Władysław Kosiniak-Kamysz w czasie konferencji prasowej w MON
Władysław Kosiniak-Kamysz w czasie konferencji prasowej w MON

Miliardy dla Kijowa. Kosiniak-Kamysz odtajnia listę polskiego sprzętu

Redakcja Redakcja Bezpieczeństwo Narodowe Obserwuj temat Obserwuj notkę 72
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz odtajnił listę wojskowych donacji przekazanych Ukrainie. Z opublikowanych danych wynika, że łączny koszt polskiego wsparcia sięgnął 16,45 miliarda złotych. Politycy podkreślają jednocześnie, że historyczny proces zbrojenia wschodniego sąsiada zapoczątkowali jeszcze ich poprzednicy.

Z artykułu dowiesz się:

  • Łączny koszt polskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy wyniósł około 16,45 mld zł.
  • Proces przekazywania sprzętu zapoczątkował poprzedni gabinet.
  • Na front trafiły m.in. czołgi, samoloty bojowe oraz zaawansowane pociski PAC-3 do systemu Patriot.
  • W związku z doniesieniami o uzbrojeniu minister zlecił kontrolę w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego.

16,45 mld złotych na pomoc. Większość kwoty przekazał  rząd PiS

Dane przekazane na konferencji przez szefa MON ujawniają potężną skalę państwowego zaangażowania. Szacunkowa wartość sprzętu wojskowego udostępnionego przez Polskę Ukrainie wyniosła około 15 miliardów złotych w pierwszym etapie wojny. Z kolei od początku 2024 roku do lipca 2026 roku wartość tego wsparcia oszacowano na 1,55 miliarda złotych. Wicepremier wielokrotnie podkreślał, że obecne kierownictwo w dużej mierze kontynuuje politykę dawnej władzy.


Z informacji upublicznionych przez resort jasno wynika, że proces ten zapoczątkował rząd Prawa i Sprawiedliwości. Działo się to w czasie, gdy na czele ministerstwa obrony stał Mariusz Błaszczak. Podczas spotkania z mediami lider ludowców szczegółowo wyjaśniał intencje stojące za pokazaniem skali dotychczasowej pomocy.

– Nie robimy tego, bo zostaliśmy na czymś przyłapani. Robimy to, bo jesteśmy dumni z pomocy realizowanej dla Ukrainy – poinformował wicepremier Kosiniak-Kamysz.

Szkolenia żołnierzy i port w Rzeszowie jako logistyczne serce operacji

Militarne wsparcie to nie tylko twardy sprzęt wysyłany bezpośrednio na linię frontu, ale także gruntowne przygotowanie wojska. Istotnym elementem polskiej pomocy były programy szkoleniowe, dzięki którym zmodernizowano umiejętności bojowe ukraińskich oddziałów.

Z oficjalnych raportów wynika, że na rodzimych poligonach przeszkolono łącznie ponad 30 tysięcy żołnierzy zza wschodniej granicy. Cały proces transportu darowanego uzbrojenia opierał się na strategicznej infrastrukturze cywilno-wojskowej Podkarpacia. Port lotniczy Rzeszów-Jasionka stał się głównym hubem logistycznym tej potężnej międzynarodowej operacji. To właśnie stamtąd pomoc była regularnie przerzucana do ogarniętego wojną kraju.

Czołgi, samoloty i śmigłowce. Co dokładnie pojechało na wschód?

Odtajniona lista uzbrojenia potwierdza, że polska armia wyzbyła się wielu jednostek ciężkiego sprzętu. Na front trafiły m.in. czołgi T-72 oraz zmodernizowane PT-91. Polska wysłała też niemieckie Leopardy 2A4. Wsparcie objęło również lotnictwo, w ramach którego strona polska przekazała samoloty myśliwskie MiG-29 i śmigłowce uderzeniowe Mi-24.


