Zaczynając z późnego średniowiecza, Święto Bożego Ciała powoli zdobywało swoje miejsce w życiu Kościoła, natomiast prawdziwą furorę zaczęło robić w okresie kontrreformacji. Zasługę tutaj wielką mieli moi współbraci, którzy stworzyli tę formę procesji, jaka z grubsza funkcjonuje do dzisiejszego dnia. Jezuici i np. św. Karol Boromeusz mieli bardzo jasną intencję w inicjowaniu niezwykle rozbudowanej i wręcz pompatycznej uroczystości: chodziło o zadeklarowanie, tak wobec wątpiących katolików, jak wobec przeciwnych protestantów, wiary Kościoła o rzeczywistej obecności Jezusa w Eucharystii. W XVI/XVII wieku procesje organizowano z wręcz widowiskowym przepychem, z orkiestrą i wszelkimi innymi środkami audio-wizualnymi. Był to na tamte czasy najprawdziwszy event, który przyciągał uwagę całej społeczności na treści, które chcieli popularyzować organizatorzy. Przemawiający do zmysłów i uczuć spektakl rzeczywiście przynosił rezultaty w postaci nawróceń wśród luteranów (mieszczanie) i kalwinistów (szlachta i arystokracja).
A dzisiaj? Według mnie procesja Bożego Ciała wpisuje się dzisiaj bardziej w schemat rekonstrukcji historycznej i to niezbyt atrakcyjnej, niż ewangelizacji i skutecznej propagandy. Jeżeli w przeszłości procesja Bożego Ciała była ewangelizacją przy wykorzystaniu wszelkich możliwych środków, to dzisiaj jest niezbyt zrozumiałym dla ogółu marszem. Szczególnie widoczne jest to w dużych miastach, gdzie 60-80 % potencjalnych odbiorców, to osoby rzadko mające do czynienia z Kościołem i nie znające prawie w ogóle chrześcijaństwa. Komu to wszystko służy? Chyba jedynie samym uczestnikom, bo widownia niewiele z tego rozumie: jeszcze jeden przejaw folklorystycznego zachowania Kościoła, który ugrzązł w przeszłości i nie potrafi komunikować teraźniejszości swojego przesłania. Wszystkie te baldachimy, chorągwie, feretrony i sypanie kwiatków delikatnie mówiąc trącą myszką. Podobna zresztą sytuacja jest z procesją rezurekcyjną, która w samej swojej istocie powinna być demonstracją światu wiary w Zmartwychwstanie. Tymczasem krążenie wokół kościoła za parafialnym murem jest wręcz manifestacją alienacji i wyobcowania.
Czy mam pozytywne przykłady jak realnie i w sposób atrakcyjny manifestować swoją wiarę? Oczywiście, że mamy. Dobrym tego przykładem jest Orszak Trzech Króli i Orszak Wszystkich Świętych. Mają one zdecydowanie współczesną inscenizację i sposób przeprowadzenia. Nawet dzieci chętnie w nich uczestniczą i z dużym zaangażowaniem przygotowują stroje. Te orszaki przyciągają uwagę mieszkańców i współczesną formą są w stanie przekazać jakieś prawdy wiary. W porównaniu z nimi Procesja Bożego Ciała wygląda zazwyczaj na dosyć apatyczną i mało atrakcyjną imprezę. Jeśli ktoś uważa, że nie chodzi tutaj o propagandę, tylko o oddanie czci, to dlaczego w takim razie chodzić po ulicach miasta, zamiast dostojnie odprawić wszystko na kościelnym dziedzińcu?
Dodatkowy problem polega na tym, że Eucharystia jest tajemnicą skierowaną do tych, którzy już są członkami wspólnoty Kościoła, a nie do tych którzy Ewangelii i Jezusa nie znają, a taka jest większość naszego społeczeństwa. Procesja Bożego Ciała powstawała w czasach, kiedy Europa była chrześcijańska i kwestią sporną nie była prawdziwość Ewangelii, tylko poszczególne tajemnice wiary, w tym wypadku Eucharystia. Dlatego dzisiaj może lepiej przesunąć akcent z samej Eucharystii na Bożą miłość, którą ona wyraża i w ten sposób manifestować podstawowe prawdy ewangelicznego przesłania. Jeśli jak często się mówi procesja Bożego Ciała ma być manifestacją naszej wiary, to znaczy, że ta manifestacja powinna być zrozumiałym przekazem dla adresata. Tymczasem wydaje mi się, że mieszkańcy naszych miast widząc procesję niezbyt kojarzą o co w niej chodzi? Weźmy zupełnie inny przekaz: pride parade – wszyscy rozumieją, że przy ich pomocy promuje się ideologię LGBT. Sygnał jest czytelny, i tak samo czytelny powinien być sygnał procesji Bożego Ciała.
