Żeby zrozumieć jak wielkie znaczenie symboliczne ma to, że Rosjanie zbombardowali Ławrę Pieczerską, trzeba mieć świadomość, że dla ruskiego prawosławia (czyli tak dla Rosji, jak Ukrainy) Ławra i Sobór św. Zofii w Kijowie to tyle, co Gniezno, Wawel i Jasna Góra razem wzięte dla polskiego katolicyzmu. Rzeczywiście to symboliczne, że rakiety i drony błogosławione przez Patriarchę Kiryła uderzają w największe świątynie ruskiego chrześcijaństwa! To tutaj żyli św. Antoni i Tedozjusz Pieczerscy, założyciele Ławry, którzy choć umarli już po schizmie 1053 roku, to jednak czczeni są tak przez prawosławnych, jak przez katolików, a to dlatego, że do Kijowa schizma „dotarła” z Konstantynopola za opóźnieniem i jeszcze długo książęta kijowscy oraz metropolici podtrzymywali normalne kościelne relacje z łacinnikami. Rosyjska armia, która według Patriarchatu Moskiewskiego prowadzi krucjatę przeciw zgniłemu Zachodowi, zniszczyła setki cerkwi i to większości należących do tegoż Patriarchatu, ponieważ walki toczą się we wschodniej, rosyjskojęzycznej części Ukrainy, gdzie moskiewskie prawosławie jest najsilniejsze. Do tego trzeba jeszcze dodać setki tysięcy prawosławnych żołnierzy z obydwu armii, którzy zginęli w bratobójczej walce. Jak powiedział mi mój znajomy z czasów studiów w Moskwie: „Damian, to najprawdziwsza, najokrutniejsza wojna domowa”. O stratach wśród wojsk LGBT jakoś nie słychać. Jak to się stało, że Patriarchat doszedł do takiego upodlenia i samobójczego ogłupienia? Bez prześledzenia dziejów prawosławia na Rusi, trudno to zrozumieć.
To Kijów, a nie Moskwa, są chrzcielnicą ruskiego prawosławia. Kiedy w Kijowie św. Włodzimierz i Olga przyjmowali chrześcijaństwo z Bizancjum, to w Moskwie mieszkały jeszcze tylko niedźwiedzie i bobry. Z Kijowa Ewangelia rozszerzyła się na całą Ruś. Kiedy Mongołowie bezcześcili i grabili ruskie ziemie, Kijów, wchodzący w skład Litwy, mógł dalej rozwijać wiarę i chrześcijańską tradycję. Metropolia Kijowska zależała od Konstatynopola i od niej wyszła cała ruska hierarchia. Z tatarskich ciemności najsilniejsze wyszło Księstwo Moskiewskie, które długo wysługiwało się mongolskim władcom. Biskup w Moskwie pojawił się dopiero w drugiej połowie XIV wieku, jednak moskiewscy książęta od razu zrozumieli, że trwałość ich władzy zależy od siły moskiewskiego prawosławia, dlatego ciągle dążyli do podniesienia rangi swojego kościoła lokalnego. Z czasem metropolita moskiewski nazywał siebie „całej Rusi”, choć to oczywiście była uzurpacja, bo Kościół prawosławny na ruskich ziemiach Rzeczypospolitej (dzisiejsza Ukraina, Białoruś i zachodnia Rosja) żadnej zwierzchności Moskwy nie uznawał. Autokefalia, czyli niezależność hierarchiczna Moskwy, została przez Konstantynopol potwierdzona w 1589 r. wraz z nadaniem jej rangi patriarchatu. Patriarchowie Aleksandrii, Antiochii, Jerozolimy i Konstantynopola, mianowani de facto przez tureckich sułtanów, wieźli z Moskwy do domy całymi karawanami skórki sobole i wszelkie bogactwo, które otrzymali jako honorarium od rosyjskich carów za zatwierdzenie Moskiewskiego Patriarchatu. Dzięki temu prawnemu wywyższeniu Kościół moskiewski podporządkowywał sobie kolejne prawosławne diecezje, które Imperium Rosyjskie odrywało od terenów Rzeczypospolitej. W czasach zaborów już cały Kościół prawosławny na zachód od Wisły stał się częścią Patriarchatu Moskiewskiego.
