Szarlatani zatruwają sieć. Pacjenci rezygnowali nawet z chemioterapii

Redakcja Redakcja Zdrowie Obserwuj temat Obserwuj notkę 19
Dezinformacja medyczna zalewa Internet, a jej skutki mogą być tragiczne. W ciągu niespełna półtora roku treści na ten temat wygenerowały w Polsce ponad 3,5 mld kontaktów z przekazem. Rzecznik Praw Pacjenta ostrzega przed internetowymi "szarlatanami”, którzy oferują proste recepty na poważne choroby. Zdarzały się już przypadki pacjentów onkologicznych, którzy pod ich wpływem rezygnowali z chemioterapii.

Z artykułu dowiesz się: 

  • Ponad 3,5 mld kontaktów z przekazem wygenerowały publikacje i wpisy dotyczące dezinformacji medycznej od stycznia 2025 do 15 maja 2026 roku
  • 54 proc. analizowanych treści dotyczyło ruchów antyszczepionkowych, a 23 proc. teorii związanych z żywieniem
  • Rzecznik Praw Pacjenta informuje o pacjentach onkologicznych, którzy rezygnowali z chemioterapii na rzecz „cudownych” metod znalezionych w internecie
  • Prezydent Karol Nawrocki skierował tzw. lex szarlatan do Trybunału Konstytucyjnego i przedstawił własną propozycję zmian

Szarlataneria w medycynie to realny problem. Tylko w ciągu niespełna 15 miesięcy publikacje i wpisy dotyczące dezinformacji medycznej wygenerowały w Polsce łącznie ponad 3,5 mld kontaktów z przekazem.

– Dezinformacja medyczna przy tak dużej liczbie social mediów, informacji, które codziennie do nas napływają, jest bardzo poważnym problemem. Widzimy, że szczególnie poprzez kategoryzowanie internautów dezinformacja od razu działa na osoby, które na przykład mówią o tym, że mają jakąś przypadłość. Tak działają mechanizmy social mediów – mówi w rozmowie z agencją Newseria Konrad Madejczyk, rzecznik prasowy Biura Rzecznika Praw Pacjenta. 


Ponad 3,5 mld kontaktów z dezinformacją medyczną

Od stycznia 2025 roku do 15 maja 2026 roku w polskich mediach tradycyjnych pojawiło się ponad 32 tys. publikacji dotyczących dezinformacji medycznej, a w mediach społecznościowych – ponad 347 tys. wpisów. Tak wynika z raportu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i Mediaboard. W tym czasie publikacje medialne dotyczące dezinformacji medycznej wygenerowały 2,67 mld kontaktów z przekazem, a wpisy w mediach społecznościowych – nieco ponad 850 mln. Eksperci podkreślają, że skala problemu rośnie i może stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego, w tym m.in. dla osób chorujących na nowotwory.

– Zaczynamy się borykać z problemem, który będzie później narastał. Osoby, które obecnie stosują różne dziwne praktyki, ale nie naturalne metody leczenia, ale te, które są stosowane przez osoby mające tytuł zawodowy inżyniera, to jest kredyt zdrowia, który trzeba będzie spłacić – podkreśla Konrad Madejczyk.

Największą część przekazu dotyczącego dezinformacji medycznej stanowiły treści związane z ruchami antyszczepionkowymi (54 proc.). Dominowały materiały podważające bezpieczeństwo szczepień, łączące je m.in. z autyzmem, chorobami przewlekłymi, niepożądanymi odczynami poszczepiennymi (NOP), ukrywaniem danych czy interesami firm farmaceutycznych.

Na drugim miejscu znalazły się teorie żywieniowe (23 proc.), które obejmowały m.in. lewoskrętną witaminę C, duże dawki witaminy D, głodówki, zakwaszenie organizmu, odrobaczanie czy pasożyty. Wspólnym motywem było promowanie prostych, „naturalnych” rozwiązań jako alternatywy dla diagnostyki i leczenia.

Kategoria dotycząca środowiska (16 proc.) obejmowała przede wszystkim chemtrails, 5G, Wi-Fi i fluoryzację. Narracje te łączyły kwestie zdrowotne z technologią i otoczeniem, sugerując m.in. zatruwanie ludzi, sterowanie pogodą, szkodliwość promieniowania i kontrolę społeczną. 


Medyczne fake newsy bardzo dobrze się sprzedają

Dezinformacja medyczna wpływa na decyzje dotyczące szczepień, leczenia, diagnostyki i profilaktyki, a także na zaufanie do instytucji medycznych. Oddziałuje również na relacje społeczne i osłabia zaufanie do lekarzy. Może prowadzić do rezygnacji z terapii, opóźnienia diagnostyki lub podejmowania działań zagrażających zdrowiu. Dodatkowym wyzwaniem staje się rozwój sztucznej inteligencji, która z jednej strony może wspierać medycynę, z drugiej zaś ułatwia tworzenie fałszywych autorytetów i może pogłębiać chaos informacyjny.

– Medyczne fake newsy bardzo dobrze się sprzedają. Każdy z nas szuka informacji na temat naszego stanu zdrowia. Kiedyś to było pytanie do tzw. wujka Google, dziś często do sztucznej inteligencji. Ona znajduje różne wyniki, a my wchodzimy na te strony. Te, które są nam podpowiadane, to są bardzo często strony osób, które działają w internecie, zarabiając na tej działalności na zasadzie prywatnej praktyki zawodowej, niemedycznej. Te informacje są bardzo łatwe dla nas, ponieważ ci rzeczeni szarlatani zawsze mają proste odpowiedzi: „wszystko da się wyleczyć bardzo szybko, ja mam złoty środek, który ci pomoże, nie bierz innych leków” – tłumaczy Konrad Madejczyk.

Największy udział w strukturze przekazu miał YouTube, który odpowiadał za 54,2 proc. wszystkich wpisów. Zdaniem autorów raportu pokazuje to istotną rolę materiałów wideo w rozpowszechnianiu narracji dotyczących zdrowia, pseudomedycyny i teorii spiskowych. Na drugim miejscu znalazł się Facebook (39,5 proc.), a na trzecim serwis X (4,9 proc.).

Pacjenci rezygnowali z chemioterapii. "Stan drastycznie się pogorszył”


Szczególnie niebezpieczne mogą być fałszywe informacje kierowane do osób zmagających się z poważnymi chorobami. Rzecznik Praw Pacjenta wskazuje na przypadki pacjentów onkologicznych, którzy pod wpływem pseudomedycznych treści z internetu rezygnowali z leczenia.

– To jest największy problem, kiedy na przykład oni mówią do osób chorych na nowotwory: odstaw chemioterapię. Miały miejsce takie przypadki, kiedy zgłaszali się do nas pacjenci, którzy odłożyli chemioterapię, a ich stan wtedy drastycznie się pogorszył mimo stosowania tych „cudownych” metod z internetu. To jest informacja, która zawsze znajdzie podatny grunt, tak jak informacja o lądowaniu kosmitów w historii – uważa rzecznik prasowy Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

Problemem szarlatanerii medycznej zajęli się również politycy. Do podpisu prezydenta trafiła uchwalona przez parlament nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, określana jako „lex szarlatan”. Prezydent Karol Nawrocki skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, a jednocześnie przedstawił własny projekt zmian.  

Fot. East News/zdj. ilustracyjne

Tomasz Wypych

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj19 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Rozmaitości