Z artykułu dowiesz się:
- Jak sprawa Dawida Kacprzyka i nieprawidłowości w Szpitalu Południowym doprowadziły do przyspieszenia prac nad ustawą.
- Jak działa mechanizm łączenia danych o zarobkach lekarzy z numerem PESEL i kto będzie miał do nich dostęp.
- Jaką drogę legislacyjną przeszła już ustawa i dlaczego samorząd lekarski zapowiada spór prawny.
- Co odpowiedziało UODO na pytanie Salon24 i jakie ryzyka prawne wskazuje w swoim stanowisku.
Zarobki, które oburzyły opinię publiczną
Przynajmniej pięć tysięcy lekarzy zarabia 100 tysięcy złotych miesięcznie. Dokładnych danych nie ma, bo polskie państwo do tej pory nie posiada narzędzi, by sumować dochody pracowników służby zdrowia zatrudnionych w kilku miejscach jednocześnie. Głośno było o 32-letnim ortopedzie, który w rok zarobił na rękę około 2,6 mln zł, pisano też o lekarzach regularnie otrzymujących 250 tys. zł i więcej miesięcznie.
Czarę goryczy przelała jednak sprawa Dawida Kacprzyka, dwudziestodziewięcioletniego lekarza bez specjalizacji, który koordynując SOR w warszawskim Szpitalu Południowym zarobił w 2025 roku ponad 1,6 mln zł. Kacprzyk był wówczas radnym z list Koalicji Obywatelskiej, po ujawnieniu sprawy przestał być członkiem partii, a sam szpital objęły pilne czynności kontrolne prokuratury i CBA.
Janusz Cieszyński w podcascie Salon24 #AlgorytmyWładzy
PESEL ma połączyć rozproszone dane
Projekt ustawy przygotowało Ministerstwo Zdrowia kierowane przez Jolantę Sobierańską-Grendę. Dziś Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji liczy, ile kosztuje leczenie, a w tych kosztach mieszczą się również pensje lekarzy.
Dane gromadzone są jednak na podstawie umowy, nie faktycznej aktywności danego lekarza, dlatego nie wiadomo, ile realnie zarabia medyk pracujący dla kilku placówek naraz.
Nowe przepisy mają to zmienić, znosząc anonimizację danych przekazywanych Agencji przez podmioty lecznicze. Prezes AOTMiT Daniel Rutkowski przekonuje, że chodzi o rzetelną analizę systemu wynagrodzeń, nie o inwigilację pojedynczych osób. Jak podkreślił, agencji łatwiej pozyskać takie dane na podstawie ustawowej delegacji niż ministerstwu z innych źródeł, a celem nie jest śledzenie konkretnego człowieka, lecz pokazanie rzetelnego obrazu zmian zachodzących w wynagrodzeniach w ochronie zdrowia.
Środowisko lekarskie mówi nie wszystkiemu
Projekt trafił do Sejmu jako rządowy i dziewiętnastego czerwca został uchwalony głosami 253 posłów, przy braku głosów przeciwnych i 177 wstrzymujących się. Senat przyjął ustawę bez poprawek, a teraz czeka ona na podpis prezydenta Karola Nawrockiego.
Od początku budziła zrozumiały opór środowiska medycznego. Wielu ekspertów nie krytykowało samego pomysłu, ale uważało, że ujawniana powinna być tylko ta część dochodów, która pochodzi z pieniędzy publicznych, czyli z NFZ. Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasz Jankowski zapowiedział, że samorząd lekarski będzie prosić prezydenta o weto, a jeśli do niego nie dojdzie, skieruje skargę do Trybunału Konstytucyjnego oraz do unijnych trybunałów w sprawie zgodności z RODO.
Inaczej sprawę ocenia Rzecznik Praw Obywatelskich.
Prof. Marcin Wiącek podkreślił, że ustawa nie wprowadza jawności zarobków lekarzy wobec opinii publicznej, a jedynie obowiązek informowania o nich Ministerstwa Zdrowia, które dziś takiej wiedzy nie ma.
UODO: brakuje wymaganej opinii
Salon24 zapytał Urząd Ochrony Danych Osobowych, czy zbieranie danych w sposób zapisany w projekcie ustawy nie narusza RODO. Karol Witowski, rzecznik prasowy z Departamentu Komunikacji Społecznej UODO, podkreślił, że projektowane przepisy nie zostały przedstawione do zaopiniowania Prezesowi UODO, mimo że taki obowiązek wynika z art. 51 ustawy z dnia 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych.
W stanowisku UODO czytamy, że prawo do ochrony danych osobowych i prywatności nie jest prawem bezwzględnym i należy je postrzegać w kontekście jego funkcji społecznej, ważąc je względem innych praw podstawowych zgodnie z zasadą proporcjonalności z art. 5 ust. 1 lit. c RODO oraz art. 51 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP. Karol Witowski wyjaśnia, że analiza przepisów powinna wiązać się z oceną, czy ograniczenie prawa do ochrony danych osobowych i prywatności lekarzy jest proporcjonalne. Tej pewności, jak podkreśla UODO, nie ma, a ustawodawca jest zobowiązany wykazać niezbędność przetwarzania danych o wynagrodzeniach medyków wobec celów, jakim ma ono służyć.
Poznamy zarobki lekarzy? Są wątpliwości
UODO zwraca też uwagę, że stosowanie przepisów o wynagrodzeniach konkretnych osób wiąże się z ryzykiem ich profilowania. Przy gromadzeniu tak obszernego zbioru danych medycznych konieczne jest wdrożenie szczególnych środków bezpieczeństwa, w tym ochrony przed niedozwolonym przetwarzaniem, utratą, zniszczeniem lub uszkodzeniem danych oraz rygorystycznej ochrony przed wyciekami. Nie jest więc wcale przesądzone, że opinia publiczna pozna wszystkie zarobki lekarzy.
Tomasz Wypych
Fot: Szpital Południowy w Warszawie / East News




Komentarze
Pokaż komentarze (9)