, tak nadal melioracja rolnicza funkcjonuje w praktycznie niezmienionej formie i nikt się nie zastanawia, co z tym zrobić – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Michał Brennek z Zakładu Fizyki Atmosfery Instytutu Geofizyki PAN.
Rekordowe upały pogłębiają problem suszy
Kolejna fala upałów, z którą mierzy się Polska, nie jest już wyjątkiem, ale elementem wyraźnego trendu. Według IMGW czerwiec 2026 roku był miesiącem ekstremalnie ciepłym, a 28 czerwca w Słubicach padł nowy rekord temperatury w historii pomiarów – 40,5 st. C.
– Zmiana klimatu co do zasady jest nadmiarem energii w ziemskim systemie klimatycznym, więc wpływa na każdy aspekt pogody – ocenia Michał Brennek. – Chłodniejszych okresów z opadami śniegu i dni z utrzymującą się pokrywą śnieżną będzie coraz mniej, za to burz z gradem czy trąbami powietrznymi będzie coraz więcej i będą one coraz gwałtowniejsze. To prowadzi do podtopień, powodzi błyskawicznych i większej zmienności pogody - dodaje.
Pod koniec czerwca i na początku lipca temperatury w wielu miejscach kraju przekraczały 35 st. C, a noce pozostawały tropikalne, z temperaturą powyżej 20 st. C. Temperatura gruntu na głębokości 5 cm przekroczyła miejscami 41 st. C. Sierpniowe upały były jeszcze mocniejsze, bo temperatura dochodziła do 40 stopni w słońcu.
– Sam typ pogody, który przynosił do Polski gorące powietrze z południa, nie jest niczym nowym. Problem polega na tym, że południe Europy jest dziś znacznie cieplejsze niż jeszcze 20 czy 50 lat temu, a układy pogodowe utrzymują się dłużej. Paradoksalnie jest to również efekt ocieplającej się Arktyki. Zaburzyliśmy równowagę klimatyczną i dziś obserwujemy jej konsekwencje – wyjaśnia ekspert.
Susza to największe zagrożenie dla Polski
Z badania More in Common wynika, że 59 proc. Polaków uważa, iż fale upałów występują coraz częściej i są coraz bardziej dotkliwe. Ponad połowa mieszkańców wsi i małych miast negatywnie ocenia przygotowanie Polski na susze, nawałnice i powodzie. Jedynie 7 proc. respondentów uważa, że państwo jest dobrze przygotowane na takie zjawiska.
– Jest niezwykle sucho. Widzimy to w lasach i na polach. Ma to związek z niedostosowaniem melioracji rolniczych i leśnych do współczesnego klimatu, a w miastach z tzw. betonozą. Zamiast zieleni powstają kolejne utwardzone powierzchnie, co zaburza bilans wodny. Widać to również po stanie rzek, w których przez większość roku utrzymywał się niski poziom wód. Ostatnie opady tylko chwilowo poprawiły sytuację, ale pod koniec lipca ponownie pojawił się niedobór wody. Susza jest największym zagrożeniem dla Polski – podkreśla Michał Brennek.
W najcieplejszych dniach niemal cały kraj zmagał się z dużym niedoborem wilgoci w powierzchniowej warstwie gleby. Jedynie na północnym wschodzie oraz lokalnie w Małopolsce wilgotność utrzymywała się na poziomie około 70 proc. W większości kraju spadła do 15–20 proc., a miejscami nawet poniżej 10 proc.
Fot. Wyschnięte "Malediwy" w Jaworznie/East News
Tomasz Wypych




Komentarze
Pokaż komentarze (8)