Niestety dla samego rosyjskiego prawosławia nie były to bynajmniej czasy rozwoju i duchowego wzrostu. Wraz z autokefalią Kościół prawosławny w Rosji podlegał coraz większej kontroli i podporządkowaniu władzy świeckiej. W średniowieczu Kościół na Rusi zachowywał podobną do Kościoła na Zachodzie niezależność i autonomię od władzy królewskiej. Moskiewscy carowie dążyli jednak systematycznie do zduszenia niezależności biskupów na swoich terytoriach. Kto bronił wolności Kościoła ryzykował to własną głową. Symbolicznym tego znakiem był zamordowanie moskiewskiego metropolity Filip na rozkaz cara Iwana Groźnego w 1569 r. Od tej pory moskiewski Kościół stawał się coraz bardziej części systemu władzy Rosyjskiego Imperium. Przykładem tej szczególnej relacji między tronem i ołtarzem jest założyciel dynastii Romanowych, Michaił, którego ojcem był … Patriarcha Moskwy i Rusi Filaret, równocześnie współrządcą swojego syna. Charakterystyczną cechą prawosławia jest cezaropapizm, tzn. że faktycznie car uważa się za najwyższą głowę Kościoła. Obecna w historii Kościoła Zachodniego walka o niezależność, a nawet o prawo do osądu moralnego władcy, była dla hierarchii prawosławnej w Rosji z gruntu obca.
Piotr Wielki, który prawosławiem gardził i z niego drwił, po śmierci patriarchy Adriana w 1700 po prostu nie pozwolił zwołać soboru i wybrać nowego patriarchę. Zarząd nad PM przekazał w ręce oberprokuratora, czyli urzędnika w randze ministra. Oberprokuror miał taką władzę w PM, że bez jego zgody biskupi nie mogli nawet jechać na urlop. W XVIII wieku przy carach niemieckiego pochodzenia lub zafascynowanych Zachodem, Kościół prawosławny zachowywał wszystkie starodawne obrzędy, ale w seminariach wykładano protestancką teologię. Oczywiście Kościół czerpał profity z tej sytuacji i był na wszelki sposób wspierany przez władze, między innymi jako narzędzie rusyfikacji nowo podbitych terenów (np. Polski). O stopniu zrośnięcia się prawosławia z Imperium świadczy np. to, że jeszcze pod koniec XIX wieku urzędnicy rosyjscy musieli swoim przełożonym przedstawiać zaświadczenie o odbyciu spowiedzi wielkanocnej. Kiedy po rewolucji 1905 r. car był zmuszony dać społeczeństwu więcej wolności, to mniejszości religijne, w tym katolicy, uzyskały dużą autonomię, natomiast paradoksalnie Kościół prawosławny był dalej zarządzany przez carskich biurokratów.
W epokę rewolucji PM wkroczył osłabiony, pogardzany przez dużą część inteligencji i ludzi młodych, a nawet przez chłopów uważany, za część represyjnego systemu. Duża część duchowieństwa łączyła ocalenie Kościoła z monarchizmem, który by wyznawany przez małą część społeczeństwa. Paradoksalnie to rewolucja lutowa przyniosła PM wolność i po raz pierwszy od 327 lat można było wybrać patriarchę. Świętobliwy patriarcha Tichon bronił przed bolszewikami swoją pastwę, za co w końcu zapłacił życiem. Bolszewicy bezwzględnie wykorzystali rozłam między Kościołem i społeczeństwem, wymordowali dziesiątki tysięcy biskupów, księży, zakonników i świeckich. Wydawało się, że prawosławie w Rosji stoi przed całkowitą eksterminacją. Nie można było wybrać nowego patriarchę, więc jego funkcję przejął metropolita Siergiej, którego władza z punktu widzenia prawa kościelnego była wątpliwa. Siergiej w końcu w 1927 roku opublikował pod naciskiem Czeka deklarację o pełnym poparciu PM dla komunizmu. Działo się to w momencie, kiedy biskupów torturowano i bez sądu mordowano. Siergiej nie tylko pobłogosławił oprawców prawosławia, lecz wręcz zalecił swoim wiernym podporządkowanie się dogmatom Partii. Kapitulacja Siergieja nic jednak nie zmieniła w tragicznym losie Kościoła w Rosji.