Pojawiające się w debacie publicznej głosy o oddawaniu rzekomo nieprzydatnego lub nadmiernie zużytego uzbrojenia spotkały się ze stanowczą reakcją rządu. Kosiniak-Kanysz argumentował, że przekazane maszyny wciąż stanowią ogromną wartość bojową i szkoleniową. Wicepremier kategorycznie zaprzeczył, jakoby na wschód trafiało wyposażenie niemające absolutnie żadnego znaczenia dla krajowego bezpieczeństwa. – Nawet starsze czołgi, jak T-72 czy PT-91, wciąż są w użyciu. Służą one do szkolenia naszych żołnierzy – tłumaczył polityk cytowany przez TVN24.

Pat wokół myśliwców MiG-29. Niespełnione obietnice Kijowa

Oprócz sprzętu już przekazanego, ogromne emocje budzą kulisy trwających negocjacji. Warszawa uzależniała wysłanie kolejnych partii myśliwców MiG-29 do Urainy od dostępu do innowacyjnych rozwiązań, jakimi w warunkach wojennych dysponuje Kijów. Pierwsze ustalenia zakładały wymianę polskich maszyn za innowacyjne technologie dronowe pozwalające na unowocześnienie polskiej armii.

Obecnie ta sytuacja znalazła się w martwym punkcie, doprowadzając do wyraźnego dyplomatycznego patu. Ukraina, pomimo wcześniejszych deklaracji, nie wywiązuje się z postanowień umowy i nie przekazuje obiecanego know-how bezzałogowców. Z tego powodu władze w Warszawie zablokowały dalsze dostawy sprzętu lotniczego, oczekując na realizację zobowiązań przez ukraińskich partnerów.

Pociski PAC-3, tajemnice przed Sejmem i ostra kontrola SKW

Prawdziwą polityczną burzę wywołał jednak inny fragment polskiej pomocy dla walczącego państwa. Rząd oficjalnie potwierdził, że Polska przekazała Ukrainie niezwykle cenne pociski rakietowe PAC-3 do systemu Patriot. Według rynkowych szacunków, koszt zaledwie jednej takiej precyzyjnej rakiety przechwytującej wynosi około 22 miliony złotych.

O przekazanie pocisków do Ukrainy zabiegały w Polsce szef NATO Mark Rutte oraz amerykańscy dowódcy wojskowi. Decyzja o oddaniu tak kosztownego uzbrojenia spotkała się ze stanowczym sprzeciwem polityków prawicowej opozycji. Ostre zarzuty wobec działań rządu wysunął wicemarszałek Krzysztof Bosak, alarmując o celowym utrzymywaniu sprawy w "tajemnicy przed Sejmem".

W odpowiedzi na te oskarżenia oraz głośne narzekania o wycieku wojskowych danych, szef MON wezwał do działania odpowiednie służby. Władysław Kosiniak-Kamysz zlecił Służbie Kontrwywiadu Wojskowego pilne zbadanie kwestii intencjonalnego dążenia do ujawnienia tajemnic państwowych.


Sama koncepcja publikacji szczegółowych wykazów uzbrojenia budzi spory niesmak w dużej części środowiska eksperckiego. Według ustaleń Wirtualnej Polski niezwykle krytycznie o odtajnieniu donacji wypowiedział się gen. Stanisław Koziej. Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego uważa, że tego typu transparentność ułatwi zadanie wrogim wywiadom.

– Rosjanie sprawdzą teraz, czy ich agenci dwa lata temu donosili prawdę o tym, co Polska ma i co może dać – ocenił generał. Zdaniem zasłużonego dowódcy Warszawa w ten sposób nieświadomie udostępni cenne analizy Moskwie. – Sami im to teraz potwierdzimy. Pomożemy im zweryfikować źródła: który agent był dobry, a którego trzeba wymienić – argumentował ekspert.

red.

Fot. Władysław Kosiniak-Kamysz w czasie konferencji prasowej w MON/East News

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj72 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (72)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo