Z artykułu dowiesz się:
- Jakie są powody porannych lekcji w polskich szkołach
- Dlaczego w części polskich szkół lekcje rozpoczynają się o świcie
- Jak dyskusja o planie córki pani Agaty zakończyła się korektą harmonogramu
- Co o przepełnieniu placówek na przedmieściach mówi szef ZNP
Plan córki Jagodzińskiej wywołał burzę
Sprawa stała się głośna po wpisie Agaty Jagodzińskiej w mediach społecznościowych. Przewodnicząca Związkowej Alternatywy w KAS podzieliła się planem zajęć swojej 12-letniej córki, która rozpoczyna naukę w szóstej klasie szkoły podstawowej.
- Córka rozpoczyna 6. klasę szkoły podstawowej. Dostaliśmy plan lekcji: cztery razy w tygodniu zajęcia zaczynają się o godz. 7:00 rano - napisała kobieta. Autorka wpisu nie kryła oburzenia zaistniałą sytuacją i publicznie zadała pytanie o granice wytrzymałości dzieci. - I naprawdę zastanawiam się - czy to jest normalne? Od kiedy w polskich szkołach standardem staje się rozpoczynanie lekcji o 7:00, zamiast o 8:00? - podkreśliła we wpisie na platformie X. - Jako powód wychowawca wskazuje brak sal i zbyt dużą liczbę uczniów. Rozumiem problemy organizacyjne szkoły, ale czy ich rozwiązaniem powinno być przerzucanie ich konsekwencji na dzieci? - pytała działaczka związkowa Krajowej Administracji Skarbowej.
Post wywołał lawinę komentarzy rodziców z całego kraju, którzy zmagają się z podobnymi problemami. Wielu z nich zwracało uwagę, że tak wczesne godziny zmuszają dzieci do bardzo wczesnych pobudek. W sprawę zaangażowała się posłanka Koalicji Obywatelskiej Monika Rosa. Po jej interwencji dyrekcja placówki dokonała korekty harmonogramu i przesunęła rozpoczęcie lekcji z godziny 7 na 8 w dwóch z czterech wzmiankowanych dni.
Nie każdy rodzic ma jednak możliwość nagłośnienia sprawy z pomocą parlamentarzystów. W wielu placówkach w Polsce plany lekcji pozostają bez zmian. Według planów publikowanych w mediach społecznościowych, niektóre dzieci kończą zajęcia dopiero wieczorem - w jednym z przypadków lekcje trwają niemal do godziny 21.
Brak sal i wyż demograficzny
Przedstawiciele dyrekcji oraz wychowawcy tłumaczą, że wyznaczanie lekcji na tak wczesną porę nie wynika z ich złośliwości. Główną przyczyną jest brak odpowiedniej liczby sal lekcyjnych w stosunku do liczby oddziałów. Szkoły wskazują także na kumulację roczników oraz skutki lokalnego wyżu demograficznego. W wielu miejscowościach budynki oświatowe nie są w stanie pomieścić wszystkich dzieci w standardowych godzinach pracy.
Na problem systemowy zwrócił uwagę prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz w wywiadzie dla tabloidu "Fakt”. Związkowiec stwierdził, że negatywne zjawisko dotyka w szczególności dynamicznie rozwijających się gmin. Zdaniem szefa związku największe trudności występują w miejscowościach wokół wielkich aglomeracji. Samorządy na przedmieściach dużych miast często nie nadążają z rozbudową infrastruktury edukacyjnej za gwałtownym napływem nowych mieszkańców.
- Jeżeli w szkole mamy nadmierną liczbę oddziałów w relacji do liczby pomieszczeń lekcyjnych, to tutaj pojawia się problem. Szkoła sobie tego nie wymyśliła - skomentował Broniarz.
Przepisy nie zakazują wczesnych lekcji. MEN nie planuje zmian
Zgodnie z polskim prawem oświatowym za układanie oraz realizację tygodniowego planu zajęć odpowiada jednoosobowo dyrektor szkoły. Działa on w porozumieniu z organem prowadzącym, czyli odpowiednią jednostką samorządu terytorialnego.
Obowiązujące przepisy nie wprowadzają bezpośredniego zakazu rozpoczynania lekcji o 7 lub 7:10. Nakładają jedynie na dyrekcję ogólny obowiązek uwzględnienia zasad ochrony zdrowia i higieny pracy oraz możliwości psychofizycznych uczniów. W świetle przepisów BHP dyrektor odpowiada za bezpieczne i higieniczne warunki nauki. Musi brać pod uwagę wiek, kondycję i rytm dobowy podopiecznych. Tymczasem realia lokalowe często kłócą się z tymi wymogami.
O sprawę zapytano Ministerstwo Edukacji Narodowej. Rzeczniczka prasowa resortu Ewelina Gorczyca wyjaśniła na łamach
"Faktu”, że ministerstwo nie planuje żadnych ingerencji w kwestię godzin rozpoczynania zajęć, ponieważ resort edukacji nie reguluje odgórnie godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy placówek oświatowych. Jak przekazała Ewelina Gorczyca z MEN, ministerstwo nie ingeruje również w godziny pracy nauczycieli. Obecnie resort nie rozważa wprowadzenia przepisów, które gwarantowałyby uczniom późniejszy start lekcji. Decyzje w tej sprawie wciąż będą zależeć wyłącznie od dyrektorów i możliwości lokalowych poszczególnych gmin.
Fot. Nowy rok szkolny/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (44)