Tego dowiesz się po przeczytaniu artykułu:
- Dlaczego spotkanie w ministerstwie trwało zaledwie półtorej godziny i nie przyniosło przełomu
- Na czym dokładnie polega spór między rządem a lekarzami o stawki godzinowe
- Co rzecznik NIL napisał na platformie X tuż po zakończeniu rozmów
- Jak chirurg z Braniewa miał zarobić 1,8 miliona złotych, wykazując 1200 godzin pracy miesięcznie
Spotkanie bez Nowaka i bez konkretów
W rozmowach w Ministerstwie Zdrowia zabrakło Filipa Nowaka, szefa Narodowego Funduszu Zdrowia. A to właśnie wyceny, stawki i brak realnej kontroli nad realizacją kontraktów są jedną z głównych przyczyn kryzysu, który trawi system opieki zdrowotnej od lat. Dziennikarze czekający pod ministerstwem nie spodziewali się przełomu. Słusznie.
Rozmowy trwały zaledwie półtorej godziny. Siłą rzeczy nie mogły prowadzić do wypracowania konkretnych rozwiązań. Obie strony okopały się na swoich pozycjach. Nikt już nie straszy lekarzy "pójściem w kamasze", a medycy nie grożą odejściem od łóżek chorych, ale przepaść między stanowiskami pozostaje. Zgoda panuje tylko co do konieczności likwidacji kominów płacowych. Na tym koniec.
240 złotych kontra trzy średnie krajowe
Minister Sobierańska-Grenda podtrzymuje, że maksymalna stawka za godzinę pracy w zawodach medycznych powinna wynosić 240 zł brutto. Lekarze chcą trzech średnich krajowych na etat. Między tymi dwiema liczbami mieści się cały konflikt.
Po spotkaniu obie strony prezentowały urzędowy optymizm. "Ministerstwo przedstawiło już pewne dokonkretyzowane propozycje, ale dużo mówiliśmy o tym, że wymagają one jeszcze korekty, dalszych prac i doszczegółowienia. Widzimy wolę ze strony Ministerstwa Zdrowia do zacieśnienia współpracy" - podsumował Łukasz Jankowski, prezes NIL. Minister Sobierańska-Grenda wtórowała, że zmiany propacjenckie są niezbędne, a limity płacowe w publicznym sektorze muszą powstać.
Rzecznik NIL studzi emocje
Optymizm ministra i prezesa NIL ostudził Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej. Na platformie X napisał wprost: "Zepsuję zabawę Ministerstwu Zdrowia, ale przecież to są wszystko propozycje, które zaproponowano w 2025 roku i się z nich wycofano po konsultacjach z powiatami, szpitalami, politykami, związkami zawodowymi personelu medycznego czy pracodawcami. Czyli siedem miesięcy już czekamy i dalej nie ma projektów ustaw".
Trudno o bardziej trafne podsumowanie stanu rozmów.
1200 godzin w miesiącu i 1,8 miliona złotych
W tle trwających negocjacji wybuchł kolejny skandal. Chirurg z Braniewa miał zarobić 1,8 miliona złotych, wykazując w raportach 1200 godzin pracy miesięcznie. Możliwe to było dlatego, że lekarz łączył dyżury w kilku miejscach jednocześnie: na oddziale, w SOR i w poradni. Nikt tego nie weryfikował.
Wydawało się, że 26 tys. złotych za godzinę, które otrzymywali neurochirurdzy z Mogilna, jest trudne do przebicia. Chirurg z Braniewa poradził sobie z tym bez trudu. Do skali problemu dołożyła też poprzednia dyrektor tamtejszego szpitala: sama sobie przyznawała podwyżki, nie bacząc na przepisy ustawy kominowej. To nie są wyjątki. To symptomy systemu.
TW





Komentarze
Pokaż komentarze (14)