Oliwia robi biżuterię ze szczątkami zmarłych. Klientów nie brakuje

W Wielkiej Brytanii zamówień na biżuterię z prochami zmarłych jest mnóstwo, fot. z archiwum prywatnego Oliwii Drabik
W Wielkiej Brytanii zamówień na biżuterię z prochami zmarłych jest mnóstwo, fot. z archiwum prywatnego Oliwii Drabik

- Mam wrażenie, że wielu Polaków, którzy mnie atakowali, nie chciało nawet zrozumieć motywacji naszych klientów. Przecież oni nie chcą zbezcześcić zmarłego. Wręcz przeciwnie, chcą mieć jego cząstkę przy sobie. Co w tym złego? - mówi Oliwia Drabik, kryminolog, Polka mieszkająca w Wielkiej Brytanii, która wykonuje biżuterię zawierającą szczątki zmarłych ludzi i zwierząt.

Marianna Fijewska: Mam do ciebie tyle pytań, że nie wiem, od którego zacząć.

Oliwia Drabik: To może ja zacznę od tego, żeby ludzie się nie uprzedzali, zanim nie doczytają do końca.

Mówisz to, bo często masz do czynienia z krytyką w związku z twoją pracą?

W Wielkiej Brytanii nie. Tu gdzie mieszkam, to normalka. Jesteśmy jedną z wielu firm zajmujących się wykonywaniem tego typu biżuterii. Każdego dnia zespół, w którym pracuje, wykonuje ponad 100 zleceń. Ja sama około 12. Nie narzekamy na brak zainteresowania, nie spotykamy się też z żadną krytykę. Gdy jednak mówię o swojej pracy osobom z Polski, często jestem atakowana, że to, co robię, to profanacja zwłok.

Powiedz w takim razie, na czym polega twój zawód?

Moja firma realizuje zlecenia na wykonanie biżuterii wypełnionej prochami bądź włosami osoby zmarłej lub prochami, bądź sierścią zwierzęcia. Gdy otrzymujemy zamówienie, wysyłamy do klienta paczkę z zestawem startowym zawierającym woreczek na szczątki i kartę do wypełniania, w której klient podaje, jaki rodzaj, kolor i rozmiar biżuterii zamawia. Same produkty mamy już gotowe, nasza praca polega na wypełnieniu pustych miejsc, np. oczek pierścionków, szczątkami i żywicą.

Jak wygląda sam proces tworzenia biżuterii?

W przypadku, gdy moim materiałem do pracy są prochy, zaczynam od przesiania ich przez specjalne naczynie, w którym znajdują się dwa sitka. Dzięki takiemu przesiewowi na samym dnie naczynka ląduje pył, którego w ogóle nie używam. Korzystam właściwie wyłącznie z największych kamyczków, które zostały na pierwszym sitku. Na dno pierścionka czy naszyjnika wylewam żywicę zabarwioną kolorem, który życzył sobie klient. Na żywicę nakładam jedną warstwę kamyczków, a później całość utwardzam pod lampą UV. Potem znów nakładam żywicę i znów kamyczki. Na koniec maluję całość bezbarwnym lakierem i raz jeszcze utwardzam. Dzięki takiemu stopniowemu nakładaniu kamyczków uzyskuję efekt głębi. Proces wygląda podobnie w przypadku włosów lub sierści, choć tu praca jest bardziej skomplikowana, ponieważ muszę ułożyć je na żywicy w specjalne wzory. Często panie życzą sobie jeszcze dodanie pyłku diamentowego, dzięki czemu biżuteria ładnie się błyszczy.

biżuteria, szczątki zmarłych, tabu, salon24
Proces tworzenia biżuterii ze szczątkami, fot. archiwum prywatne Oliwii Drabik.

Co dzieje się z nieużytymi szczątkami?

Odsyłamy z gotowym produktem znów do klienta. Nic innego nie wolno nam zrobić.

Jakie zlecenia są najbardziej popularne?

Zdecydowanie najpopularniejsze są pierścionki, na drugim miejscu otwierane wisiorki- po jednej stronie umieszczamy zdjęcie zmarłego, po drugiej robimy wypełnienia z prochami. Dopiero później kolczyki i bransoletki. Kolor, który rządzi wśród wypełnień to biel.

A kto najczęściej jest waszym klientem?

Najczęściej to najbliższe osoby zmarłych- małżonkowie albo dzieci tych, którzy odeszli. Na drugim miejscu właściciele zmarłych psów lub kotów i w tych przypadkach równie często zamiast prochów dostajemy sierść, którą zalewamy żywicą. Rzadko, ale zdarzają się też prochy dzieci i noworodków. Każde prochy opowiadają swoją historię i z każdymi pracuje się inaczej. Te najpopularniejsze- należące do dorosłych lub starszych już ludzi są biało-szare. Łatwo wybrać z nich kamyczki do biżuterii. Prochy dzieci są czarne i bardzo drobne. Z kolei prochy psów całkowicie białe, ale opylone- trzeba poświęcić sporo czasu na oczyszczenie ich pędzelkiem.

biżuteria, szczątki zmarłych, tabu, salon24
Naszyjnik ze szczątkami psa, fot. archiwum prywatne Oliwii Drabik.

Czy wiedza na temat tego, do kogo należały prochy, wpływa jakoś na twoją pracę?

Pewnie myślisz, że bardzo trudno mi pracować z prochami należącymi do dzieci, ale tak nie jest. Podchodzę do swojej pracy profesjonalnie - nie myślę, że mam do czynienia z ludzkimi szczątkami, raczej z materiałem, który muszę oczyścić i wkomponować w biżuterię. Gdybym zaczęła traktować swoją pracę emocjonalnie, popełniałabym błędy. A ja chcę, żeby te produkty były perfekcyjne.

Trudno mi uwierzyć, że za każdym razem udaje ci się wyłączyć emocje.

Klienci bardzo rzadko dołączają do kart zleceń osobiste historie. Ale zdarza się. Dziś na przykład wykonywałam łańcuszek z sierścią. Klientka zamiast jednego koloru na dnie wisiorka chciała dwa- czarny i bardzo specyficzny opalony odcień pomarańczowego. By było mi łatwiej wykonać zlecenie, dołączyła do karty zamówienia osobisty list. Opisała w nim, że chodzi o jej ukochanego rottweilera. Dodała też fotografię psa, na której było widać jego kolory- czarny i pomarańczowy, który miałam uzyskać.

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości