Z artykułu dowiesz się:
- W Polsce każdego roku rejestruje się około 25 tys. przypadków boreliozy
- Obfity wysyp żołędzi może zapowiadać większą liczbę nimf kleszczy dwa lata później
- Duża populacja myszy wiązała się ze wzrostem liczby nimf kleszczy w kolejnym roku o około 40 proc.
- Ponad trzy dekady obserwacji nie potwierdziły, że pojedyncze okresy silnych mrozów lub upałów znacząco ograniczają populację kleszczy w naturalnym środowisku
Żołędzie mogą zapowiadać więcej kleszczy
Borelioza jest najczęstszą chorobą odkleszczową na półkuli północnej. Każdego roku diagnozuje się ją u około pół miliona mieszkańców USA i ponad 200 tys. osób w Europie Zachodniej. W Polsce co roku rejestrowanych jest około 25 tys. przypadków. Chorobę wywołują przenoszone przez kleszcze bakterie Borrelia burgdorferi. Kleszcze występują praktycznie na terenie całego kraju, a najwięcej spotyka się ich w regionach wschodnich i centralnych. Nieleczona borelioza może prowadzić m.in. do zajęcia stawów, serca i układu nerwowego.
Czasopismo „Proceedings of the National Academy of Sciences” opublikowało wyniki trwających 35 lat obserwacji ekologicznych, które podważyły kilka utrwalonych przekonań dotyczących czynników wpływających na liczebność kleszczy. Zależność między liczbą żołędzi a późniejszym wzrostem liczby zachorowań na boreliozę jako pierwsi wykazali przed laty naukowcy z USA. W Polsce opisali ją w 2016 roku Michał Bogdziewicz i Jakub Szymkowiak z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na podstawie polskich danych z lat 2005–2013 wykazali, że obfitość żołędzi w danym roku może oznaczać większą liczbę zachorowań na boreliozę dwa lata później.
Naukowcy z Cary Institute of Ecosystem Studies w USA przez dekady śledzili kleszcze, ich żywicieli oraz zmiany zachodzące w lasach stanu Nowy Jork. Chcieli ustalić, co wpływa na liczebność tych pajęczaków i czy okresy zwiększonego ryzyka można przewidywać z wyprzedzeniem.
Nie jelenie, lecz myszy? Ich liczba ma duże znaczenie
Badania podważyły dotychczasowe przekonanie, że liczebność jeleni ma duży wpływ na to, ile kleszczy pojawia się w kolejnych sezonach. Choć ssaki te nie zakażają kleszczy bakteriami Borrelia burgdorferi, są ważnymi żywicielami dorosłych samic, które po żerowaniu składają jaja. Pojawiały się więc przypuszczenia, że dostęp do jeleni może decydować o tym, ile samic zdoła się pożywić i wydać potomstwo.
Naukowcy nie znaleźli jednak związku między liczebnością jeleni a późniejszą liczbą nimf, czyli stadium rozwojowym kleszcza między larwą a osobnikiem dorosłym. Znacznie wyraźniejsza okazała się zależność dotycząca myszy. Jeśli w danym sezonie było ich szczególnie dużo, w kolejnym roku liczba nimf była o około 40 proc. większa. Wynika to z cyklu rozwojowego kleszczy. Ich larwy chętnie żerują na małych zwierzętach, a prawdopodobieństwo, że larwa zdoła skutecznie pożywić się na myszy, jest około dwa razy większe niż w przypadku innych ssaków i ptaków. Gdy populacja myszy jest liczna, więcej larw przeżywa i następnie przeobraża się w nimfy.
Liczebność myszy zależy z kolei od dostępności pokarmu. Ważnym jego źródłem są żołędzie, dlatego po okresach ich wyjątkowego urodzaju populacja gryzoni rośnie. Następstwem jest większa liczba nimf kleszczy rok później. Oznacza to, że obfity wysyp żołędzi może pozwolić przewidzieć zwiększoną liczbę nimf dwa lata później.
Eksperci spodziewali się również, że duża liczba myszy będzie oznaczała większy odsetek zakażonych kleszczy. Myszy są bowiem wyjątkowo skuteczne w zakażaniu żerujących na nich larw bakteriami Borrelia burgdorferi. Początkowo obserwacje rzeczywiście wskazywały na taką zależność. W miarę upływu lat przestała być ona jednak widoczna. Znaczenie ma bowiem również to, na jakich innych zwierzętach w danym roku żerują larwy. Jeśli liczebność wiewiórek, skunksów czy oposów jest wyjątkowo duża, część pasożytów wybiera właśnie je. Tymczasem gatunki te znacznie rzadziej niż myszy zakażają kleszcze bakteriami Borrelia. W rezultacie zakaża się mniejszy odsetek larw, a po ich przeobrażeniu mniej nimf przenosi bakterie.
Mróz nie wystarczy, żeby pozbyć się kleszczy
Eksperymenty podważyły również przekonanie, że skrajnie wysokie lub niskie temperatury skutecznie zabijają kleszcze. Ponad trzy dekady obserwacji pokazały, że pojedyncze okresy silnych upałów lub mrozów nie powodują takiego efektu w naturalnym środowisku. Kleszcze prawdopodobnie chronią się przed ekstremalnymi temperaturami, przemieszczając się w głębsze warstwy gleby i chowając pod ściółką. Sroga zima nie musi więc oznaczać, że w kolejnym sezonie będzie ich mniej.
Naukowcy zauważyli jednocześnie, że w cieplejszych niż zwykle latach nimf było mniej. Ponieważ obserwacja ta nie jest zgodna z dotychczasowymi sugestiami, według których ocieplenie klimatu może sprzyjać wzrostowi liczebności kleszczy, zależność wymaga dalszych badań.
Fot. Kleszcz/East News
Tomasz Wypych





Komentarze
Pokaż komentarze