Dźwięk wielokrotnie przeszkadza w odbiorze. A w przypadku Donalda Tuska przeszkadza do potęgi n. Dlatego od jakiegoś czasu jak już trafi mi się w TV jego wystąpienie to szybciutko na pilocie klik, klik, zjazd głosu do zera i obserwacja mowy ciała. Polecam. Przekaz nic na tym nie traci a można skupić się na detalach umykających w „zaszumianym” odbiorze.
Gdy tak sobie oglądałem premiera ograniczonego o jeden wymiar to za każdym razem coś mi nie pasowało. Nie był to bynajmniej niski wzrost. Nie była to też jakaś asymetria twarzy. Nie była to podczas wymowy zbyt daleko wysuwana dolna szczęka. Nie były to przygnębiające oczy, wyblakłe i bez wyrazu. Nic z tych rzeczy. I dopiero za którymś razem takiej cichej kontemplacji zobaczyłem ten element, który jest niedopracowany w jego wizerunku. Oto Donald Gromowładny, który jest przez swoich dworzan uważany za Nowego Mojżesza. On, pod którego twardym spojrzeniem miękną nawet najbardziej zagorzali konserwatyści w partii zmieniając się w ordynarnych lewaków. Oto ten Donald, który dworuje sobie z przeciwników politycznych uważając siebie na posiadacza największych możliwych kompetencji nie potrafi… zawiązać krawata w podwójnego windsora. Gdyby ktoś próbował tłumaczyć to tym, że krawat wiąże mu jego osobisty kamerdyner to byłoby to jeszcze bardziej pogrążające.
Piszę to po to nie aby sobie czynić jakieś dworowanie z premiera. Nie, nie to. Rozpoczynam proces badawczy mający na celu sprawdzenie, czy dzielni żołnierze partii miłości, którzy od czasu do czasu robią sobie popas na moim blogu doniosą komu trzeba, że ten mankament jest widoczny. Liczę więc czas po jakim od momentu ukazania się tej notki zobaczę u premiera krawat zawiązany w podwójnego windsora. Następnie postaram się ten czas wyrazić przez stałą Plancka, stałą grawitacji, liczbę P oraz drzwi. Myślę, ze w wyniku tego moja notka wyląduje na stronie głównej portalu jako niezwykle i tajemniczo naukowa.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)