Z artykułu dowiesz się:
- Dlaczego lecznica nagle straciła fundusze na podstawowe pensje dla załogi.
- Jak zewnętrzni neurochirurdzy zdołali wypracować stawki rzędu 26 tysięcy złotych za zaledwie godzinę pracy.
- W jaki sposób lekarze fałszowali dokumentację medyczną, zamieniając zabiegi ambulatoryjne na wysokopłatne hospitalizacje.
- Jakie wielomilionowe kary nałożył Fundusz i jaką skalę wyłudzeń oszacowali eksperci.
Puste konta i dramat pracowników powiatowej lecznicy
Właśnie teraz kierownictwo placówki ogłosiło całkowitą niewypłacalność w kwestii pensji. To wydarzenie zszokowało lokalną społeczność. Placówka powiatowa stanowi kluczowe zabezpieczenie medyczne dla tysięcy okolicznych mieszkańców. Główną przyczyną tego dramatycznego stanu rzeczy są konsekwencje finansowe nałożone na lecznicę. Stało się to po wykryciu potężnych nieprawidłowości. Budżet jednostki załamał się po tym, jak państwowy organ kontrolny zażądał zwrotu nienależnie pobranych środków za podejrzane procedury medyczne.
Ostatnim ciosem okazał się jednak wyrok sądu z powództwa spółki Spine, która wygrała proces ze szpitalem na kwotę 1,3 mln zł. W czerwcu 2026 roku na konto zadłużonej po uszy placówki wszedł komornik i zajął resztki wolnych środków. To właśnie ta bezwzględna egzekucja długów ostatecznie dobiła lecznicę i uniemożliwiła wypłatę letnich wynagrodzeń.
Kontrowersyjna umowa i pacjenci spoza powiatu
Trudna sytuacja mogileńskiej lecznicy to bezpośrednia konsekwencja szczegółowej kontroli płatnika, która oficjalnie zakończyła się w maju 2026 roku. Urzędnicy dokładnie prześwietlili dokumentację medyczną i nałożyli karę finansową w wysokości ponad 2,6 mln zł. Sankcja ta natychmiastowo zdemolowała i tak już napięty budżet publicznej jednostki. Źródłem problemu okazała się umowa o współpracę z podmiotem zewnętrznym, która wiązała szpital ze spółką Spine zrzeszającą neurochirurgów. Dokument podpisała ówczesna dyrektor Ewa Bonk-Woźniakiewicz, oddając firmie lwią część państwowych środków.Co najbardziej kuriozalne w tej sprawie, szpital w Mogilnie nie posiadał w swoich strukturach nawet poradni neurochirurgicznej. Brak specjalistycznego zaplecza nie przeszkadzał w generowaniu ogromnych zysków dla prywatnej działalności, gdyż pacjenci przyjeżdżali całkowicie spoza powiatu.
Przyjmowano chorych z różnych części kraju, aby tylko wykonać jak najwięcej wysokopłatnych procedur na wynajętych salach. Według kontraktu, neurochirurdzy otrzymywali aż 65 proc. wyceny NFZ za zabiegi, zostawiając szpitalowi ledwie 35 proc.
Operacje w 10 minut i astronomiczne stawki lekarzy
Mechanizm działania zewnętrznych lekarzy budzi szczególne oburzenie, gdy przeanalizuje się czas ich pracy w weekendy. Dokumentacja medyczna zabezpieczona przez kontrolerów pokazuje, że w soboty w szpitalu przeprowadzano nawet kilkadziesiąt zabiegów neurochirurgicznych.Z akt wynika, że każdy z tych zabiegów trwał według zapisów zaledwie od 3 do 10 minut. Dzięki tak masowemu i ekspresowemu wykonywaniu szybkich procedur spółka Spine generowała kosmiczne dochody z systemu ochrony zdrowia. Z oficjalnych wyliczeń wynika, że specjaliści zarabiali krocie. Ich stawka godzinowa przekraczała 26 tys. zł. Kwota ta dla przeciętnego obywatela jest szokująca, zwłaszcza w zestawieniu z pensjami etatowego personelu lecznicy. Pielęgniarki i ratownicy medyczni odczuwają skutki braków budżetowych, podczas gdy wybrana grupa inkasowała gigantyczne sumy. Było to możliwe tylko dzięki specyficznemu sposobowi raportowania wykonywanych świadczeń na rzecz płatnika.
Fałszowanie dokumentacji w celu zwiększenia zysków
Skąd dokładnie brały się tak wysokie wypłaty z kasy państwowej dla małego szpitala w Mogilnie? Kontrola jednoznacznie wykazała, że na miejscu nagminnie wykonywano tańsze, proste zabiegi ambulatoryjne. Następnie rozliczano je w oficjalnej dokumentacji medycznej jako znacznie droższe procedury, które wymagały kilkudniowej hospitalizacji pacjenta. Ta zmiana w sprawozdawczości pozwalała wypłacać rekordowe kwoty. Pieniądze trafiały do szpitala, a stamtąd do kieszeni lekarzy. Działanie to odbywało się kosztem ogólnopolskiego budżetu przeznaczonego na leczenie najciężej chorych obywateli.Prezesi spółki Spine, Mateusz Szylberg oraz Maciej Mielczarek, odpierają jednak zarzuty i twierdzą, że nie mieli pojęcia o nieprawidłowościach. W swoich oficjalnych stanowiskach przekonują o braku wiedzy na temat sposobu kwalifikowania procedur przez szpital. Tłumaczenia te nie przekonują kontrolerów, którzy wskazują na rażące manipulacje w zabezpieczonych dokumentach.
Interwencja samorządu lekarskiego i kolejne śledztwa
Afera wokół zewnętrznej spółki wywołała ogromne poruszenie w środowisku medycznym, zmuszając do natychmiastowej reakcji samorząd lekarski. Naczelna Izba Lekarska potępiła ujawnione praktyki i zgłosiła sprawę do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej. Rzecznik NIL Jakub Kosikowski zaznaczył wprost, że tego typu działania bezwzględnie uderzają w zaufanie do całego środowiska. Sprawa z Mogilna to prawdopodobnie tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż podobne operacje przeprowadzano również w szpitalu w Miastku. Przypadek ten jest badany przez kontrolerów finansowych oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne pod nadzorem miejscowej prokuratury.Organy ścigania sprawdzają, jak głęboko sięgał proceder wyprowadzania środków z systemu opieki zdrowotnej. Szczególnie wymownie brzmią słowa konsultanta wojewódzkiego badającego lokalne procedury, który stwierdził wprost: – „Wytworzenie fikcyjnej dokumentacji szpitalnej posłużyło jedynie do wyłudzenia pieniędzy z NFZ”. Ten sam urzędnik po wstępnej analizie oszacował skalę możliwych wyłudzeń środków w zaledwie jednym ze szpitali. Kwota ta sięga blisko 13 mln zł.




Komentarze
Pokaż komentarze (68)