Napaść Hitlera na Rosję skłoniła Stalina do spotkania z kilkoma ocalałymi biskupami prawosławnymi i powstrzymania niszczenia Cerkwi za cenę wsparcia patriotycznego zrywu Rosji w walce z Niemcami. W 1943 r. Siergieja wybrano patriarchą i rozpoczął się okres wiernopoddańczej koegzystencji PM z sowieckim systemem. Pozwolono otworzyć niektóre kościoły, a nawet seminaria i nieliczne klasztory. Księża mogli prowadzić w miarę normalną egzystencję, ale ich działalność była ściśle ograniczona do obrzędów. Dzieci chrzczono tajnie, a pojawienie się na liturgii ludzi młodych oznaczało natychmiastową reakcję KGB i problemy dla proboszcza, zachowywano jednak fasadową niezależność hierarchii. KGB starannie dbało, aby na księży wyświęcano ludzi niemoralnych, skupionych na karierze, dalekich od wartości duchowych. Wielu z nich szantażowano z powodów obyczajowych i zmuszano do współpracy jako tajnych agentów.
PM wypełniał też pewne zadania wobec Partii. Dla zagranicznych gości stwarzał iluzję wolności religijnej, no bo co miał pomyśleć dziennikarz Le Monde, jeśli każdy biskup zapewniał go, jaką wolnością cieszy się religia w ZSRR. Wybrana grupa duchownych jeździła za granicę, gdzie była agentami wpływu sowietów (np. w Światowej Radzie Kościołów) lub po prostu szpiegami. Jeśli weźmiemy to pod uwagę, że większość obecnych biskupów otrzymała święcenia kapłańskie w czasach sowieckich, to nie może dziwić fakt, że poprzedni patriarcha był TW, a obecny funkcjonariuszem KGB. W latach dziewięćdziesiątych prawosławny ksiądz z metropolii moskiewskiej opowiadał mi, jak to po święceniach w latach 80tych został skierowany do parafii pod Moskwą. Po kilku dniach zjawił się u niego „smutny pan”, dał swój telefon i powiedział, że jeśli proboszcz coś usłyszy podejrzanego u parafian, to niech da znać. Młody ksiądz zaoponował mówiąc, że będąc spowiednikiem, nie może świadczyć wobec KGB takich usług. „Smutny pan” w ogóle nie namawiał, ale po kilku dniach księdza wezwano do kurii metropolitalnej, gdzie biskup tak go strofował: „Takim zachowaniem szkodzi ksiądz Kościołowi!”.
Nie może więc dziwić, że przy tak głębokiej penetracji PM przez KGB, Kościół prawosławny w Rosji, co prawda kanonizował tych wiernych i księży, których zamęczyła władza radziecka, ale w żadnym stopniu hierarchia nie rozliczyła się ze współpracy z tą że władzą. Po upadku komunizmu w Rosji nie przeprowadzano żadnej lustracji, a szczególnie nie miał na to ochoty nikt wśród biskupów. Około roku 2000, podczas moich studiów Moskwie, Rossijskaja Gazieta (jak nasza Rzeczpospolita) opublikowała kazanie Patriarchy Aleksieja z okazji otwarcia kaplicy na Łubiance, w siedzibie FSB, czyli kwaterze głównej Czeka, NKWD i KGB. Patriarcha ani jednym słowem nie zająknął się o męczennikach, którzy w tym budynku oddawali swoje życie za Chrystusa, za to ku mojemu zdziwieniu wypowiedział następującą złotą myśl: „Kościół współpracował z organami bezpieczeństwa, Kościół współpracuje z organami bezpieczeństwa i Kościół będzie z nimi współpracował”.
W szeregi duchowieństwa wstąpiło wielu byłych komsomolców, którzy po upadku komunizmu szukało nowej ideologii, na której mogliby oprzeć swoje życia (a także zarobku). Kościół mocno skręcił w kierunku nacjonałpatriotyzmu. Był coraz mocniej, szczególnie w czasach Putina, wspierany przez władze: finansowo, prawnie, ideologicznie (np. przymusowe lekcje „prawosławnej kultury” w szkołach). Państwo chroni też duchowieństwo przed skutkami różnorakich skandali obyczajowych (homeseksualizm wśród nieżonatego duchowieństwa jest bardzo popularny) i wspiera ich w sprawach biznesowych. Biorąc to wszystko pod uwagę nie może już chyba dziwić, że PM stal się tubą propagandową putinizmy. Parafie prawosławne w Rosji intensywnie zajmują się zbieraniem wszelkiego rodzaju pomocy dla rosyjskich żołnierzy walczących na Ukrainie, a księża przekonują ich, że jeśli zginą na froncie, to jak współcześni krzyżowcy pójdą prosto do nieba. Dochodzi do tego, że niektórzy proboszczowie wprost wewnątrz kościoła organizują pokazy młodzieżowych grup prezentujących walkę z bronią palną. Ksiądz, który nie modli się w cerkwi za zwycięstwo Rosji, może nie tylko stracić parafię, lecz nawet być suspendowanym – zresztą niewielu zdobywa się na takie szaleństwo. Nie dziwi więc, że patriarcha Konstantynopola określa PM jako Kościół heretycki, który w centrum swojej nauki zamiast Chrystusa postawił naród i imperialną władzę.
A więc jaka przyczyna tej patologii i jakie remedium? Wydaje mi się, że odpowiedź jest prosta: schizma. Kościół prawosławny w Rosji jest całkowicie samodzielny, ponieważ patriarcha Konstantynopola nie jest prawosławnym „papieżem” i ma jedynie funkcje honorowe. Jeśli nie ma władzy kościelnej, która ma charakter powszechny, międzynarodowy, to wtedy władza państwowa może lekko podporządkować sobie Kościół lokalny, natomiast papież w KK daje oparcie i niezależność wobec władzy świeckiej, choćby przez to, że musi udzielić choćby zgody na święcenia biskupie i mianowania ordynariusza lub potwierdzić nominację patriarchy. Papieże w XVIII wieku prowadzili wielką walkę z dworami europejskimi o niezależność Kościołów lokalnych, tak aby nie stały się one kościołami państwowymi podległymi monarsze. W Rosji, jak i w innych krajach Wschodu, a szczególnie ze względu na nieograniczoną władzę carów, Kościół lekko stawał się ofiarą tyranii. Nie było instancji do której można by się odwołać w przypadku prób zniewolenia Kościoła przez państwo. O to przecież od rewolucji w Chinach toczy się walka między komunistami a Watykanem. I choć może i Watykan nie wygrywa, popełnia błędy, to jednak sami Chińczycy nie negują autorytetu papieża. Następna kwestia to nadużycia w dziedzinie nauczania: jeśli dochodzą one do poziomu patriarchy, to któżby miał na nie reagować, jeśli nie Stolica Święta? Nawet Sobór prawosławnym nie udało się zwołać, bo ten na Krecie w 2016 właściwie nie był powszechnym bo nie było na nim najważniejszych Kościołów, w tym PM. A dlaczego? Bo patriarcha Konstantynopola nie ma ani takiej władzy, ani autorytetu, aby jakichkolwiek hierarchów zobowiązać do udziału w takim zgromadzeniu. Tak więc to nie papież potrzebuje Rosji, lecz Rosja potrzebuje papieża.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)