Żeby zrozumieć ostatni skandal związany ze służbą zdrowia w Polsce, czyli kwestię gigantycznych wynagrodzeń lekarzy, trzeba sięgnąć wzrokiem dalej niż to, co się dzieje obecnie w polskich szpitalach. Po pierwsze zauważmy, że istnienie NFZ i ZUS nie jest dogmatem KK. Wiem, że dla wielu, którzy już przywykli do lewicowej infiltracji Kościoła po SWII to zdanie może być szokujące. Kościół nigdy nie nauczał, że obowiązkowe ubezpieczenia społeczne i zdrowotne kontrolowane oraz zarządzane przez państwo są rozwiązaniem zgodnym z katolickim nauczaniem społecznym. Na odwrót Kościół zawsze podkreślał, że państwo powinno stworzyć takie warunki, w których obywatele sami mogą się zatroszczyć o swoje (dzieci, rodziców) zdrowie i starość. Kościół też zawsze wzywa do miłosierdzia i dobroczynności, czyli, aby każdy chrześcijanin wspomagał słabych i biednych. Chodzi jednak o indywidualną decyzję, aby dzielić się z innymi, a nie o państwowy terroryzm, aby „zabierać bogatym, a dawać biednym”. Każdy człowiek ma sam troszczyć się swoje zdrowie, starość. Sam decydować jak to sobie zabezpieczyć: różnego rodzaju fundusze, prywatne kasy chorych, inwestycje, systemy oszczędzania czy w końcu inwestycje we własne … dzieci. Z drugiej strony jesteśmy zobowiązani do pomagania bliźnim. Od zarania istnienia Kościół tworzył przytułki, szpitale, sierocińce, schroniska. W czasach rzymskich Kościół był na tyle sprawny w opiece zdrowotnej i ubezpieczeniach społecznych, że jego „NFZ i ZUS” próbowali kopiować sami imperatorzy.
Co było, kiedy jeszcze ZUS nie było? Ludzie rodzili i wychowywali dzieci, które troszczyły się o nich na starość. Jeszcze dzisiaj w Kirgistanie ten system działa w miarę sprawnie: najmłodszy syn pozostaje na ojcowiźnie i ma obowiązek troszczyć się o rodziców, w czym pomaga mu całe rodzeństwo. Ten naturalny system promował małżeństwo, rodzinę i posiadanie potomstwa, czyli był głęboko związany z naturą i biblijną antropologią. Kto miał rodzinę, ten miał zabezpieczenie swojego zdrowia i starości. System ten funkcjonował przez tysiąclecia, natomiast ZUS istnieje zaledwie 150 lat. W tym systemie wszystko działa dobrze, jeśli rodzą się dzieci, które jako dorosłe zwracają rodzicom wkład w ich wychowanie, edukację i zdrowie. Kiedy jezuici w XVII wieku zakładali w Ameryce Łacińskiej redukcje, czyli osiedla dla Indian eksterminowanych przez łowców niewolników i cierpiących od trudnych warunków życia w dżungli, zetknęli się po pewnym czasie z ciekawym zjawiskiem. Póki Indianie Guarani żyli w dżungli gonieni przez konkwistadorów i czarną panterę, póty mieli dużo dzieci, z których wiele umierało, ale te, które przeżyły troszczyły się o swoich rodziców. Zamieszkawszy w redukcjach zaznali dobrobytu oraz bezpieczeństwo i w rezultacie … przestali płodzić dzieci. Jezuici przewidując, że taka wygodna postawa Indian doprowadzi do kryzysu „naturalnego” ZUSu mianowali dozorców, którzy chodzili nocą po wiosce i budzili Indian, aby ci brali się do roboty …
ZUS zniszczył naturalny system opieki zdrowotnej i społecznej, ponieważ nagradza on tych, którzy dzieci nie mają. Kto ma dzieci musi łożyć na potomstwo i równocześnie płacić składki, czyli jest podwójnie obciążony, natomiast z zarobków jego dzieci będzie korzystać tak samo on, jak i jego kolega, który całe życie bimbał sobie samotnie i zbijał bąki zamiast płodzić dzieci oraz łożyć finanse na swoje potomstwo. Tak więc system ubezpieczeń zdrowotnych i społecznych jest w swoim korzeniu antyrodzinny, a to oznacza antyspołeczny. ZUS i NFZ to ogromne niebezpieczeństwo dla całej społeczności, ponieważ promuje tych, którzy nie wypełniają pierwszego bożego przykazania (bądźcie płodni i rozmnażajcie się).