Przy czym chcę podkreślić, że bynajmniej nie jestem za jakąkolwiek likwidacją procesji Bożego Ciała, lecz na odwrót chciałbym pobudzić nas do szukania dróg, aby ona pełniło tę rolę, którą werbalnie jej nadajemy. Nie uważam też, że moja opinia jest absolutnie nieomylna, lecz jedynie chcę zwrócić uwagę na problem, do którego przywykliśmy. Liturgia trydencka uległa znacznej reformie po Soborze Watykańskim II, jej celem było usunięcie różnych nieodpowiednich naleciałości i uczynienie jej bardziej zrozumiałej dla współczesnego człowieka. I chociaż ta reforma często, gęsto była dokonywana przy pomocy siekiery, to jednak była nieunikniona. Trudno by sobie było dziś wyobrazić, gdyby Msze w 2026 r. sprawowane były po łacinie i według starego Mszału. I paradoksalnie nie mielibyśmy pewnie dziś całego ruchu tradycjonalistycznego, który podkreśla obecność sacrum i tajemnicy w liturgii. Tymczasem procesja Bożego Ciała trwa niezmiennie w tej samej formie w jakiej powstała w XVI wieku. Jaki jest sens traktować procesję Bożego Ciała jako formę wyznania wiary, jeśli to wyznanie wiary dla dużej części odbiorców jest po prostu niezrozumiałe? To tak jak byśmy czytali ludziom Ewangelię w suahili i dziwili się, że oni nic nie rozumieją. Jeśli społeczeństwo takie procesje lekceważy, to czy wynika to wyłącznie z niechęci do Kościoła i Ewangelii, czy też z tego, że są one niezrozumiałe?
Właśnie wróciłem z kolejnej wyprawy do Hiszpanii. W tym jeszcze do niedawno super katolickim kraju Kościół sięgnął chyba dna: niezliczone kościoły pozamykane, księży jak na lekarstwo, a sam Kościół zmarginalizowany. Nieliczni ludzi, głównie starsi, na Mszy Świętej. Jest jeszcze neokatechumanat i Opus Dei, ale oni jak wiadomo działają w ukryciu, więc trudniej ich zaobserwować. Natomiast gigantyczne procesje na Wielki Piątek kwitną w najlepsze, szczególnie na południu i zachodzie kraju, czyli tam gdzie chrześcijanie najdłużej byli pod butem islamu. W procesji kilkudziesięciu mężczyzn niesie na sobie jedną ze stacji drogi krzyżowej, otoczeni przez zakapturzone postacie pokutników, które wziął sobie za wzór Klu-klux Klan. Sam Kościół jednak od tych procesji się dystansuje, bo tracą one coraz bardziej swój religijny charakter, stając się wydarzeniem folklorystycznym i tradycją podtrzymującą lokalny patriotyzm. Te procesje wielkopiątkowe są dzisiaj prawie tym samym co festiwal La Tomatina w Buñol, niedaleko Walencji, czyli walka na pomidory lub gonitwa byków w Pampelunie podczas festiwalu San Fermin – elementem miejscowej kultury przyciągającym turystów z całego świata. Czy układanie kwiatków w Pcimierzu nie jest czymś podobnym?
Mamy już wiele grup, które zajmują się ewangelizacją uliczną, pantomimą, tańcem czy też organizacją koncertów lub dużych imprez ewangelizacyjnych na stadionach. Z tych doświadczeń trzeba by korzystać, zapraszać tych ludzi do modyfikowania przestarzałej formy procesji Bożego Ciała. W przeciwnym wypadku ta uroczystość w najlepszym wypadku będzie się upodabniać do rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem lub folklorystycznego koncertu gospodyń wiejskich.





Komentarze
Pokaż komentarze (38)