Sakrament bierzmowania średnio działa. Jest nazywany sakramentem pożegnania. Młodzi bierzmowani kończą na nim swoją aktywność kościelną i znikają na lata. Aż do ślubu albo i pogrzebu. To zjawisko nałożyło się na import doktryn charyzmatycznych w sposób fundamentalny nie do pogodzenia z Depozytem Wiary. Powstał dość wybuchowy koktajl opisany przez Marka Piotrowskiego w książce Chrzest w Duchu Świętym. Konieczność czy nowinka? Jest to druga pozycja z cyklu a tak w ogóle to kolejna. Autorowi temu zdarzało się bowiem popełnić fundamentalne pozycje kompleksowo opisujące rzeczywistość transcendentną. No dobra. Fundamentalna jest może jedna, ale w dwóch częściach za to.
Dla osoby która nie zetknęła się z rzeczywistością charyzmatyczną treści tu zawarte wydadzą się oderwane i abstrakcyjne. Ale jak się zetknęła to nie. Mówimy bowiem o doktrynach wywodzących się z grup odrzucających życie sakramentalne z jednej strony, a nastawionych na niesamowitość z drugiej. U nas w Kościele wygląda to tak, że przyjmowane są pewne rytuały gdyż do bierzmowania byli wszyscy i widać, co sobą reprezentują. Skuteczny ma być za to określony obrząd, gdyż pociąga za sobą manifestacje, ale nie wszystkie. W Dziejach Apostolskich mamy języki ognia nad głowami, ale tu to nie. Mamy za to upadek, czyli walenie się na podłogę. Posadzka rysowana jest siekaczami i szkoda jej. Gdyby zwrot ruchu był odwrotny, czyli do góry pod sufit efekt z pewnością byłby bardziej przekonywający.
https://youtu.be/os2Uum5klpg?si=-5G3VI2W1wLPBHF_
Autor się odnosi do rzeczywistości biblijnej, gdzie chrzest i bierzmowanie zostały wyraźnie zarysowane. Znajdziemy tu rys historyczny rozmaitych nauk. Znajdziemy omówienie wyskoków ruchów związanych z tzw. Toronto Blessing, Co do zasady doktryny protestanckie są na tyle inne, że praktycznie wszystko jest tam postawione na głowie. Te różnice nieprzezwyciężalne przewijają się przez całą książkę, która nie jest strumieniem świadomości. Wszystko jest uporządkowane i posegregowane w rozdziałach, punktach i podpunktach. Nie koniecznie zatem trzeba czytać od razu całość. To jest raczej takie kompendium z wskazówkami przydatnymi.
W praktyce jest tak, że istnieje inercja teologiczna i ludzie nie są konsekwentni i nie wyciągają oczywistych wniosków. Jakoś to się rozłazi. Najbardziej odjechane grupy po recepcji owych poglądów odchodzą od Kościoła, aby nie bratać się z nienowonarodzonym motłochem.
Pozycja ta jest cennym wkładem w apologetyczną działalność. Tematyka jej jest mi znana od dawna ale zagadnienia są tu uporządkowane i usystematyzowane. Więc warto. Nie wchodzę tu natomiast w dywagacje o lekceważeniu problematyki przez tzw. czynniki, którym się nie chce i wolontariusze muszą omawiać temat. Z drugiej strony: czy to jest prawidłowa alternatywa? Czy nowinka nie może być koniecznością?
Tutaj informacje o apologetycznych publikacjach Autora:
https://analizy.biz/ksiazkiapologetyczne/
A tu recenzja poprzedniej pozycji:
https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1458422,w-szponach-jezykow




Komentarze
Pokaż komentarze (2)