Tak więc ZUS to bardzo ryzykowne przeniesienie mechanizmów w skali micro (rodzina) na skalę macro (społeczeństwo). W rodzinie to normalne, że rodzice rodzą i wychowują dzieci, płacą za ich leczenie, a potem dzieci się troszczą o starszych rodziców. Każda matka i ojciec w sposób naturalny działają według tego schematu: co dałem, to mam nadzieję otrzymać. Rodzi się dziecko, znaczy z niego wyrośnie ktoś, kto zaopiekuje się mną, kiedy znowu ja sam będę jak dziecko. Niestety w skali społecznej ten mechanizm nie działa, bo przecież to absurdalne przekonywać kobietę, żeby urodziła chociażby 3 dzieci, aby starczyło pieniędzy na składki ZUS, kiedy sama się zestarzeje. Cóż z tego, że wychowam 3 czy 5 dzieci, jeśli moja sąsiadka będzie wygodną singielką bez dzieci, a na starość będzie korzystać ze składek wpłacanych przez moje dzieci, tak samo jak ja. Tak więc mechanizm funkcjonowania ZUS może raczej zniechęcać do posiadania potomstwa niż do tego zachęcać.
Pierwszy ZUS stworzył pod koniec XIX wieku kanclerz Otto von Bismarck, głównie po to, aby wygrać batalię z socjalistami o duszę proletariatu, którzy nieustannie krytykowali kapitalistyczne państwo za brak troski o robotników, i w ogóle ludzi ubogich. Tworząc jednak niemiecki ZUS (potem kopiował go cały świat) Bismarck mimowolnie położył fundamenty pod socjalistyczne państwo, w którym żyjemy do dnia dzisiejszego. W Polsce ZUS jako instytucję państwową stworzono w 1934 (przed wojną obejmował też opiekę zdrowotną) i trwa on u nas dzielnie do dnia dzisiejszego. Po wojnie komuniści oddzielili opiekę zdrowotną i stworzyli państwowy system służby zdrowia kopiując model stworzony przez wybitnego, radzieckiego działacza państwowego, tamtejszego komisarza ds. zdrowia Nikołaja Siemaszko. I mimo upadku PRL, wejścia wolnego rynku, w naszej ojczyźnie dalej króluje w kwestii zdrowia wynalazek radzieckiego męża stanu.
Obecny kryzys w państwowej służbie zdrowia podobny jest do działania ogromnego supermarketu, gdzie pracuje mnóstwo sprzedawców, odwiedza go tłum klientów, ale ten supermarket nie ma … właściciela. Sprzedawcy chcą sprzedać jak najwięcej, nie zważając ile zapłacono za dany towar producentowi, natomiast kupujący chcą kupić wszystko co się da możliwie tanio, a najlepiej bezpłatnie. Taki supermarket oczywiście długo nie pociągnie. Państwo jest kiepskim, nieefektywnym i niegospodarnym właścicielem. Z praktyki PRL wiemy, że socjalizmu nie da się zreformować, można go tylko zlikwidować, a państwowy system ubezpieczeń zdrowotnych i społecznych jest chory u swoich fundamentów pozostając skamieniałością socjalizmu w naszym, i nie tylko naszym, państwie. I nie wiadomo co z tym fantem zrobić, ponieważ likwidacja ZUS jest zadaniem karkołomnym. Gdyby dzisiaj zwolnić młodych zaczynających pracować z przymusowych składek socjalnych, aby sami zdecydowali jak chcą sobie zabezpieczyć opiekę zdrowotną i spokojną starość, to powstanie gigantyczny problem jak wypłacać emerytury i leczenie dzisiejszym staruszkom. Skąd wziąć na to pieniądze?
Socjalizm to jak wiadomo system, który rozwiązuje problemy, które … sam stworzył. Dlaczego PiS niezbyt ochoczo zaangażował się w krytykę obecnego systemu opieki zdrowotnej? Ponieważ tak samo jak PO jest partią socjalistyczną i NFZ oraz ZUS będzie bronił jak okopów Świętej Trójcy. Po co krytykować system, który po spodziewanym przejęciu władzy będzie się dalej podtrzymywać przy życiu? Istnienie NFZ i ZUS to jeden ze sposobów uzależnia od państwa (partii politycznych) obywateli, wyciągania od nich pieniędzy (pod pretekstem, że obywatel jest biedny i grabionemu bogatemu nie współczuje).
Cóż proponują nam rządzący? Kolejne regulacje, restrykcje i kontrole. Co one spowodują? Żyłem przez lata w Kirgistanie, państwie totalnie skorumpowanym. Wszelkie kontrole, nadzory, walka z korupcją prowadza do jednego: korupcja staje się jeszcze kosztowniejsza, bo trzeba dawać w łapę nie tylko urzędnikom, ale jeszcze tym policajom, którzy jakoby ich nadzorują, a faktycznie zmuszają do dzielenia się łapówkami. Państwowa służba zdrowia jest instytucją niereformowalną, a co ciekawe obok niej istnieją prywatne gabinety, przychodnie, szpitale i nikt tam się nie skarż, że lekarze zarabiają za dużo, chyba że te firmy mają styczność z państwową służbą zdrowia. ZUS jeszcze jakoś funkcjonuje (choć tonie w długach) ponieważ emeryturami łatwiej sterować centralnie, natomiast dużo gorzej jest z leczeniem. Każdy z nas chce być zdrowy i żyć wiecznie. Współczesna medycyna ma kosmiczne możliwości leczenia i przedłużania naszego życia. Koszty tego leczenia są również coraz bardziej kosmiczne. Każdy chce z tego korzystać, a najlepiej bezpłatnie. Tworzy to system, który skazany jest na zagładę. Żaden system państwowych ubezpieczeń zdrowotnych nie wytrzyma takiego nacisku: pieniędzy zawsze będzie brakować, a pacjenci zawsze będą niezadowoleni. Tylko prywatne kasy chorych mogą sobie poradzić z takim problem, gdyż tam jasno się mówi ile leczenia możesz otrzymać za daną składkę. Kij jakim jest NFZ ma jednak dwa końce, drugim jest ten, który wali po politykach, bo przecież żaden z nich nie oświadczy swoim wyborcom, że ktoś z nich umrze wcześniej, ponieważ pieniędzy na leki, lekarzy i niewyobrażalnie drogą aparaturę nie może starczyć dla wszystkich.
Kościół uczy odpowiedzialności: każdy człowiek sam odpowiada za swoje czyny, za swoje decyzje, za swoje życie. Państwo zamiast podatkami i składkami grabić obywatela, by potem tymi pieniędzmi źle zarządzać lub prostu je rozrzucać na wiatr, powinno obywatela zostawić w spokoju i zacząć go traktować jako dorosłego, który sam wie jak się o siebie zatroszczyć. A obywatel musi się pozbyć mirażu, że coś otrzymuje za darmo, na krzywy ryj: to ułuda, bo każdy z nas płaci za każdą tabletkę.
Przy okazji można zauważyć jak wielkim mężem stanu był Barack, który myśląc dalekowzrocznie dzięki Obamacare pchnął Amerykę w kierunku systemu stworzonego przez tow. Siemaszko.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)