Szpital Południowy w Warszawie /East News
Szpital Południowy w Warszawie /East News

"Sikanie ze słupka". Afera Kacprzyka i system, który na to pozwala

Redakcja Redakcja Wideo Salon24 Obserwuj temat Obserwuj notkę 45
Polskie nakłady na służbę zdrowia wzrosły od 2022 roku prawie dwukrotnie. Pacjenci tego nie czują, bo niemal wszystko pochłonęły podwyżki płac. Gdyby nie 20 miliardów z KPO na sprzęt, byłoby jeszcze gorzej. Mówi to poseł koalicji rządzącej, Adam Gomoła z Polski 2050, w podcaście Algorytmy Władzy Salon24. I to tylko jeden z wątków rozmowy o aferze Kacprzyka, polityce Nawrockiego i tym, czego o Sejmie uczy serial Rancho.

Po przeczytaniu artykułu będziesz wiedział:

  • Dlaczego nakłady na służbę zdrowia wzrosły dwukrotnie, a pacjenci kolejek nie widzą krótszych.
  • Dlaczego poseł Gomoła porównuje aferę Kacprzyka do "sikania ze słupka", a nie z trampoliny.
  • Czego o mechanizmach władzy uczy serial Rancho i dlaczego Gomoła wybrał go zamiast House of Cards.
  • Dlaczego Gomoła uważa, że Karol Nawrocki już wygrał grę o przywództwo prawicy bez zakładania własnej partii 

Dwa razy więcej pieniędzy, te same kolejki

Od 2022 roku nakłady na system ochrony zdrowia wzrosły nominalnie prawie dwukrotnie. W ciągu niecałych pięciu lat. Gomoła przyznaje to bez ogródek, choć mówi o tym jako poseł koalicji rządzącej. Niemal cały ten wzrost pochłonęły podwyżki płac, wynikające z ustawy, którą PiS wprowadził po pandemii. Pacjenci tego wzrostu nie odczuli. Kolejki nie skróciły się. Dostępność świadczeń nie wzrosła.

Adam Gomoła w najnowszym odcinku Algorytmów Władzy


Jedynym realnym zastrzykiem, który trafił bezpośrednio do szpitali, były 20 miliardów złotych z KPO przeznaczone na sprzęt medyczny. Gomoła przypomina, że jeszcze w 2023 roku, gdy koalicja wchodziła do rządu, niemal nikt nie wierzył, że te pieniądze uda się odzyskać. Terminy przepadały, sytuacja była krytyczna. Udało się, po dużej ekwilibrystyce negocjacyjnej. Bez tych środków stan polskich szpitali byłby dziś znacznie gorszy. Poseł zastrzega jednak, że sam sprzęt nie rozwiązuje problemu systemowego, bo większość nowych pieniędzy wciąż idzie na płace, a nie na zwiększenie liczby świadczeń.


"Sikanie ze słupka"

Adam Gomoła nie ma wątpliwości co do sedna afery szpitalnej. Przywołuje żart, który krąży w Sejmie od tygodnia. Grupa chłopców kąpie się w basenie. Ratownik każe im wychodzić i przywołuje do porządku. "Ale przecież tu wszyscy sikają do basenu." "Tak, ale nie ze słupka. Wy sikacie z trampoliny." Poseł tłumaczy, że problem nie jest nowy. Każda polska rodzina zna historię, w której ktoś dostał się do lekarza poza kolejką. System od lat na to pozwala. Problem zaczyna się tam, gdzie tą uprzywilejowaną grupą stają się politycy i gdzie zarobki rosną geometrycznie od 2022 roku, nie przekładając się na dostępność świadczeń.

Gomoła ostrzega jednak przed pochopnym wyrokiem w sprawie drugiego dna afery. Prokuratura bada przypadki śmierci w szpitalu. Poseł przypomina, że w każdej większej placówce medycznej toczą się podobne postępowania, bo taka jest natura zdarzeń medycznych. Domaga się czasu i niezależnego dochodzenia. Krytykuje natomiast wpis premiera Donalda Tuska, który po przesłuchaniu lekarza sygnalisty Emila Jędrzejewskiego napisał na platformie X, że stał się on świadkiem niewiarygodnym. Zdaniem posła taki wpis nie powinien był w ogóle się pojawić, tym bardziej że prokuratura podlega władzy wykonawczej.

Rancho zamiast House of Cards

Adam Gomoła przyznaje wprost, że swoją świadomość polityczną budował na serialu Rancho, a nie na amerykańskich produkcjach o władzy. To nie przypadkowy wybór. Serial pokazuje mechanizmy, którymi politycy przykuwają uwagę do spraw pozornie ważnych, odciągając ją od tych, które realnie wpływają na życie obywateli. Gomoła widzi ten sam wzorzec w bieżącej polityce, gdzie debata o raporcie z likwidacji WSI pochłania energię, której brakuje na reformy.


Bycie najmłodszym posłem w Sejmie ze średnią wieku ponad pięćdziesiąt lat to konkretne wyzwanie. Gomoła buduje relacje z pokoleniem swoich rodziców i dziadków. Przyznaje, że Gen Z ma w polityce swoje przewagi: szybciej adaptuje się do zmian w komunikacji, naturalniej funkcjonuje w środowisku cyfrowym. Ale żeby coś ugrać, trzeba grać zespołowo. Samemu w Sejmie się nie znaczy nic.

Trzydzieści lat tych samych nazwisk

Poseł ma dwadzieścia kilka lat. Przez całe swoje świadome życie obserwował, jak Kaczyński z Tuskiem rządzą na zmianę. Dla niego historia transformacji to nie osobiste wspomnienie, lecz materiał z kanału profesora Dudka, który ogląda z namiętością. To zmienia perspektywę. Gomoła nie nosi w sobie emocji postkomunistycznych sporów. Bardziej go zajmuje to, gdzie dojedzie, niż to, skąd wyruszył.

To właśnie ta perspektywa każe mu inaczej oceniać odejście Szymona Hołowni. Jego zdaniem Polska 2050 nie była gotowa na zmianę przywództwa w 2025 roku. Hołownia zrezygnował w najgorszym możliwym momencie, kiedy powinien był przeczekać, tak jak uczą tego przykłady Tuska i Kaczyńskiego. Zamiast cofnąć się i obserwować, odszedł. A gdy zorientował się, że traci kontrolę nad procesem, było już za późno.

Nawrocki wygrał bez partii

Karol Nawrocki osiągnął coś, czego nie spodziewał się chyba nikt. Został liderem polskiej prawicy bez tworzenia własnej struktury partyjnej. Gomoła uważa, że paradoksalnie pomógł mu w tym Donald Tusk, atakując go w sposób, który sprawdził się za prezydentury Lecha Kaczyńskiego, ale nie działa w epoce mediów społecznościowych. Tamte techniki medialne straciły siłę rażenia. Dziennikarze, którzy je stosowali, nie mają już takiego wpływu na opinię publiczną.


Poseł spodziewa się, że prawica zrobi absolutnie wszystko, żeby wygrać wybory w 2027 roku. Łącznie z sojuszem z Braunem, nawet gdyby ten postawił warunek polexitu. Stawka jest dla niego osobiście wysoka. Dlatego zapowiada start w kolejnych wyborach. Nie z poczucia ambicji, lecz z poczucia obowiązku wobec tych, którzy po nim przyjdą

red.

Fot: Szpital Południowy w Warszawie /East News

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj45 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (45)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo