Zdjęcie ilustracyjne, źródło: Canva
Zdjęcie ilustracyjne, źródło: Canva

Psychiatria dziecięca pod presją. „Nie możemy dłużej czekać”

Redakcja Redakcja Wideo Salon24 Obserwuj temat Obserwuj notkę 3
Kondycja psychiczna dzieci i młodzieży wciąż budzi niepokój. Dr Aleksandra Lewandowska w „Zdrowych rozmowach Wypycha” mówi o zachowaniach samobójczych, reformie psychiatrii dziecięcej oraz nadrozpoznawalności zaburzeń ze spektrum autyzmu. Jeśli jesteś w kryzysie psychicznym, informację o dostępnej pomocy znajdziesz na końcu artykułu.

Psychiatria dziecięca po pandemii. „Krzyk rozpaczy tych dzieci”

Jednym z najpoważniejszych problemów pozostają zachowania samobójcze wśród dzieci i młodzieży. Dr Aleksandra Lewandowska zwróciła uwagę, że szczególnie gwałtowne pogorszenie sytuacji nastąpiło w okresie pandemii.

– Naprawdę to był skokowy wzrost, bo dwa lata i blisko 150 proc. więcej zachowań samobójczych u dzieci i młodzieży – mówiła.

Według ekspertki od ponad dwóch lat udaje się hamować ten gwałtowny trend. W ostatnim roku liczba prób samobójczych była niższa niż w 2024 roku. Jednocześnie wzrosła jednak liczba śmierci samobójczych wśród dzieci i młodzieży.

Lewandowska zastrzegła, że nie przeprowadzono wystarczająco szczegółowych analiz, które pozwalałyby jednoznacznie wskazać przyczyny tego zjawiska. Jej zdaniem zachowania samobójcze młodych ludzi trzeba jednak traktować jako sygnał kierowany do dorosłych.

– Dla mnie jako psychiatry dziecięcego to, co widzimy w odniesieniu do zachowań samobójczych, to jest nic innego jak taki krzyk, głos, nie wiem, krzyk rozpaczy tych dzieci i tych nastolatków. Do kogo? Do nas dorosłych – powiedziała.

Ekspertka zwróciła również uwagę na samotność młodych ludzi. Paradoksalnie może ona występować pomimo stałego kontaktu z innymi za pośrednictwem internetu i mediów społecznościowych.

– Nam dorosłym się niejednokrotnie też wydaje, że my potrafimy słuchać te dzieci. Ale my słuchamy, ale nie wsłuchujemy się w ich głos – podkreśliła. (dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo)

Obejrzyj całą rozmowę na YT:


Nowy model psychiatrii dziecięcej. Ponad 530 ośrodków w Polsce

System opieki psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży od kilku lat przechodzi dużą zmianę. Jak tłumaczyła Lewandowska, przed 2020 rokiem środowiskowa opieka psychiatryczna dla najmłodszych praktycznie w Polsce nie funkcjonowała.

Nowy model został wdrożony od razu w całym kraju, bez wcześniejszego pilotażu.

– Bardzo często pojawia się taka metafora: budowaliśmy samolot w locie. Troszkę tak było, bo nowy system budowany od razu na cały kraj – mówiła konsultant krajowa.

Podstawą systemu mają być ośrodki środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej. Obecnie działa ich w Polsce ponad 530. Według Lewandowskiej oznacza to, że opieką tego rodzaju objęte są już praktycznie także najmniejsze powiaty.

Na kolejnym poziomie znajdują się Centra Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży, dysponujące m.in. poradniami zdrowia psychicznego, a w części przypadków również oddziałami dziennymi. Takich placówek jest blisko 200.

Założenie jest takie, aby problemy wychwytywać możliwie wcześnie. W wielu przypadkach pomoc psychologa, psychoterapeuty lub terapeuty środowiskowego może być wystarczająca. Psychiatra powinien włączać się wtedy, gdy problemy narastają, konieczna jest diagnostyka lekarska lub pojawiają się wskazania do farmakoterapii.

Psychiatra powinien współpracować ze szkołą i rodziną

Jedną z najważniejszych zmian w psychiatrii dziecięcej jest również odejście od patrzenia wyłącznie na samego pacjenta. W przypadku dzieci ogromne znaczenie ma środowisko, w którym funkcjonują – przede wszystkim rodzina i szkoła.

– Przede wszystkim to jest praca z całym systemem, w którym to dziecko funkcjonuje – zaznaczyła Lewandowska.

Obecny system pozwala specjalistom współpracować z osobami uczestniczącymi w wychowaniu i rozwoju dziecka, jeżeli zgodę wyrazi rodzic lub przedstawiciel ustawowy.

W praktyce ta współpraca nie zawsze przebiega jednak bez problemów. Część szkół i nauczycieli aktywnie angażuje się w pomoc, ale zdarzają się również placówki niechętne realizowaniu zaleceń specjalistów.

Tymczasem problemy widoczne w szkole mogą być jedynie objawem znacznie poważniejszych trudności. Za niechęcią do chodzenia na lekcje, buntem czy problemami z nauką może kryć się np. nierozpoznana dysleksja lub dyskalkulia.

– Bez współpracy nie da się skutecznie i efektywnie pomóc tym dzieciom – podkreśliła ekspertka.

Dr Lewandowska o diagnozach autyzmu: mamy nadrozpoznawalność

Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy był obecny system orzekania o potrzebie kształcenia specjalnego.

Zdaniem Lewandowskiej problem tkwi m.in. w przepisach, które wiążą możliwość uzyskania określonego wsparcia w szkole z konkretnym rozpoznaniem. W efekcie diagnoza medyczna może decydować o tym, czy dziecko otrzyma dodatkową pomoc.

Ekspertka wskazała, że dziecko wysoko funkcjonujące z rozpoznaniem autyzmu może nie potrzebować nauczyciela wspomagającego. Jednocześnie uczeń z bardzo nasilonym ADHD oraz współwystępującą dysleksją lub dyskalkulią może wymagać znacznego wsparcia, choć obowiązujące przepisy nie dają mu takich samych możliwości.

– To nie powinno mieć miejsca, bo wiemy doskonale, że może być dziecko z rozpoznaniem autyzmu dziecięcego, wysoko funkcjonujące, które de facto wcale nie potrzebuje tego orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego – mówiła.

Według konsultant krajowej konsekwencją wadliwego systemu jest m.in. problem z nadmiernym diagnozowaniem zaburzeń ze spektrum autyzmu.

– Widzimy to po statystykach, że mamy nadrozpoznawalność zaburzeń ze spektrum autyzmu – stwierdziła.


„Lekką ręką stawiają takie rozpoznania”

Lewandowska krytycznie odniosła się również do postępowania części środowiska medycznego. Jak mówiła, zdarzają się sytuacje, w których diagnoza jest stawiana po to, aby dziecko mogło uzyskać potrzebną pomoc w systemie edukacji.

– Jestem, naprawdę mówię to z pełną odpowiedzialnością, zła na moich kolegów i koleżanki po fachu, którzy, przepraszam za taki kolokwializm, lekką ręką też stawiają takie rozpoznania – powiedziała.

Jej zdaniem nie można usprawiedliwiać niewłaściwej diagnozy tym, że jest ona jedyną drogą do uzyskania wsparcia.

– My jednak stawiamy diagnozę. To rozpoznanie potem idzie za tym dzieckiem. Ono nie znika – zaznaczyła.

Ekspertka przytoczyła przykład nastolatka, który trafił do szkoły specjalnej na podstawie wcześniejszego rozpoznania autyzmu. Późniejsza diagnostyka miała wykazać, że chłopiec w rzeczywistości nie miał autyzmu, lecz inne zaburzenia.

– Weźmy odpowiedzialność za to, co robimy, bo potem konsekwencje mogą być bardzo poważne – zaapelowała Lewandowska.

Zamiast rozpoznania mają liczyć się rzeczywiste potrzeby dziecka

Rozwiązaniem ma być zmiana przepisów oświatowych i większe wykorzystanie diagnozy funkcjonalnej. W takim modelu o rodzaju pomocy dla ucznia nie decydowałaby przede wszystkim nazwa rozpoznanego zaburzenia, lecz rzeczywiste potrzeby i sposób funkcjonowania konkretnego dziecka.

Według Lewandowskiej prace nad zmianami w prawie oświatowym już trwają.

– Jeżeli odejdziemy od tych diagnoz nozologicznych i w końcu będziemy się opierać na tym, co de facto dziecko potrzebuje, czyli na tej diagnozie funkcjonalnej, to jest naprawdę przewrót o 180 stopni – oceniła.

Do czasu większej reformy podejmowane są próby ograniczenia ryzyka nadużyć poprzez zmiany w przepisach regulujących wystawianie zaświadczeń potrzebnych m.in. do uzyskania orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego.

Coraz więcej rodziców wcześniej szuka pomocy

Problemy psychiczne i rozwojowe mogą pojawiać się już u bardzo małych dzieci. Lewandowska wskazała m.in. na zaburzenia neurorozwojowe, które mogą ujawniać się we wczesnym dzieciństwie.

Wymieniła zaburzenia ze spektrum autyzmu, niepełnosprawność intelektualną, zaburzenia rozwoju mowy i języka czy ADHD.

Jednocześnie u dwu- czy trzylatków niepokojące zachowania nie zawsze muszą oznaczać zaburzenie neurorozwojowe. Problemy ze snem, agresja, autoagresja czy silny niepokój mogą być również związane z sytuacją rodzinną i środowiskiem dziecka.

Zdaniem ekspertki pozytywną zmianą jest rosnąca świadomość rodziców, którzy wcześniej niż przed laty zgłaszają się do specjalistów.

Wczesna reakcja może mieć kluczowe znaczenie. Szczególnie u najmłodszych dzieci plastyczność mózgu sprawia, że odpowiednio szybko rozpoczęte oddziaływania mogą znacząco poprawić późniejsze funkcjonowanie.

– Wcześniejsza interwencja, szybciej przychodzi efekt i naprawdę jesteśmy w stanie pomóc skutecznie i efektywnie tym dzieciom, tym rodzicom – podkreśliła dr Aleksandra Lewandowska w „Zdrowych rozmowach Wypycha”.

Jeżeli jesteś w kryzysie psychicznym lub masz myśli samobójcze, nie zostawaj z tym sam. Pomoc jest dostępna bezpłatnie. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia zadzwoń pod numer alarmowy 112.

red.

Zdjęcie ilustracyjne, źródło: Canva

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj3 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo