Nowacka w ogniu krytyki. Rodzice i nauczyciele mówią reformie głośne "nie"

Redakcja Redakcja Edukacja Obserwuj temat Obserwuj notkę 21
Z początkiem nowego roku szkolnego 2026/2027 w podstawówkach zaczną obowiązywać kolejne modyfikacje przepisów dotyczące zadań domowych. Choć szefostwo ministerstwa edukacji przekonywało o konieczności odciążenia uczniów, najnowsze dane i nastroje społeczne jednoznacznie pokazują skalę rozczarowania dotychczasowymi efektami rządowych reform.

Z artykułu dowiesz się:

  • Jakie nowe zasady dotyczące zadań domowych wejdą w życie we wrześniu 2026 roku
  • Co wykazał oficjalny raport ewaluacyjny Instytutu Badań Edukacyjnych
  • Ilu Polaków w badaniu dla Wirtualnej Polski sprzeciwia się ograniczaniu prac domowych
  • Dlaczego eksperci ostrzegają przed podwyższaniem ocen za prace generowane przez sztuczną inteligencję

Nowe zasady w szkołach od 1 września 

Korekty ministerialych wytycznych stanowią element szerokiej reformy programowej pod nazwą „Reforma26. Kompas Jutra”, która od dziś, 1 września 2026 r., obejmuje przedszkola oraz klasy I i IV szkół podstawowych. Wprowadzane zmiany w zadawaniu prac domowych są zaledwie jednym z wielu elementów tej dużej operacji.

Od 1 września 2026 roku w klasach IV-VIII szkół podstawowych wchodzi w życie zakaz zadawania uczniom praktyczno-technicznych prac domowych do wykonania w czasie wolnym od zajęć. Zatem nauczyciele nie mogą już zlecać przygotowywania makiet, rysunków czy wyszywanek w domach.

Nowelizacja rozporządzenia nakłada na kadrę nowy obowiązek. Nauczyciel musi sprawdzić każdą pisemną pracę domową, a uczeń ma w odpowiedzi otrzymać rzetelną informację na temat wykonanego zadania.

Resort wprowadził także furtkę w zasadach oceniania rocznego. Pedagog będzie mógł uwzględnić systematyczność ucznia w wykonywaniu dobrowolnych prac domowych przy ustalaniu rocznych ocen klasyfikacyjnych i podwyższyć tę notę, o ile dana placówka przewidzi taką możliwość w swoim statucie. 

Równolegle z nowymi zasadami dotyczącymi prac domowych, od 1 września 2026 roku wchodzi w życie ustawowy zakaz korzystania z telefonów komórkowych oraz innych urządzeń komunikacyjnych w szkołach podstawowych podczas lekcji i przerw. Kolejną istotną zmianą obowiązującą w tym samym terminie jest wprowadzenie edukacji zdrowotnej jako przedmiotu obowiązkowego i ocenianego w klasach IV-VIII szkół podstawowych. 


Nauczyciele alarmują. Raport IBE obnaża skutki reformy

Wprowadzane korekty nakładają się na bardzo krytyczne oceny skutków regulacji obowiązujących od wiosny 2024 roku. Instytut Badań Edukacyjnych opublikował raport ewaluacyjny z badania przeprowadzonego w czerwcu i lipcu 2025 roku na reprezentatywnej próbie 2081 szkół podstawowych. W ramach badania zebrano ponad 7500 ankiet i opinii. Dane zawarte w raporcie uderzają bezpośrednio w dotychczasową narrację ministerstwa.

Według raportu IBE, zmiany dotyczące prac domowych oceniło jako niekorzystne dla uczniów aż 84,9 proc. pedagogów uczących najmłodsze dzieci oraz 89,9 proc. kadry pracującej ze starszymi rocznikami szkół publicznych.

W badaniu IBE ponad dwie trzecie nauczycieli wskazało na spadek chęci do nauki u uczniów. W klasach IV-VIII tę opinię podziela aż 84 proc. badanych. Pracownicy szkół zaobserwowali ponadto obniżenie motywacji oraz systematyczności po wprowadzeniu rozporządzenia z marca 2024 roku.

Kadra ucząca starsze roczniki widzi też konkretne problemy w codziennej pracy. Aż 91,3 proc. nauczycieli dostrzega trudności z utrwalaniem materiału. Kolejne 79,9 proc. mówi o mniejszej odpowiedzialności za naukę, a 76,9 proc. o pogorszeniu samodzielności uczniów. Dodatkowo 35,3 proc. badanych wskazało na zwiększoną liczbę zachowań rozpraszających podczas zajęć lekcyjnych.

Polacy chcą powrotu do zadań domowych w normalnym trybie

Negatywne oceny reformy nie ograniczają się wyłącznie do odczuć środowiska nauczycielskiego. Przeciwni ograniczaniu zadań są również sami rodzice.

Portal WP opublikował wyniki sondażu Ariadna, w którym aż 49 proc. respondentów opowiedziało się przeciwko ograniczeniu zadawania prac domowych w szkołach podstawowych. Zwolennicy ministerialnego projektu znaleźli się w wyraźnej mniejszości - za ograniczeniem opowiedziało się jedynie 21 proc. badanych.

Wyniki badania pokazują rosnący sceptycyzm społeczny wobec rewolucji przeprowadzanej w polskiej oświacie. Wielu rodziców obawia się, że brak konieczności systematycznej pracy w domu odbije się negatywnie na wynikach egzaminów i przygotowaniu młodzieży do kolejnych etapów edukacji. 


Nowacka broni swoich decyzji, eksperci ostrzegają

Władze MEN od początku konsekwentnie broniły podjętych decyzji, argumentując je koniecznością wyrównywania szans edukacyjnych oraz prawem dzieci do wypoczynku. - Rozumiem, że to budzi dyskusje. Ale polska szkoła potrzebuje zmiany. Dzieci mają prawo do czasu wolnego i mogą go spędzać, jak chcą. Np. na czytaniu lektur, na zajęciach dodatkowych. Ale szkoła ma też za zadanie wyrównać szanse. Mam poczucie głębokiej niesprawiedliwości, że dzieci rodziców zamożniejszych mogły się lepiej przygotowywać w domu niż dzieci stygmatyzowane złą oceną - tłumczyła Barbara Nowacka.

Zupełnie inaczej na nowe wytyczne patrzą eksperci i praktycy edukacyjni. Robert Górniak na profilu "Dealerzy wiedzy” zwrócił uwagę na absurdy nowych regulacji dotyczących podwyższania ocen za dobrowolne prace. W jego ocenie nowe przepisy doprowadzą do kuriozalnej sytuacji, w której nauczyciel  będzie zmuszony podwyższyć ocenę za zadania napisane w rzeczywistości przez sztuczną inteligencję. Młodzież nagminnie korzysta z ChataGPT, przygotowując się do lekcji w szkołach. Potrafi również sprawnie posługiwać się promptami do generowania gotowych wypracowań, co w oczywisty sposób utrudni rzetelną weryfikację samodzielnej pracy ucznia.   


Fot. Barbara Nowacka, szefowa MEN/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj21 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo