Anonimowe zgłoszenie skończyło się ujawnieniem danych
Rzeczoznawca majątkowy i czynny biegły sądowy 12 kwietnia 2026 r. przesłał do Ministerstwa Sprawiedliwości uwagi do projektu ustawy o biegłych sądowych. Kopię otrzymały także CBA i CBŚP. W swoim stanowisku wskazał trzy główne problemy: brak losowego przydziału biegłych do spraw, ryzyko mechanizmów korupcjogennych oraz nieobiektywny podział zleceń. Opisywał sytuacje, w których – jak twierdzi portal Zero.pl – doświadczeni eksperci otrzymują wyłącznie najtrudniejsze sprawy, podczas gdy inni są regularnie wybierani do prostszych opinii.
Autor zastrzegł jednocześnie pełną anonimowość. Poprosił o niepublikowanie jego imienia i nazwiska, numeru uprawnień, danych kontaktowych czy miejsca prowadzenia działalności. Twierdził, że obawiał się odwetu ze strony – jak określił – „hermetycznego i mściwego” środowiska biegłych.
Mimo tego 13 kwietnia jego wiadomość została opublikowana na stronie Rządowego Centrum Legislacji jako oryginalny plik e-mail (.msg) zawierający komplet danych osobowych, w tym adres, numer telefonu, NIP, REGON oraz numer uprawnień zawodowych. Plik pozostawał dostępny przez 32 dni i zniknął dopiero po interwencji samego poszkodowanego.
Ministerstwo przyznało się do błędu. Skutki są poważne
Po otrzymaniu wezwania przedsądowego Ministerstwo Sprawiedliwości potwierdziło, że doszło do "niezamierzonego naruszenia ochrony danych osobowych” wynikającego z błędu pracownika. Resort przeprosił, ale jednocześnie – wykonując obowiązki wynikające z RODO – szczegółowo opisał możliwe konsekwencje wycieku. W piśmie wskazano, że ujawnienie danych może skutkować negatywnym postrzeganiem w środowisku zawodowym, odmową powierzania spraw przez sądy, kierowaniem do biegłego wyjątkowo trudnych zleceń w celu jego dyskredytacji, a także stratami finansowymi. Dokładnie przed takim scenariuszem rzeczoznawca ostrzegał w swoim pierwotnym zgłoszeniu.
Poszkodowany skierował sprawę do Prezesa UODO oraz Rzecznika Praw Obywatelskich. Domaga się także wyjaśnienia, ile osób pobrało dokument z jego danymi i kto odpowiada za publikację. Kilka dni po usunięciu pliku doszło również do próby logowania na jego konto pocztowe. Nie ma dowodów, że incydent był związany z wyciekiem danych, jednak rzeczoznawca zgłosił ten fakt do UODO jako uzupełnienie swojej skargi.
Efekt mrożący
Prawnik specjalizujący się w ochronie danych osobowych mec. Paweł Litwiński w rozmowie z Zero.pl ocenił, że najpoważniejszą konsekwencją całej sprawy może być zniechęcenie obywateli do zgłaszania nieprawidłowości, bowiem osoby uczestniczące w konsultacjach publicznych mogą obawiać się podobnych błędów i w przyszłości rezygnować z przedstawiania swoich uwag lub korzystać z fikcyjnych danych kontaktowych.
Choć konsultacje publiczne co do zasady są jawne, zdaniem prawnika w tej sprawie ministerstwo samo uznało, że wola zgłaszającego dotycząca zachowania anonimowości powinna zostać uszanowana. Postępowanie wyjaśniające prowadzi obecnie Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
Seria nieprzyjemności dla sygnalistów
Historia biegłego sądowego wpisuje się w serię nieprzyjemności, które dotykały w ostatnich miesiącach osoby zgłaszające nieprawidłowości. Jedną z nich jest przypadek byłego ordynatora chirurgii Szpitala Południowego w Warszawie, dr. Emila Jędrzejewskiego, który ujawnił patologie w funkcjonowaniu placówki w Kanale Zero. Po nagłośnieniu sprawy znalazł się w centrum konfliktu z pracodawcą i – jak wskazywał – doświadczył działań odwetowych. Afera wokół szpitala doprowadziła później do odwołania całego zarządu placówki, a prokuratura prowadzi obecnie kilka postępowań dotyczących m.in. nieprawidłowości finansowych, organizacyjnych i medycznych. To Jędrzejewski został przesłuchany natychmiast po udzielonym wywiadzie, a Dawid Kacprzyk - ówczesny radny KO, który zarządzał SOR-em placówki - nadal jest nieniepokojony przez organy ścigania.
Łamanie praw sygnalistów w Instytucie Pileckiego
Łamanie przepisów dotyczących ochrony sygnalistów pojawiły się także w Instytucie Pileckiego. W 2025 r. Rzecznik Praw Obywatelskich podjął interwencję po medialnych doniesieniach, że dr Hanna Radziejowska, która zwróciła się do Ministerstwa Kultury z prośbą o objęcie ochroną sygnalisty i zachowanie poufności, została zidentyfikowana po przekazaniu jej korespondencji przełożonym. Według RPO mogło to wywołać tzw. efekt mrożący i zniechęcać kolejne osoby do zgłaszania skandalicznych praktyk. Afera była szeroko opisywana jako jeden z pierwszych testów nowych przepisów o ochronie sygnalistów obowiązujących od 2024 r.
Sygnalista z ZDM w Warszawie
Wreszcie ostatni przykład to Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie. Mężczyzna uzyskał ochronę sygnalisty przyznaną przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, jednak mimo to został zwolniony z pracy - sprawę opisywało zero.pl. Państwowa Inspekcja Pracy uznała później, że doszło do naruszenia przepisów dotyczących ochrony sygnalistów. Władze ZDM odpierają zarzuty i twierdzą, że wypowiedzenie było związane wyłącznie z oceną pracy urzędnika oraz, że w chwili podejmowania decyzji nie miały wiedzy o jego statusie sygnalisty.
Fot. Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (38)